niedziela, 15 stycznia 2017

Rozdział 9- Spotkanie Bliźniaczych Smoków

  W czasie, gdy Jellal włamywał się do komnaty, a Gajeel borykał się z uczuciami, Lucy, Natsu i Gray maszerowali przez całe Królestwo, aby wreszcie odnaleźć Lokiego, który przechadzał się po ogrodach królewskich. Uśmiechnięty i pełen energii wąchał kwiaty.
-Jak chcecie się go pozbyć?- szepnęła siedząca w krzakach Lucy.
-Zaraz zobaczysz- odpowiedział Gray, lekko szturchając ramie różowołosego, który wyjął zza siebie worek. Cicho zbliżał się do rudowłosego.
-Raz, dwa, trzy!- krzyknął Natsu, ogłuszając Lokiego, a później zakładając mu worek na głowę.
-Teraz trzeba niepostrzeżenie wynieść go do lasu!- powiadomił czarnowłosy.
-Cooo?! Jak wy chcecie to truchło do lasu wynieść?!- oburzyła się Heartfilia.
-Ciszej, bo ktoś nas usłyszy, Lucy- powiedział Natsu, biorąc księcia na barki.
-W całym mieście krążą straże, Natsu- powiedziała zbuntowana księżniczka.
-Właśnie nie. Zebranie mają- rzekł Gray, przybijając sobie żółwika z różowowłosym, który ruszył przed siebie. Zadowolony z tego, co zrobił wyszedł z ogrodów.
-Zaczekaj, idioto! Nie idź z nim w miasto!- pobiegł za nim Gray, a Lucy ruszyła zaraz z a nim. Ściągnęli Lokiego, ubierając mu perukę i suknię, aby przypominał kobietę, Graya ubrali w książęce szaty chłopaka, a Natsu robił za kamerzystę. Lucy, zmuszona do założenia chłopięcych ubrań, grała podłego tyrana, który chciał porwać księżniczkę Elizę, za którą robił Loki.
-Gotowe! Lucy, do twarzy ci w takich ciuszkach!- zaśmiał się Natsu.
-Coś sugerujesz?!- wzburzyła się.
-Nie mamy czasu. Natsu, kamera w ruch! Lucy, musisz zacząć mnie gonić dopiero, kiedy dojdę do baru Minervy, dobrze? Księżniczko Elizo, idziemy!- czarnowłosy wziął Lokiego na ręce, idąc przed siebie. Natsu jako kamerzysta popędzał raz za nimi, raz przed nimi.
-Spokojnie, Elizo! Mój pocałunek anuluje truciznę i obudzi cię!- krzyknął, widząc zaciekawienie mieszkańców, jednocześnie dając znak Lucy, aby wybiegła.
-Nigdy, Fryderyku! Eliza jest moja!- wyskoczyła. Tłum huczał z radości.
-Elizo! Trzymaj się! Musimy uciekać przed tym tyranem!- krzyknął, uciekając w popłochu, a Lucy zaczęła go gonić. Natsu z wielkim uśmiechem na twarzy śledził ich. Bez podejrzeń mieszkańców dotarli bezpiecznie do lasu, gdzie pozostawili przebranego Lokiego samego pod drzewem.

  Niebieskowłosa wraz z Wendy próbowały znieść towarzystwo blondyna, który natarczywie narzucał im zostanie w wiosce. Bezczynnie stały, kiedy opowiadał im swoją historię i wszystko, co go dotyczy.
-Słuchaj, Sting... My musimy już iść, Księżniczki najwyraźniej tutaj nie ma- uśmiechnęła się.
-Nie idziecie jeszcze! Tyle mam wam do powiedzenia!- złapał je za kołnierz marynarek, ciągnąc do siebie. -Poza tym, nie puszczę was, kiedy wiecie prawie wszystko.
-Prawie?- zaciekawiła się Wendy. Chciała dowiedzieć się jak najwięcej, aby móc później opowiedzieć całą przygodę swoim przyjaciołom.
-Tak- rzekł mrocznie, kierując dziewczyny do jakiegoś namiotu.
-Jeśli chcesz nam opowiedzieć więcej, musisz nas złapać!- krzyknęła Juvia wyrywając mu się i uciekając z Wendy. Eucliffe natychmiast ruszył w pogoń za nimi. Biegł i biegł lecz kobiety się nie męczyły. Kiedy już nadążył za nimi, ujrzał kogoś za drzewem. Zostawił więc dziewczyny w spokoju i podszedł do postaci, która była nieprzytomna.
-Żyjesz?- zapytał, machając przebranemu Lokiemu przed nosem. Wziął go na ręce i powędrował do wioski, gdzie zamierzał pokazać Księżniczkę Jellalowi. W połowie drogi usłyszał czyjeś głosy. Nie przejmując się tym ruszył przed siebie.
-Kogo on tam niesie?! Co robi w lesie?- zdziwiła się Erza, wyruszająca na patrol wraz z Rogue.
-Chyba jakąś... Księżniczkę- odpowiedział.
-Lucy?!- oburzyła się Erza. -Musimy ją odzyskać!
-Nie, to nie panienka Lucy. To ktoś inny- Rogue zatrzymał ją przed zaatakowaniem blondyna.
-Co przez to sugerujesz?- zapytała szkarłatnowłosa. Chłopak westchnął i wstał.
-Sugeruję, że ten chłopak przebrał kogoś na wzór Lucy, aby zażądać okupu.
-Tylko co on robi w lesie... Czyżby Jellal maczał w tym palce?!- oburzyła się. Zerknęła na Stinga, starając zapamiętać każdy szczegół. -Śledź go, ja muszę skontaktować się z kimś, to rozkaz.
-Dobrze- odpowiedział czarnowłosy. Drogi dowódcy i zastępcy rozeszły się. Chłopak wędrował za blondynem z ogromną świadomością, że kiedyś już coś takiego miało miejsce. Próbując uświadomić sobie, skąd kojarzy leśnego mieszkańca, przypomniało mu się wszystko. W zaledwie ułamku sekundy wszelkie wspomnienia z blondynem powróciły.
-Sting?!- wykrzyknął to na tyle głośno, aby Scarlet na drugim końcu lasu mogła to usłyszeć.
-Znamy się?- zapytał mężczyzna, odwracając głowę ku zastępcy.
-To ja, Rogue Cheney- odpowiedział czarnowłosy.
-Rogue, Rogue... Nie kojarzę- uśmiechnął się blondyn.
-Nie dziwie się. Zanim zostałeś wygnany, spędzaliśmy każde popołudnie razem- opowiedział Rogue, po czym lekko się uśmiechnął. Gdy Sting chciał coś powiedzieć, peruka spadła z głowy Księcia Lokiego, który się przebudzał.
-Y... Dlaczego ubrałeś pana Lokiego w to? I skąd ty go w ogóle masz?- czarnowłosy zrobił obrzydzoną minę, odsuwając się parę kroków od Stinga.
-On już taki był! Przysięgam! Nie jestem jakimś zboczeńcem!- tłumaczył się blondyn, upuszczając rudowłosego na ziemię, który się automatycznie obudził.
-Gdzie ja jestem?! Kim wy jesteście? W co ja jestem... ubrany?- Sting i Rogue zaczęli się śmiać z zażenowanej miny księcia, który nie miał pojęcia, o co może chodzić.
-Rogue, chodź, poopowiadasz mi o dzieciństwie- śmiał się blondyn, łapiąc pod ramię kolegę i kierując się do wioski.
-Chwila, a co ze mną?- zapytał Loki, zostając sam w lesie.

  Szkarłatnowłosa w tym czasie szukała po całym królestwie Fernandeza, który jej zdaniem mógł uczestniczyć w podrabianiu księżniczki. To nie tak, że mu nie ufała, ale za każdym razem, kiedy działo się coś podejrzanego, Jellal był w pobliżu. Zajrzała do jego domu, do sali tronowej, do królewskich ogrodów, a nawet obiegła wszystkie sklepy.
-Przepraszam, nie widziałaś może niebieskowłosego chłopaka w pelerynie i czerwonym tatuażu na lewej części twarzy?- zapytała dziewczynę przechodzącą obok niej.
-Ktoś taki siedzi nad jeziorem- wzruszyła ramionami i odeszła. Erza pobiegła więc nad jezioro gdzie chłopak siedział i łowił ryby. Podeszła do niego, siadając obok.
-Cześć, Jellal- przywitała się zaczynając rozmowę.
-Witaj- odrzekł. -Potrzebujesz czegoś, Erza?
-Nie specjalnie. Przyszłam, aby spędzić z tobą trochę czasu- uśmiechnęła się.
-Doprawdy? Na służbie?- zaśmiał się delikatnie.
-S-Skąd wiesz?!- zdziwiła się. -Racja, przyszłam, aby cię zapytać o parę istotnych rzeczy.
-Słucham- rzekł, wpatrując się w zachodzące słońce.
-Znasz może chłopaka pałętającego się po lasach jak ty, który nazywa się Sting?- zapytała.
-Hm? Może tak, może nie...- uśmiechnął się.
-Zawsze taki byłeś?- zapytała uśmiechnięta.

-Od dziecka, Erzuniu- odłożył wędkę, po czym przytulił szkarłatnowłosą, która wpatrywała się w zachód słońca. Jellal pocałował ją w głowę, a następnie wpatrując się w jej oczy, w których widać było słońce, przytulił jeszcze mocniej.  

sobota, 14 stycznia 2017

Rozdział 8- Tajemnica Króla Juda

  -Mam już plan- na buzi Zerefa zagościł podejrzany uśmiech. Jellal chciał dowiedzieć się, co jest powodem nagłej uciechy jego brata.
-Twa wypowiedź zaciekawiła mnie, drogi bracie- uśmiechnął się, licząc na wytłumaczenia Zerefa.
-Wystarczy rzucić zaklęcie niewidzialności.
-Może, ale czy to nie będzie tak, że w miejscu wioski pojawi się wielka niewidzialna ściana?- zaśmiał się niebieskowłosy. Zeref stanął wryty.
-Najwyżej się drzewa zasadzi!- wykombinował.
-Bracie... Dobrze, wszystko jest lepsze niż zdemaskowanie nas- podsumował. Otworzyli jedną z ksiąg na szukanym zaklęciu.
-Ktoś chcę dojrzeć mych sekretów, ktoś śmie je złapać w ręce swe. Uczyń je niewidzialnymi, aby nikt nie widział już więcej ich- wyrecytowali wspólnie formułkę. Dy otworzyli oczy, nie widzieli żadnej różnicy. Zdezorientowani wyszli na zewnątrz. Wokół miejsca ich pobytu stworzyła się niezbyt widoczna błona. Roześmiany Jellal podszedł do miejsca, gdzie niedługo miała zjawić się Erza. Szkarłatnowłosa przybiegła. Zdezorientowana patrzyła Jellalowi prosto w oczy, ale tylko on o tym wiedział. Ona niczego ani nikogo nie dostrzegła. Widziała tylko dalszy las, w który nie miała zamiaru się zagłębiać. Rozczarowana zawróciła, aby zdać raport Królowi.
-Udało nam się!- podekscytował się Zeref.
-Tak, udało. Jesteśmy coraz bliżej naszego celu, bracie- rzekł tajemniczo. Zawinął swą pelerynę i, czekając, aż szkarłatnowłosa odejdzie, wyszedł i powędrował do zamku. Wyjął z torby, którą nosił na ramieniu klucze otrzymane od Erzy. Zamierzał otworzyć tajemne wrota, które prowadziły do szczególnie pilnowanych lochów, co jeszcze bardziej wszczęło ciekawość Gerarda. Przyśpieszył kroki. Wpadł na pomysł, jakby można odpędzić strażników. Za pomocą Scarlet oczywiście.
-E-Erza!- krzyknął, podbiegając do dziewczyny.
-Jellal? Co ty tutaj jeszcze robisz? Śmierdzi mi to...- powiedziała, kładąc ręce na biodrach.
-Lubię spacerować, a zwłaszcza tu.. zresztą, nie musisz słuchać moich wyjaśnień. Potrzebuję twojej pomocy- podszedł do niej i szepnął jej do ucha. -Ukochana...
-J-Jakiej to p-pomocy żądasz?- zapytała.
-Musisz odpędzić straż od wrót, do których dałaś mi klucze. Błagam cię, Erzuniu -uklęknął przed nią, łapiąc za rękę oczarowanej dziewczyny. -Postawię ci ciasto.
-O-Okej! Pomogę ci! -uśmiechnęła się szeroko i wróciła wraz z doradcą do królestwa. Po kwadransie w zamku nie było ani jednego strażnika. Wszyscy zgromadzili się na dziedzińcu. Fernandez chwycił za klucz i zszedł podziemnym wejściem, które mieściło się pod tronem Juda, do lochów. Stanął przed wielkimi, srebrnymi drzwiami. Włożył przedmiot do zamka i przekręcił. W jednej sekundzie ogromny mechanizm otworzył się przed niebieskowłosym. Wszedł do środka licząc na ogromne odkrycie. Obraz, jaki zobaczył nie zdziwił go. W wielkich klatkach trzymane były pradawne zwierzęta. Exceedy, które zdaniem wszystkich wyginęły. Złapał za kłódkę. Jako, że nie posiadał odpowiedniego klucza do żadnej z nich, użył swej mocy, aby je rozwalić. Rozsypały się w pył, a koty zaczęły latać wszędzie.
-Dziękuję ci, młody człowieku za uratowanie nas- powiedziała biała kocica.
-Lećcie! Do swej ojczyzny!- rozłożył ręce, czując powiew wiatru wywołany przez ich skrzydła.
-Mavis z tobą, młodzieńcze!- krzyknął ostatni wylatujący kot.
-Wszystko świetnie, tylko... Po co ja to zrobiłem? Chyba z dobroci serca. Jestem taki hojny- zaśmiał się, wychodząc i zamykając za sobą drzwi. Kiedy dostał się do sali, zobaczył szkatułkę leżącą na stole. Podszedł ostrożnie do pudełka i otworzył je. W środku były jakieś listy. Westchnął, wychodząc i maszerując do księgarni. Miał plan, który musiał zrealizować.

  W czasie, kiedy Jellal włamał się do lochów, Lucy wraz z przyjaciółmi siedziała u siebie w pokoju. Desperacko chciała pozbyć się adoratora, który natarczywie chciał ją poślubić.
-Wszystko w porządku, Lucy?- zapytał zmartwiony Gray.
-Tak, tylko nie rozumiem postępowania mojego ojca- rzekła, przeczesując swoje blond włosy. Niezręczna cisza trwała pomiędzy trójką przyjaciół. Nikt nie chciał zacząć rozmowy. Natsu wślizgnął się pod łóżko. Zauważył tam pięknie ozdobiony karton. Otworzył go więc, nie czekając na nic. Umieszczony tam był dziennik Lucy, który z chęcią zaczął czytać.
-Natsu?- zapytała, rozglądając się po pokoju.
-Pewnie zgłodniał, jak to on- zaśmiał się Gray, siadając na krzesło. Westchnął głęboko i spuścił wzrok.
-Coś się stało?- zapytała, wstając z łóżka.
-Raczej nie... Chodźmy. Poszukamy tego idiotę- czarnowłosy włożył ręce do kieszeni, wychodząc z pokoju Księżniczki, która podążyła zaraz za nim. Różowowłosy zaś czytał strona po stronie pamiętnik przyjaciółki. Wtem ktoś wszedł do pokoju. Nie była to ani Lucy, ani ktoś z jej służby. Natsu nie wyczuł także Graya. Skulił się bardziej pod łóżko i wyjrzał zza kołdry. Przez drzwi wszedł mały staruszek. Natsu rozpoznawał go skądś, ale nie wiedział skąd. Szybko wyskoczył spod łózka, zagradzając jednocześnie starcowi drogę ucieczki.
-Kim jesteś?- zapytał, kucając. Dziadek był w szoku.
-Jestem Makarov Drayear, drogie dziecko- odpowiedział, wzruszając się. -Wyrosłeś...
-D-Dziadek?!- ucieszył się. Podszedł jeszcze bliżej i przytulił starca.
-Opowiadaj, jak u ciebie, u Cany i dlaczego jesteś w komnacie Księżniczki?- zapytał.
-Nie widziałem się długo z Caną. Jestem tutaj, bo zaprzyjaźniłem się z Lucy- uśmiechnął się.
-Zaprzyjaźniłeś się, powiadasz? Natsu, czy nie wydaje ci się ona jakaś znajoma?
-W sumie... Kiedy pierwszy raz ją spotkałem, myślałem, że ją znam., ale to była tylko moja wyobraźnia. W końcu nigdy nie byłam w pałacu- zaśmiał się.
-Może, ale czy powiedziała ci, że nie wychodziła, kiedy była mała?- spytał, unosząc wzrok. Natsu w jednej chwili pojął, że to ją przyprowadzał do nich dziadek.
-N-Niemożliwe... To była ona?!- krzyknął, siadając na podłodze. -Naprawdę to ona. Lucy jest dziewczynką z dzieciństwa! Wiedziałem!- podekscytował się.
-Teraz pozostaje jedno pytanie. Czy ona chce to ujawnić?- szepnął Makarov, wychodząc z pokoju. Dragneel westchnął i wstał. Kiedy podążył w ślady starca, ujrzał śmiejącą się Lucy na korytarzu. Była z Grayem, co nie zdziwiło chłopaka.
-Hej, ludzie!- krzyknął podbiegając do nich. Stanął i patrzał podejrzliwie.
-Natsu! Wszędzie cię szukaliśmy- dziewczyna uśmiechnęła się.
-Właśnie widzę. Chodźmy, musimy znaleźć Lokiego. Może zgodzi się odpuścić- rozkazał różowowłosy, maszerując i sprawdzając pokój po pokoju.

  Podekscytowana Levy czytała kolejny rozdział książki, zatapiając się w bibliotece. Czekała na Gajeela, który zaraz po zebraniu zorganizowanym przez Erzę miał przyjść do niej i pomóc poukładać książki na półki. Zmartwiona czekaniem wstała, chcąc obsłużyć kolejnego klienta, którym był Jellal.
-Witamy! Czego pan sobie życzy?- zapytała, kładąc rękę na blacie.
-Chcę powieść o generale, który w imię miłości musiał porzucić swą przyszłość w wojsku, ponieważ jakiś tyran złapał jego ukochaną w sidła, żądając opuszczenia swojej pracy. Czy znajdę tutaj coś takiego?- zapytał, uśmiechając się lekko.
-Będzie trudno. Przeczytałam wszystkie egzemplarze tutejszych książek, ale żaden autor nie napisał o takim czymś- podrapała się po głowie.
-W takim razie będę pierwszym, który stworzy taką historię. Pójdziesz ze mną, młoda damo.
-S-Słucham?! Chodzi ci o Gajeela? On się tak łatwo nie da!- krzyknęła.
-Ciszej, Levy McGarden. Idziesz dobrowolnie czy muszę użyć siły?- zapytał z podłym uśmieszkiem. Chciał pozbyć się Redfoxa ze stanowiska Generała I Armii Królewskiej.
-P-Pójdę- rzekła, wychodząc za rozkazem Jellala. Wraz z dziewczyną kierowali się do jego domu.

  -Dobra! Na dzisiaj koniec!- krzyknęła Erza, chowając broń.
-Rozejść się- powiedział Gajeel, naśladując ruchy koleżanki. Gdy chciał odejść, coś go zatrzymało.
-Panie Generale! Proszę zaczekać- rzekł czarnowłosy chłopak z grzywką na bok.
-Tak, Rogue? Coś się stało?- zapytał czarnowłosy, zatrzymując się.
-Niekoniecznie, Generale. Tajemniczy chłopak w kapturze kazał mi to panu przekazać- Rogue podał list do rąk Redfoxa. Kiedy mężczyzna to przeczytał, zalała go krew.
-Zabiję gnoja...-wyszeptał, zgniatając kartkę papieru.
-Pomóc panu? Zawsze moim marzeniem było walczyć u twojego boku, Gajeel!- krzyknął.
-Kiedy indziej, młody. Kiedy indziej- upuścił kartkę, po czym odszedł. Zaintrygowany chłopak podniósł ją, przeczytał i ruszył w potajemną pogoń za swoim generałem.
-Nie pozwolę, aby coś ci się stało, Gajeel. Ani tobie, ani twojej dziewczynie!- krzyknął, wbiegając na plac główny. Rozglądał się, pytał przechodniów, lecz bez sukcesu. Nikt nie widział Gajeela, więc zawrócił i postanowił powiedzieć o wszystkim zastępcy. Wbiegł przez bramę n teren zamku. Rozglądając się dookoła wyszukiwał czerwonych włosów. Znalazł je. Erza stała wraz z Laxusem pod pomnikiem i rozmawiała z nim beztrosko.
-Erzo Scarlet!- krzyknął, podbiegając do niej. -Gajeel ma kłopoty.
-Co?!- wzburzyła się. -Musimy go odnaleźć, już!
-Ta jest- powiedział spojonym tonem Rogue, maszerując za szkarłatnowłosą. Redfox zaś już od pięciu minut negocjował z Jellalem.
-Ty podły... Dlaczego chcesz mnie usunąć?- zapytał poddenerwowany.
-Na twoje miejsce wejdzie Erza Scarlet, czyż nie? Potrzebuję wojska do pewnych rzeczy. Nie musisz o nich wiedzieć. Decyduj się, Levy czy wojsko- rzekł niebieskowłosy.
-Dobra. Wypuść Levy, a ja się wycofam dobrowolnie- powiedział ze spuszczoną głową.
-Wyśmienicie- rzekł, odwiązując dziewczynę. -I jeszcze jedno. Ani słowa nikomu, zrozumiano? Wiem, że byłeś w wiosce wygnańców i nic nie powiedziałeś Judowi.
-S-Skąd?! Jasne- odpowiedział, wychodząc z domu Fernandeza wraz z Levy. Idąc szybko w kierunku biblioteki zauważyli zbliżających się Erzę i Rogue.
-Gajeel! Nic ci nie jest!- ucieszyła się.
-Odchodzę z armii- powiedział stanowczym tonem. Erzę i Rogue'a wryło.
-Jak to, panie Gajeelu? Nie możesz!- sprzeciwił się czarnowłosy.
-Żadnych sprzeciwów, żołnierzu. Odchodzę i już. Erza, mam nadzieję, że będziesz dobrym generałem- rzekł, ściągając hełm. Oddał go w ręce Scarlet, odchodząc. Levy pobiegła razem z nim, a Rogue westchnął i rozczarowany pozostawił Erzę samą.
-Ten list, wychodzący z domu doradcy Gajeel wraz z dziewczyną, rzucenie pracy. Coś mi tu śmierdzi szantażem- rzekł, kierując się do wojska.


czwartek, 29 grudnia 2016

Rozdział 7- Przybywa Król Ichiya!

     Zdesperowana Lucy siedziała, nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszała od porywacza. Czyżby Jellal miał potajemne sprawy w tym miejscu? Tego mogła się tylko domyślać, ponieważ nie miała konkretnych informacji. Zastanawiała się tylko, czy Yukino rzeczywiście zrobi to, co obiecała. Miała uratować ją, zanim ktokolwiek z wioski zażąda okupu. Zestresowana ponownie zaczęła wyglądać przez dziurkę w namiocie.
-Natsu!- krzyknęła, widząc różowowłosego, stojącego zaledwie parę metrów od jej więzienia.
-Lucy...?- powiedział sam do siebie. Blondynka widziała, że patrzy wprost na nią, lecz on najwyraźniej nic nie zauważył w ciemnościach, jakie panowały w namiocie. Gdy chciała po raz kolejny krzyknąć, ktoś zawołał jej przyjaciela. Dziewczyna średniego wzrostu o białych i krótkich włosach, a także błękitnych oczach. Zdaniem Lucy była naprawdę ładna, a do tego bardzo przypominała służkę Mirajane. Zmartwiona spuściła głowę i zaczęła myśleć. Jej jedyną nadzieją była Yukino. Westchnęła głęboko i ponownie patrząc w szczelinę zobaczyła odchodzącego chłopaka, wraz z nowo poznaną dziewczyną. Cofnęła się i zaczęła płakać.
-Co jeśli mój ojciec nie zapłaci za mnie? Zabiją mnie?- rzekła. -Do tego Gerard... Co miał na myśli ten blondyn? Czy chodzi nam o tą samą osobę? Wszystko mi się miesza!
Przetarła swoje oczy. Siedząc bezustannie w ciszy usłyszała dźwięk kroków zbliżającej się osoby. Miała dylemat. Mógłby to być Sting, ale także i Natsu. Osobiście wolała tą drugą wersję, ponieważ nic chciała być ponownie traktowana jak więzień. Przez odpięte wejście niezgrabnie weszła białowłosa Yukino z uśmiechem na twarzy.
-Lucy-san! Muszę cię szybko rozwiązać- oznajmiła dziewczyna.
-Dziękuję, dziękuję, dziękuję!- mówiła panicznie Lucy, szarpiąc się lekko. Białowłosa chwyciła za sztylet, który miała umieszczony w lewym bucie i przecięła sznury. Wybiegły szybko z namiotu, patrolując, czy nigdzie nie widać Stinga. Wtem ujrzały blondyna stojącego i zagadującego jakąś dziewczynę. Natychmiast schowały się za szałas.
-Lucy, posłuchaj. Musisz założyć tą pelerynę i wyjść zwyczajnie z obozu. Pomyślą, że to ja, więc nikt cię nie zaczepi- powiedziała spokojnym tonem.
-Nie idziesz?- zmartwiła się Lucy.
-Nie mogę. Muszę tutaj zostać na wypadek, gdyby Sting się zorientował. Uciekaj do domu... Pozdrów swoją mamę ode mnie, dobrze?- rzekła Yukino. Ręce dziewczyn drżały, ale blondynka postanowiła uciec stąd i nigdy nie wracać. Założyła kaptur, związała włosy i przekraczając bramę obozu uświadomiła sobie swoje zadanie.
-Racja, Natsu, Gray!- krzyknęła, nagle skręcając na główny plac. Przedzierając się przez gąszcz świętujących ludzi, miała nadzieję, że Natsu nie świętuje razem z nimi. Przemaszerowała jeszcze kilka metrów uważnie się rozglądając. W ułamku sekundy dojrzała różową czuprynę, więc zaczęła biec w jej kierunku. Gdy już stanęła, ujrzała rozweselonego Dragneela i nieznajomą dziewczynę, siedzących i pijących rozmaite napoje. Podeszła nieśmiało do przyjaciela.
-N-Natsu...- zaczęła. Różowowłosy obrócił się w jej stronę, lecz nadal nie wiedział, kto stoi tuż przed nim. -To ja, Lucy.
-No racja, Lucy! Wiedziałem, że tu byłaś!- krzyknął, wstając i przytulając blondynkę.
-Ciszej, Natsu. Chodź, musimy znaleźć Graya- rozkazała Heartfilia, poprawiając pelerynę.
-Po co? Nie możemy iść sami?- narzekał. -Lisanna, przepraszam. Muszę już iść.
-Będę czekać, Natsu- uśmiechnęła się białowłosa.
-To się nie doczekasz...- szepnęła zła Lucy, kierując się w kierunku baru. Różowowłosy dogonił ją i naśladując swoją koleżankę ukucnął przed drzwiami.
-Czemu kucamy? Co my robimy?- zapytał Dragneel, rozglądając się na boki.
-Jak już pewnie wiesz, jestem księżniczką. Jeśli ktokolwiek mnie tutaj ujrzy, złapią mnie jak pewien Sting i będą żądać okupu- wyznała, odgarniając włosy za ucho.
-Sting cię porwał?!- oburzył się chłopak wstając. Zapewne miał zamiar wszcząć kłótnię z blondynem, czego Lucy wolała uniknąć.
-Tak, ale teraz musimy znaleźć Graya!- rozkazała, zatrzymując różowowłosego ręką. On zaś westchnął głęboko i z zniesmaczeniem na twarzy wszedł do środka. Potrącał on człowieka za człowiekiem, nawet nie zawahał się popchnąć dziewczyny. Gdy dotarł na sam środek, chwycił czarnowłosego kolegę za mankiet, mówiąc coś. Fullbuster natychmiast zareagował, biegnąc w stronę wyjścia.
-Lucy! Co ty tutaj robisz?- zapytał zaciekawiony.
-Cisza! Nie mów tak, bo odkryją, że uciekłam! Musimy wrócić do królestwa, ale... Najpierw coś załóż na siebie!- rozkazała. Zdenerwowana zaczęła prowadzić przyjaciół w stronę wyjścia. Nagle stanęła, widząc, kto nadciąga do wioski. Były to Juvia i Wendy. Blondynka lekko się zgarbiła, ponieważ mogłaby być dostrzeżona przez sokoli wzrok Lockser. Machnęła do chłopaków ręką, na znak, że mają iść wciąż za nią. Tak też zrobili. Mijając rozkojarzone dziewczyny, jedyne, co mogli dosłyszeć to to, że Sting zaczął rozmowę z nimi. Nie myśląc o przyjaciółkach zaczęli biec do zamku, gdzie mieli spotkać się z Królem.
-Witam, drogie panie. Co robicie w tych mrocznych lasach?- zapytał, obserwując poczynania kobiet.
-Szukamy Lucy Heartfilii. Jesteś podejrzany o uprowadzenie i skrzywdzenie Księżniczki! Oddaj ją po dobroci, a będzie ci dane żyć w więzieniu- rozkazała Juvia.
-Księżniczki...? Nigdy jej nie widziałem, w końcu jestem wygnany- podsumował. Przyjaciółki nie były w stanie dostrzec kłamstwa w słowach blondyna.
-Możemy w takim razie przeszukać wioskę?- zapytała nieśmiało Marvell, odkładając broń.
-Z przyjemnością was oprowadzę po naszej małej mieścinie- zaśmiał się. Nieświadomy niczego zaczął oprowadzać dziewczyny kolejno po namiotach.

W tym samym czasie, w Królestwie, zaczęły rozbrzmiewać trąby i bębny. Do Króla i Królowej przyjechał ojczym Lokiego. Ichiya- Król siedmiu wzgórz, dwóch wysp a także pobliskich jego królestwu mieścin. Jego imperium- Blue Pegasus, było bardzo zamożnym i potężnym Królestwem, więc połączenie Lucy i Lokiego byłoby najlepszym rozwiązaniem dla obu stron. Małżeństwo wyszło z zamku w szatach wyjściowych, aby przywitać nadjeżdżającego. Wtem piękna biała katera wjechała na główny plac, przyciągając jednocześnie uwagę mieszczan. W niemniej niż pięć minut na placu powstało wielkie koło, a woź wraz z Rodziną Królewską i Ichayą w środku. Straż oddzielała mieszkańców daleko od Króla, ponieważ brzydził się on plebsem.
-Witam, Królu, Królowo- powiedział szarmancko rudy, mały i niezbyt przystojny mężczyzna.
-Witaj, twój syn jest już u nas rozgoszczony- rzekł Jud, zerkając to na gościa, to na żonę.
-Wejdź, zapraszamy w nasze małe progi- dokończyła Layla, odgarniając swoją suknię.
-Gdzie księżniczka?- zapytał uradowany Ichiya.
-L-Lucy? Ona...- zaczęła blondynka.
-Się przygotowuje!- skłamał Heartfilia. Z uśmiechem na twarzy wszedł wraz ze swoim druhem do zamku. Maszerowali przez piękne, srebrne korytarze ze złotymi kolumnami.
-Piękna ta wasza córka- oznajmił Król Blue Pegasus, wpatrzony w portret Lucy. -Men!
Jud zostawił to bez komentarza, nadal maszerując przed siebie. Layla uśmiechnęła się szeroko, towarzysząc gościowi krok w krok. Wchodząc do sali gościnnej zauważyli Lokiego rozmawiającego z nauczycielką Lucy- Aries. Było widać, że z nią flirtuje, więc Ichiya podszedł do syna i zaczął poważną rozmowę. Po kwadransie bezsensownej, według Juda, konfrontacji Króla z synem wszyscy poszli do sali tronowej, gdzie niedługo miała zjawić się Lucy.
-Żono, myślisz, że one ją tu sprowadzą?- zapytał zirytowany Heartfilia.
-Oby tak. Nie każmy im dłużej czekać- podsumowała Layla, proponując gościom jedzenie.
-Nie będę nic jadł. Pragnę tylko ujrzeć Królewnę Lucy, men!- rzekł uradowany Ichiya. Nagle do pomieszczenia wbiegli Natsu i Lucy. Jud zerwał się z tronu i zdenerwowany podszedł do córki.
-Kogo żeś tutaj wprowadziła?!- krzyknął. Blondynka stała przerażona obok Dragneela.
-Odejdź od niej- rozkazał różowowłosy. Stanął pomiędzy ojcem a córką i skierowany w stronę Juda rzekł z miną groźniejszą od Króla:
-Nie waż się jej tknąć. Odsuń się.
-Masz pojęcie, do kogo mówisz, smarkaczu?!- rozzłościł się Heartfilia.
-Wiem, że jesteś królem, ale nawet ktoś takiego sortu nie ma prawa dotykać Lucy!- krzyknął. Obaj stali, nie zamierzali odpuścić. Ich krwawe spojrzenia zetknęły się. Wszyscy w sali podejrzewali, że jeśli ktoś ich nie powstrzyma, to skoczą sobie do gardeł. Jedyny rozsądny w tym pokoju podszedł do tej dwójki i rozdzielił ich.
-Królu, nie warto. Czy nie jest teraz ważniejszy ślub? Nie powinienem poznać mojej przyszłej żony?- zapytał Loki, uśmiechając się do Lucy.
-ŻONY?!- głos Natsu i Lucy zlał się w jedno. Stali wspólnie wmurowani w podłogę. Niby to nie Natsu miał ożenić się z nim, ale czuł się okropnie. Tak jakby to on usiał poślubić Lokiego.
-Tak- rudowłosy, popychając stojącego mu na drodze Dragneela podszedł do Lucy. -Zostaniesz moją żoną, Lucy. Cieszysz się?
Dziewczyna nie wiedziała, co powinna powiedzieć, aby mu odmówić. Nie znała chłopaka, nie kochała go, nie spodobał jej się, a do tego nie była gotowa na wejście w dorosłe życie. Zdenerwowana chciała porozmawiać bardzo szczerze ze swoimi rodzicami.
-Ona ma wyjść za takiego błazna?!- zaczął Natsu. -Nigdy!!!
-Kogo nazwałeś błaznem? To ty nim jesteś!- odpowiedział Loki. Zaczęła się kolejna potężna kłótnia, której nikt nie chciał zatrzymać.
-Ojcze... Proszę, musimy porozmawiać- rzekła poddenerwowana Lucy. Król, zostawiając chłopaków z tyłu, pomaszerował za swą córką.
-Co się stało, Lucy?- zapytał udając zmartwienie.
-Nie mówiłeś mi nigdy, że będę musiała za kogoś wychodzić. Zawsze powtarzałeś, że mam znaleźć tą jedyną miłość, jak ty i mama. Dlaczego zmieniłeś zdanie?
-Byłaś wtedy dzieckiem, skarbie. Teraz jesteś prawie dorosła i możesz pomyśleć o związku, który połączy królestwa- przekonywał ją pewny siebie Jude.
-Więc znów chodzi o pieniądze?- wtrąciła. Nim Król zdążył odpowiedzieć, kontynuowała:
-Nie ożenię się z nim! Znajdę osobę, która będzie warta mojej miłości i tronu, ojcze. Nie zmusisz mnie, żebym pokochała Lokiego. Nigdy- powiedziała stanowczo.
-Z-Zastanów się! Przemyśl to jeszcze, skarbie...- rzekł mężczyzna, ponownie wchodząc do sali. Lucy stała nie mając pojęcia, co powinna zrobić. Odwróciła się i ujrzała Graya, który gdzieś znikł parę minut temu. Uśmiechnęła się, aby go nie zmartwić.
-Gdzie byłeś?- zaczęła.
-Nie ważne. Nie pytaj, proszę. Natsu też nie ma?- zapytał, rozglądając się na boki.
-Wejdź- zaśmiała się i otworzyła drzwi. Czarnowłosy wpadł do środka. Wtem zauważył Natsu, kłócącego się z Księciem. Podbiegł do nich i odsunął kolegę.
-Znów się z kimś bijesz? Starczy, Natsu. Kto to w ogóle jest? Dlaczego tutaj stoi Królowa i Król? Coś znów wymyślił? Mów!- rozkazał.
-Właśnie nic. Rozumiesz, że Lucy ma wyjść za tego przydupasa?- oburzył się.
-To lepsze, niż taki niewychowany wieśniak, jak ty!- dopiekł Loki.
-Nie zaczynajcie znowu. Lucy, czy to prawda?- Gray zwrócił się do stojącej za nim blondynki.
-Ona nie musi się wam ze wszystkiego spowiadać! Wyjdźcie stąd!- rozkazał wkurzony Heartfilia.
-Nie wyjdę stąd bez Lucy- powiedział Dragneel, chwytając dziewczynę za ramię.
-Natsu...- zaczęła blondynka.
-Ona nigdzie z tobą nie pójdzie, smarkaczu!- krzyknął wiecznie protestujący Król Magnolii.
-Mężu, pozwól bawić się dzieciom. Możecie iść- uśmiechnęła się Layla. Lucy i reszta wybiegli z sali tronowej, kierując się do jej pokoju.

Czerwonowłosa dobiegła do najstarszego drzewa w lesie, koło którego się zatrzymała. Jellal zrobił to samo, tyle że parę metrów dalej. Kobieta nie mogła go zobaczyć, ponieważ myślała, że Fernandes już dawno odpuścił i wrócił do Królestwa. Odetchnęła chwilę i ruszyła dalej. Tak naprawdę toczyła kółka, które raz za razem pogłębiała.
-W takim tempie nigdy ich nie dogonię! Muszę przyspieszyć tępo, ale czy ja... Czy ja nie krążę w kółko?! Przecież widzę te suche drzewo już czwarty raz- powiedziała to tak głośno, że Jellal bez problemu wszystko usłyszał. Wyszedł zza krzaków, podszedł do niej ostrożnie i nim się obejrzał dziewczyny już nie było. Zdezorientowany rozglądał się na boki i zobaczył ją, włażącą na drzewo.
-Co ty tam robisz, Erzunia?!- zaczął. -Zejdź, bo spadniesz!
-Nadal tu jesteś? Myślałam, że wróciłeś do Króla!- krzyknęła, rozglądając się.
-Pomyślałe m, że możesz sobie tutaj nie poradzić i poszedłem za tobą!- wytłumaczył się, podchodząc bliżej drzewka. Był dokładnie pod strażniczką.
-Jest!- uradowała się, widząc wioskę. Szybko zeszła z drzewa i ignorując niebieskowłosego pobiegła w tamtą stronę. Kiedy do Gerarda doszło, gdzie dziewczyna chce dotrzeć, przeszyły go dreszcze. Musiał znaleźć się szybciej w wiosce od niej, więc użył magii teleportacji. W mgnieniu oka znalazł się w pobliżu Zerefa.
-Bracie! Mamy poważny problem- oznajmił, podbiegając do czarnowłosego.
-Jaki, braciszku?- zaciekawił się.
-Pewna czerwonowłosa strażniczka przysłana od Króla Magnolii odnalazła naszą wioskę. Musimy coś zrobić, bracie- oznajmił niebieskowłosy, poprawiając swoją pelerynę.
-Mam już plan- na buzi Zerefa zagościł podejrzany uśmiech. Jellal chciał dowiedzieć się, co jest powodem nagłej uciechy jego brata.
-Twa wypowiedź zaciekawiła mnie, drogi bracie- uśmiechnął się, licząc na wytłumaczenia Zerefa.


środa, 16 listopada 2016

Rozdział 6- Misja: uratować księżniczkę!

    Ostrożnym i powolnym krokiem dziewczyny przechodziły pod kolejnymi stołami. Skradały się przez salę balową, która była już przygotowywana do przyjęcia. Wendy kucnęła i odchyliła lekko obrus. Widząc wślizgującą się pod sąsiedni stół Juvię, obróciła się i wybiegła ze swojej kryjówki. Schowała się za otwartymi drzwiami i wychyliła się. Widząc maszerujących strażników- Rogue i Laxusa, a za nimi spacerował malarz księżniczki. Szybko się schowała i przez przypadek kopnęła puszkę z farbą Reedusa. Zwróciła tym uwagę trójki mężczyzn. Panicznie wczołgała się pod wcześniejszy stół. Słysząc ciężkie kroki, zakryła usta i miała nadzieję, że nie odnajdą ani jej, ani koleżanki.
-Słyszałeś to? Ktoś musiał tu być- powiedział jeden z głosów.
-Panowie... Proszę, muszę pracować! Mam tylko dwa tygodnie na upiększenie tej sali- rzekł.
-Musimy sprawdzić, czy nie grozi ci niebezpieczeństwo- Wendy domyśliła się, że był to głos Laxusa i Reedusa. Odetchnęła z ulgą i skuliła się bardziej.
-Zapewniam was, że nic mi się nie stanie! Możecie już iść i czynić swoje obowiązki.
-Dobrze- parsknął Rogue. Wyszli, zamykając za sobą drzwi. Juvia wyszła z szafy, do której przemieścił się, kiedy Wendy wyglądała za drzwi. Dyskretnie wyjęła broń i skierowała ją w stronę malarza. Wendy stała i przerażona wpatrywała się w spust pistoletu.
-Ręce do góry!- krzyknęła. Przerażony mężczyzna posłusznie wykonał polecenie Lockser.
-C-co się tutaj dzieje?- zapytał, a jego głos drżał. Wendy podbiegła do koleżanki i pomachała jej ręką przed oczami. Reagując zamrugała trzy razy i opuściła pistolet.
-Nie mów nic nikomu, a ujdziesz z życiem- powiedziała Juvia. Złapała Marvell za rękę i wybiegły za drzwi. Wzdychając zaczęła się rozglądać.
-Chciałaś go postrzelić?- zapytała oburzona lekarka.
-Nie. Gdyby zaczął krzyczeć to przybiegła by straż. Trzeba było go przestraszyć- uśmiechnęła się.
-Nie rozumiem twojego toku myślenia... Chodź, biegniemy!- krzyknęła, po czym zaczęła biec po korytarzach. Z dwoma rękami na spuście i lekko zgarbionymi plecami truchtały i rozglądały się na boki. Wzajemnie słyszały swoje ciężkie oddychanie. Juvia cały czas próbowała skupić się na odnalezieniu Lucy, ale świadomość, że może być z jej paniczem przytłaczała ją. Wendy natomiast całą sobą i wszystkimi myślami była przy Księżniczce. Martwiła się o nią i jak najszybciej chciała ją odnaleźć. Maszerując po pięknym korytarzu, ozdobionym złotymi symbolami ważnymi dla królestwa, ujrzały jak zawsze uśmiechniętego doradcę. Siedział na krześle i obserwował ukradkiem dziewczyny. Obeszły go łukiem. Były zdziwione tym, że w ogóle nie zareagował. Wpatrywał się jak w obrazek, analizując sytuację, ale nie odezwał się ani słowem. Wendy obrzuciła go zwykłym spojrzeniem i poprowadziła Juvię przez kolejny korytarz.
-Ciekawe, co takiego kombinują...- uśmiechnął się niebieskowłosy, założył płaszcz i pomaszerował za obiektami zainteresowania. Biegły i biegły. Zawało mu się, że bez celu.
-Juvia! Spójrz!- krzyknęła, widząc dowód leżący na kamiennych schodach kawiarni. Lockser podbiegła i chwyciła chustkę w ręce.
-Lucy nigdy by tego nie zgubiła! Wendy-san, musimy jej pomóc!- rozkazała, zaciskając w dłoni piękną, jedwabną chustę, którą wyhaftowała mama Lucy. Nagle zaczął lać okropny deszcz, a wichura swobodnie przemieszczała papierki leżące na ulicy.
-Musimy przeczekać burzę- oznajmiła załamana Wendy, otwierając drzwi kawiarenki. Powolnie weszły do środka, a Gerard rozpłynął się w straszliwych ciemnościach okolicznego zaułku.

    -Dalej! Idźże szybciej!- rozkazywał Sting, pchając blondynkę przed siebie. Chciał dotrzeć do wioski jeszcze przed burzą, która dopiero się rozpoczynała. Lucy z ogromnym smutkiem i żalem do wygnańców posłuchała blondyna i maszerowała szybciej. Nie ukrywała tego, że się bała. Nie wiedziała, do czego będą zdolni, kiedy zrozumieją, że Król nie kiwnie palcem, aby Lucy wróciła do niego. Była załamana. Widziała na własne oczy, co jej ojciec zrobił z tak pięknym królestwem. Nie dziwiła się, że Powstańcy chcą zemsty.
-Co chcecie ze mną zrobić?- zapytała, wpatrując się w niebo. Krople spływały jej po polikach, maskując łzy Heartfilii.
-Jeszcze nie wiem. Pewnie posiedzisz sobie parę dni samotnie w moim domu, a później to się okaże. Zależy, czy będziesz miła, czy pokażesz rogi, księżniczko- zaśmiał się. Eucliffe wepchnął Lucy do jednego z namiotów i zapiął go. Z daleka było czuć smród, jaki się tam panoszył. Wszędzie były brudne ciuchy i porozrzucane kartki. Dziewczyna spuściła głowę i zaczęła płakać. Modliła się, aby wreszcie ktoś ją odnalazł i zabrał z tego śmietniska jak najszybciej. Pociągając nosem usłyszała znajomy głos. Zaczęła się w niego wsłuchiwać, lecz nie mogła go skojarzyć z żadną osobą. Heartfilia nie podejrzewała jednak jeszcze, że był to Jellal Fernandes we własnej osobie. Zamknęła oczy i nasłuchiwała, tonąc we własnych łzach.
-Co zrobiliście?!- krzyknęła postać. Jedyne, co mogła dojrzeć przez małą szparkę to granatową pelerynę, którą już gdzieś widziała.
-Zaprowadziliśmy ją tutaj. Otwórz namiot i się przekonaj- zachęcał Sting.
-Jest tutaj? Cholera! Jeszcze mnie zobaczy, kretynie!- skarżył się. Lucy była pewna, że był to chłopak. Przysunęła się bliżej i wyjrzała przez szparę. Nie widziała nic więcej, jak fragment peleryny. Westchnęła i wytężyła wzrok. Nie mogła uwierzyć własnym oczom. W niewielkiej przestrzeni wolnej od materiału ujrzała różowowłosego, który rozmawia w oddali z Yukino. Ucieszyła się i chciała zacząć krzyczeć, ale wpadła na lepszy pomysł. Po chwili Sting i Zakapturzony odeszli, a ona wystawiła ręce przez dziurę. Machała i machała. Wyjęła je i westchnęła. Usiłując rozerwać jeszcze bardziej namiot, usłyszała czyjeś kroki.
-Halo? Kto tu jest?- spytał miły głos. Heartfilia siłą swoich nóg odepchnęła się i przerażona siedziała skulona w rogu. Po pięciu próbach otworzenia zamku, jakaś mała dziewczynka weszła do środka. Podbiegła do blondynki i ukucnęła przy niej.
-Kim jesteś?- zapytała.
-J-jestem Lucy, a ty?- odpowiedziała miło Heartfilia.
-Asuka, miło mi! Co tutaj robisz?- zaciekawiła się. Dziewczynka nie przestawała wypytywać. Była ciekawa, skąd przybyła Lucy, kto ją tu zamknął, jak może jej pomóc...
-Możesz pójść do takiego różowowłosego chłopaka o imieniu Natsu i powiedz mu, że tu jetem.
-Dobrze! Powiem mojej mamusi, a ona go znajdzie. Do zobaczenia, ciociu Lucy!- krzyknęła, odbiegając od dziewczyny. Blondynka lekko uśmiechnęła się, chowając w sobie smutek. Spuściła ponownie głowę myśląc o wszystkim, co ją do tej pory spotkało. O tym, jak odnalazła Natsu i zaprzyjaźniła się z nim. Po jakichś piętnastu minutach mała dziewczynka znów podbiegła do Lucy.
-Przepraszam, ciociu, ale moja mamusia mi nie uwierzyła- powiedziała naburmuszona.
-A co jej powiedziałaś..?- zapytała zaniepokojona blondyna. Obróciła się w stronę Asuki i słuchała jej bardzo uważnie.
-Pobiegłam do niej i powiedziałam, że w namiocie pana Stinga jest jakaś związana dziewczynka, która prosi o pomoc i żeby znalazła chłopaka o imieniu Natsu, ale tylko się uśmiechnęła.
-Pewnie pomyślała, że to żart- zaśmiały się. Porozmawiały jeszcze chwilę, a Lucy opowiedziała małej koleżance o zamku i różowowłosym.
-Asuka! Przecież możesz mnie uwolnić!- krzyknęła Heartfilia, wpadając na genialny plan. Czarnowłosa zaczęła odwiązywać koleżankę, lecz do namioty wparował Eucliffe. Zdenerwowany podszedł do dziewczyn i odepchnął Asukę na bok.
-Co tutaj robisz, smarkaczu? Wyjazd stąd!- rozkazał. Wystraszona i ze łzami w oczach wybiegła.
-Czego chcesz?- zapytała groźnie Lucy. Zaczęła kręcić nadgarstkami tak, aby poluzować ściśnięte liny. Po kilkunastym razie udało jej się to. Była prawie wolna.
-Chciałem cię tylko sprawdzić, motylku- zaśmiał się. -Siedź grzecznie- rozkazał, chwytając Lucy za głowę. Uklęknął naprzeciwko niej, szarpiąc ją za bujne blond włosy.
-T-to boli...- szepnęła, robiąc obolałą minę. Ledwo powstrzymywała się od krzyku.
-I dobrze. Nie mam na razie czasu na zabawę z tobą, kwiatuszku. Yukino mnie woła. Poza tym, Gerard jeszcze nie oddał mi moich książek- rzekł, machając spokojnie. Po chwili do Heartfilii dotarło to, co powiedział blondyn.
-Gerard...? Ten Gerard?!- zastanawiała się samotnie w olbrzymich ciemnościach, jaki ją otaczały. Nie miała żadnego dostępu do światła, a namiot był zapięty. Czuła się jak wampir, chowający się przed dziennym światłem.
     
    Juvia, szybko wybiegając z kawiarni, natychmiastowo chwyciła pistolet. Wraz z nią Wendy, co przykuło uwagę okolicznego syna piekarza. Podbiegł do nich i zaczął chichotać. Dziewczęta spojrzały w jego stronę. Młody chłopak, nie większy od Wendy, prawdopodobnie w tym samym wieku. Fioletowo-czarne włosy i oczy, z uśmieszkiem łobuza. Na szyi zaś wisiała zadbana żółta chusta z przypiętym miniaturowym i plastikowym skrzydłem. Uśmiechnął się szeroko, podbiegając do dwójki przyjaciół.
-Co robisz, Wendy-san?- zapytał, opierając się o okoliczny słup.
-Oh, Romeo! Szukamy Księżniczkę. Panu Wakabie się polepszyło? Nadal tak kaszle?- dopytywała.
-Nie. Nadal ma gorączkę, ale spoko. Poradzę sobie.
-Kiedy wrócę, przyjdę do was. Przygotuj wodę z lodem- rozkazała, odbiegając. Chłopak zaś pokiwał jej na pożegnanie i poszedł do swojego wujka. Juvia biegła, nie zważając na stojącą obok pierwszej bramy Erzę. Przebiegła koło niej, jakby była duchem.
-Hej! Macie przepustkę?! Co to za bronie?!- krzyczała, zatrzymując Wendy.
-E-em, Erza-san... Te bronie dostałyśmy od...- urwała, bo Lockser złapała ją za rękę i pociągnęła.
-STÓJCIE!- krzyczała, goniąc je. Przebiła się przez gąszcz desek, które leżały jeszcze od pożaru, wkurzona i z wielkim poirytowaniem w oczach biegła. Biegła, nie zważając na okoliczny krzyk, który mówił, że ktoś okradł pewną staruszkę. Wysłała tylko patrol, który akurat przebiegał obok niej, aby to sprawdzili. Chwyciła za krótkofalówkę i chciała połączyć się z Gajeelem. Słyszała tylko szum i szmer dochodzący z komunikatora. Schowała przedmiot i przez przypadek zahaczyła ręką o czyjeś torby. Zleciały one na podłoże, przygniatając tym samym Scarlet. Szkarłatnowłosa zobaczyła oddalające się uciekinierki. Przebiegły one już przez ostatnią bramę, która prowadziła do lasów. Zaczęła więc wyślizgiwać się spod góry toreb. Myśląc o celu Juvii i Wendy, wypełzła i zadowolona z siebie ponownie truchtała. Szybko dogoniła dziewczyny, które siedziały przy wodospadzie i odpoczywały.
-Wendy, myślisz, że coś się stało Księżniczce?- zapytała, lekko przejeżdżając palcem po swoich czerwonych i mokrych polikach.
-Nie wiem. Możemy spodziewać się najgorszego- odrzekła fioletowowłosa.
-Boję się. Kto wie, co te dzikusy mogą jej zrobić- zmarszczyła brwi.
-To też są ludzie, Juvia. Nie są żadnymi dzikusami, ani zwierzętami. Po prostu żyją na wygnaniu... O ile żyją- podsumowała Marvell, wstając z twardego kamienia.
-Wiem, wiem...- Juvia przewróciła oczami. Zaczęły się otrzepywać i ruszyły przed siebie.
-Co one planują..?- Erza zaczęła się skradać. Pełna determinacji i ciekawości chciała się dowiedzieć wszystkiego. Nagle zgubiła swoje ofiary. Rozglądała się, ale nic nie widziała. Wyszła na kamienną ścieżkę i stanęła. Nagle ujrzała zarysy jakiejś postaci. Pomyślała, że dziewczyny rozdzieliły się, więc maszerowała wprost na wypatrzoną postać. Z każdym kilometrem, zaczęła zwalniać. Kiedy była nie dalej, jak pięćdziesiąt metrów, doszło do niej, że gdzieś już widziała ten płaszcz. Okazało się, że to nie był nikt inny, jak Jellal. Szybko do niej podszedł, wpatrując się na nią z góry.
-Wiosenny spacerek, Erzuniu?- zapytał ironicznie chłopak, gładząc ją delikatnie po poliku.
-E-em... T-tak, z-znaczy nie! G-g-goniłam ta-tamte d-dzie-dziewczyny- zarumieniła się.
-Jakie dziewczyny? Czy są tak piękne, jak ty? Nie, co ja gadam?! Tylko ty jesteś tak śliczna...- na twarzy Gerarda zagościł uśmiech, kiedy zbliżył się do Scarlet. Patrzył jej prosto w oczy, gładząc ją ponownie po jej czerwonych policzkach. Ona zaś, wpatrzona w niego wyobrażała sobie, jak chłopak ją całuje. Niestety, ale zawiodła się. Fernandez cofnął się i uśmiechnął szeroko.
-Dokąd zmierzamy?- zapytał. Szkarłatnowłosa nie odpowiedziała.
-Co tutaj robiłeś?- zapytała, maksymalnie poważna.
-Urządzałem sobie spacerek, dokładnie tak, jak ty- zaśmiał się. Ukucnął i zerwał stokrotkę.
-Nie urządza~ - urwała, widząc Jellala, który włożył jej za ucho kwiatka.
-Proszę. Piękna stokrotka, dla pięknej dziewczyny.
-D-dziękuję...- zauroczyła się. Lekko westchnęła i uśmiechnięta odsunęła rękę niebieskowłosego. -Bardzo cię przepraszam, Jellal, ale muszę już iść. Mam ważną misję do spełnienia.
Machając ręką odbiegła od chłopaka i skierowała się w stronę, gdzie leżała wioska. Gerard, zniesmaczony tą sytuacją zacisną zęby.

-Oparła się... MI?!- burknął. Zdenerwowany zaczął iść za Scarlet.  

czwartek, 3 listopada 2016

Rozdział 5- Klucze do prawdy

  Rozpromieniona Królowa szukała swej córki, aby przekazać jej wiadomości o decyzji ojca. Znalazła ją w jadalni, gdzie popijała herbatę w samotności. Usiadła naprzeciwko i uśmiechnęła się.
-Córeczko, mam dobre wiadomości. Jeszcze dzisiaj ojciec wyda dekret, w którym przywraca twoich kolegów. Cieszysz się?- zapytała. Lucy natychmiastowo odłożyła filiżankę.
-Naprawdę? Pójdę po nich osobiście!- krzyknęła blondynka, nakładając na siebie pelerynę.
-Uważaj na siebie- powiedziała Królowa, widząc, jak jej córka szczęśliwie wybiega z pokoju. Heartfilia biegła przed siebie, omijając patrzących się na nią ludzi. Nagle stanęła, orientując się, że pada deszcz. Ciężko westchnęła i schroniła się pod poddaszem, które osłaniało drzwi do kawiarni. Spoglądając lekko przez okno, ujrzała Gajeela i Levi, siedzących i popijających ciepłe kakao.
-Taka piękność nie może moknąć. Proszę, przyjmij mój parasol- powiedział chłopak, który znikąd pojawił się przed Księżniczką. Ukłonił się lekko i pomimo okropnej ulewy odstąpił parasolkę dziewczynie. Chwyciła za nią i dopiero teraz przyjrzała się jego twarzy. Miał bujne, pomarańczowe włosy, które lekko spadały mu na czoło, a jego oczy przeszyły duszę Księżniczki na wylot.
-Książę Loki, musimy już iść do Króla- powiedział stojący za nim lokaj.
-Dobrze, Sebastianie. Piękna niewiasto, mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy- powiedział, całując w rękę Lucy. Odszedł ze swym podwładnym, a blondynka stała zszokowana. Książę z sąsiedniego królestwa przyjechał, a ona musi biec do wilgotnych, ciemnych i strasznych lasów. Rozłożyła parasolkę i zaczęła biec. Zwinnie przebrnęła na zewnątrz i skierowała się w stronę pięknych drzew. Nie miała pojęcia, gdzie powinna szukać wygnańców, lecz przeczuwała, że powinna iść na północ. Chodząc i słyszą niepokojące odgłosy zwierząt, wpadła w pułapkę. Klasyczna lina, na której wisiała była bardzo dobrze zawiązana, dlatego Lucy nie mogła się odwiązać. Panicznie krzycząc, miała nadzieję, że usłyszy ją Natsu albo Gray. Po półgodzinie ciągłego wrzeszczenia, usłyszała czyjeś kroki.
-Natsu? Gray? To wy?- zapytała
-Przyszedł ktoś lepszy, Księżniczko- powiedział blondyn, wyłaniający się zza krzaków jagody. Podszedł do blondynki i przyjrzał się jej. Intuicja go nie oszukała, Lucy miała znamię na ramieniu.
-Yukino, mamy tutaj niezłą sztukę!- krzyknął Sting, krzyżując ręce na piersi. Z parszywym uśmieszkiem obserwował, jak Heartfilia lekko buja się na sznurku. Po chwili przybiegła białowłosa dziewczyna, której nie podobało się zachowanie Eucliffe.
-Mógłbyś ją odwiązać!- rozkazała. Chłopak przewrócił oczami i odciął linę, na której wisiała blondyna. Upadła na ziemię, czym pobrudziła sobie swoją różową sukienkę i pelerynę.
-Ahh, to była nowa sukienka... Ale dziękuję. Kim jesteście?- zapytała, otrzepując się.
-Nie musisz wiedzieć- parsknął Sting, patrząc złowrogim wzrokiem.
-Przestań- powiedziała białowłosa, wbijając koledze łokieć w bok. -Przepraszam za niego. Jestem Yukino i muszę cię poprosić, abyś poszła z nami. Dla pewności cię zwiążemy- uśmiechnęła się. Lucy zrobiła niepewny krok w tył. Widząc wzrok blondyna, przeraziła się, lecz uśmiech jego towarzyszki był promienny i szczery.
-Wiązanie jest konieczne? No dobrze... Mieszkacie tutaj? Nigdy nie widziałam was w mieście-powiedziała, patrząc, jak nieznajomi wiążą jej ręce.
-Tak, mieszkamy.
-Nic dziwnego, że nas nie widziałaś, skoro twój tatulek nas wygnał- odpowiedział zły Sting.
-Wiecie, gdzie jest Natsu?- zapytała, podchodząc bliżej Yukino.
-Jesteś jego kumpelą?- wciął się blondyn, który z skwaszoną miną słuchał pytań Lucy.
-Nie wtrącaj się, Sting. To ja rozmawiam z Lucy, a ty jesteś tutaj tylko dlatego, że się ze mną przypałętałeś- zaśmiała się krótkowłosa. -Prawdopodobnie jest w wiosce, do której idziemy.
-To wspaniale! Mam dla niego wspaniałą nowinę!- krzyknęła, lekko się rumieniąc.
-Nie musisz się drzeć, blondyno.
-Sting! Zresztą... Jaką?- zapytała białowłosa.
-Mój ojciec, za sprawą matki powiedział, że Natsu i Gray mogą wrócić do królestwa!-uśmiechnęła się. Zauważyła, że partnerzy stanęli z wyłupiastymi oczami. -Czy coś nie tak?
-Król od tak? Co?- Sting, z wyraźnym zdziwieniem, usiadł na trawie, a białowłosa stała.
-Tak! Uwierzylibyście? Wam też mogę pomóc- zaproponowała.
-Nie będę wierzył te twoje bajki, Królewno. Idziemy- powiedział, zaklejając Lucy usta.
-Co ty robisz? Przecież ona może mówić prawdę!- krzyknęła Yukino, lecz blondyn nie słuchał jej. Złapał związaną dziewczynę i zaczął powadzić ją do wioski.

  Granatowe i długie kucyki królewskiej lekarki powiewały w wietrze, kiedy czekała na spotkanie ze swoją dzisiejszą pacjentką- Lucy. Westchnęła i usiadła na ławce przy kawiarni.
-Juvia!- krzyknęła, kiedy zobaczyła wychodzącą z baru koleżankę. Podbiegła do niej i westchnęła.
-Cześć, Wendy! Juvia bardzo się cieszy, bo Gray-sama wróci do królestwa!- krzyknęła.
-To fajnie. Nie wiesz może, gdzie jest Księżniczka?- zapytała, rozglądając się na boki.
-Emm... Nie mam zielonego pojęcia. Juvia wstąpiła po pączki da nas, ale Lucy gdzieś znikła- rzekła, lekko się niepokojąc. Marvell założyła rękę na biodra i uśmiechnęła się krzywo.
-Całkowicie o tym zapomniałam... Przecież Książę Loki przyjechał! Pewnie Lucy teraz zajmuje się nim, więc mogę wracać do ośrodka.
-Książę Loki? Juvia skądś go kojarzy- zamyśliła się. Kiedy już się ocknęła, zobaczyła, że niebieskowłosej już nie ma. Wzruszając ramionami skierowała się do zamku, gdzie miała być Księżniczka. Otwierając drzwi do sali tronowej, Juvia była już pewna, że blondynki nie ma w mieście. Poszła do Natsu i Graya!
-Lucy jest z Grayem-samą? Bez Juvii?!- szepnęła, gdy nagle do niebieskowłosej przemówił Jud.
-Wiesz, gdzie jest moja córka?- zapytał.
-Nie, nie wiem, Królu- ukłoniła się, a wstając przewróciła oczami.
-Jeśli ją gdzieś zobaczysz, powiedz, że musi pilnie zjawić się u mnie- rozkazał, wracając na tron. Locksar przytaknęła, wychodząc za drzwi. Stojąc jeszcze chwilę usłyszała ciekawą rozmowę.
-Królu, mój Książę się niecierpliwi- mówił jeden.
-Wiem, Sebastianie. Lucy niedługo przybędzie- obiecał Król.
-Chcę zobaczyć moją przyszłą żonę jeszcze dziś, zrozumiano?- powiedział nieznajomy głos. Juvia domyśliła się, że mógł być to Loki. Zakryła usta rękoma i skierowała się jak najszybciej do lekarki. Nie musiała długo iść, ponieważ Wendy badała chorą Mirajane w ich pokoju.
-Wendy-chan! Lucy jest w lesie z Grayem-samą!- krzyknęła w złości.
-Naprawdę? Musimy tam jak najszybciej iść!- rozkazała Marvell. -Mira, jeszcze tu wrócę.
-Muszę was specjalnie ubrać! Idziecie na tajną misję uratowania Księżniczki, więc!- krzyknęła, podając dziewczynom garnitury, czarne buty i ciemne okulary w stylu Matrixa. -Kobiety w czerni!
-Juvia kocha ten film!- podekscytowała się. Wendy zaśmiała się, a po pięciu minutach dziewczyny były już ubrane w stroje. Poważnie wyszły i zamknęły drzwi. Chwyciły pistolety i robiąc pozę ,,Cichy Zabójca” , zaczęły się skradać po korytarzach. Nagle zza rogu wyszła Królowa, która wystraszyła się tajnych agentek.
-Co tu się dzieje, dzieci?-zapytała, opanowując swoje przerażenie.- Skąd te bronie?
-Mira nam je dała. Idziemy odbić Lucy!- krzyknęły równocześnie.
-Aaa, to taka zabawa? Powiadomcie Lucy, że ma przyjść do królestwa, dobrze?- rzekła, odchodząc i machając dziewczyną na pożegnanie.
-Powiemy!- krzyknęła Wendy, uśmiechając się. - Ruszajmy!

  Przygotowując się do rozmowy, Gerard postanowił, że przeczyta jeszcze parę rozdziałów książki, którą wziął od magika. Już sama okładka przedstawiała magiczne istoty, które Fernandes poszukiwał. Exceedy. Małe i latające koty. Powstały w Komnacie Mavis, Boga, który mógł przezwyciężyć wszystko. Którego sam król się bał. Po przeczytaniu trzech rozdziałów, wybiła godzina spotkania. Jellal założył pelerynę i wyszedł na ulicę, którą szły Wendy i Juvia, ubrane niczym tajne agentki. Zdziwiony zaczął się rozglądać. Po chwili zauważył Erzę siedzącą naprzeciwko w kawiarni. Uśmiechnął się, wstąpił do baru i usiadł koło szkarłatnowłosej.
-C-co ty tu robisz?!- przestraszona przez przypadek wylała kawę, którą zamówiła. Chciała chwycić chusteczkę i wytrzeć plamę, lecz chłopak jej to uniemożliwił, odbierając szmatkę.
-Ojej... Ja wytrę, Erzuniu. Kelnerka!- krzyknął, wycierając stół. Po chwili obsługa stała obok nich.
-Czy coś się stało?- zapytała miłym głosem nieznajoma.
-Poproszę dwie czarne kawy i truskawkowe ciasto- powiedział, uśmiechając się. -Twoje ulubione, prawda?- zapytał, opiekuńczo wpatrując się w Scarlet, która dostała rumieńców.
-Tak... Skąd o tym wiesz?- zapytała.
-Ehh, nie ważne. Zapomnij o tym, skarbie. No właśnie, chciałem się zapytać o Exceedy. Słyszałem o nich pogłoski, ale nie jestem pewny, czy one istniały naprawdę- rzekł, unosząc filiżankę. Radośnie nucił coś pod nosem, unikając wzroku koleżanki.
-One nadal żyją. Król umieścił je... Nie powinnam o tym mówić!- otrząsnęła się. Gerard zaś, robiąc duże oczy i smutną minkę, próbował coś od niej wyciągnąć.
-Gdzie je umieścił? Jestem jego doradcą i nic mi o tym nie wiadomo... Smutno mi- westchnął.
-Emm... One są w lochach... Mam do nich nawet klucze, ale nie mogę ich nikomu dawać.
-Nawet mi? Przecież nic z nimi nie zrobię. Wezmę je tylko na przechowanie- powiedział, gładząc ją po poliku. Zbliżał się do niej lekko, gotowy na pocałunek, lecz Erza zawstydzona chwyciła klucze i przystawiła do nosa swojej sympatii. Zaczerwieniona wstała i chwytając ciasto rzekła;

-Tu są klucze. Masz je tylko przechować, jasne?- rozkazała, wychodząc z kawiarni. Niebieskowłosy uśmiechnął się chytrze i obiecał sobie, że pójdzie do tych tajemniczych lochów. Płacąc rachunek wyszedł i poszedł do Królestwa, knując nowy plan, w którym Gajeel znika ze stanowiska generała.

niedziela, 9 października 2016

Rozdział 4- Znowu w domu

    Srebrzysta zbroja Generała połyskiwała w świetle słońca. Kierował się on do tego samego lasu, gdzie niedawno wyruszyła Księżniczka i jej poddana. Dowiedział się o tym i chciał to sprawdzić. Z wzrokiem sokoła obserwował otoczenie, w którym się znajdował. Maszerował bacznie, z rękoma skrzyżowanymi na piersi.
-Gdzież one polazły?- burknął, siadając na pobliskim kamieniu. Schylił głowę i wpatrywał się w zielone trawy. Znudzony ciągłym chodzeniem w kółko, rozmyślał o Levi, którą widział przed biblioteką. Zastanawiał się, czy to jest jej jedyne zajęcie, siedzenie w bibliotece i czytanie książek. Nie twierdził, że to było złe, wręcz przeciwnie, ale całodobowe czytanie w zamkniętym pomieszczeniu mogło jej zaszkodzić. Odchylił głowę w lewo. Usłyszał głośne sapanie i odgłos kroków. Jak najszybciej schował się za krzakami, które były zaraz obok, aby nikt go nie zobaczył. Gajeel z początku myślał, że to Lucy coś się stało, ale okazało się, iż biegł tam różowowłosy wygnaniec. Na widok Natsu, generał schował się jeszcze bardziej, i rozmyślał, co on tu robi. Przypatrzył się dobrze i zauważył, że chłopak biegnie na południe lasów. W dyskrecji powędrował za nim. Ciekawiło go, dlaczego się tak śpieszył i czemu nie było z nim tego drugiego. Ścieżka, którą biegł Dragneel prowadziła do jakiejś wioski. Gajeel pierwszy raz widział kogoś, kto mieszka w Magnolijskich lasach. Nie było opcji, żeby w tak krótkim czasie wygnańcy zbudowali wioskę! Generał musiał to sprawdzić, więc ukrył się za jednym z namiotów i podsłuchiwał.
-Gray! Chodź ze mną!- rozkazał lekko zdyszany Natsu, opierając się o ramię czarnowłosej kobiety.
-Jestem w środku rozmowy, idioto- parsknął Fullbuster, uśmiechając się.
-Nie wygłupiaj się i chodź- oznajmił chłopak i powolnym krokiem kierował się do wyjścia z osady, dając znak Grayowi, aby poszedł za nim bez zbędnych pytań. Młodzieniec tak zrobił. Bez słowa szli przed siebie, przez co Gajeel myślał, że wiedzą, iż on ich śledzi. Poczekał chwile, aby dystans wynosił nie mniej niż pięć metrów i po krzakach śledził ich. Po pewnym czasie zaczął słyszeć szum wodospadu, co dało mu do myślenia. Z tego, co mówiła Królowa Layla wynikało, ze dziewczyny poszły na piknik, a gdzie jest najlepsze miejsce na piknik? Oczywiście, że wśród zielonych traw i przy pięknym, niebieskim wodospadzie! Zestresowany przygotowywał się do ataku, lecz zauważył, że Księżniczka nie była zaniepokojona obecnością chłopaków. Wręcz przeciwnie. Przywitała się, uśmiechnęła i zwyczajnie z nimi rozmawiała. Redfox schował się za drzewami i po raz kolejny nasłuchiwał.
-Miło mi cię poznać, Gray- oznajmiła blondynka. -Nie chcecie wrócić do pałacu? Może nawet sam Generał Gajeel przyjąłby was do wojska?- zachęcała Lucy, ciekawa odpowiedzi.
-Byłoby miło, ale co na to Król?- zaczął Gray, zaniepokojony całą sytuacją, a do tego wzrok nowo poznanej dziewczyny wzbudzał w nim niepokój.
-W sumie to nie wiem, ale za to moja mama powinna go przekonać- uśmiechnęła się. Zawstydzona Juvia wciąż obserwowała skrępowanego Graya. Jej zauroczenie zamazywało obraz świata i nie widziała nikogo, prócz niego. Księżniczka uśmiechnęła się nerwowo. Kiedy zauważyła, że Natsu ją obserwuje, odwróciła się i wpatrywała w wodospad.
-Juvia, chyba już czas na nas- powiedziała, spoglądając na dziewczynę zza ramienia.
-Już idziemy?- zasmuciła się niebieskowłosa, po czym ruszyły przed siebie.
-Czekajcie!- krzyknął różowowłosy, widząc kogoś pomiędzy krzakami. Przypatrzył się i ujrzał nikogo innego, jak Gerarda siedzącego na krześle. Zakapturzony przyłożył palec wskazujący do ust.
-Coś nie tak?- zapytała skrępowana Lucy, zastanawiając się, dlaczego chłopak ich zatrzymał.
-Yyy... Wrócicie jeszcze?- zapytał, grając na zwłokę. Jellal, orientując się, że stoi na drodze, którą Lucy i jej przyjaciółka chcą przejść, dyskretnie poszedł do wioski.
-Tego nie możemy przewidzieć. Do zobaczenia- rzekła Juvia, łapiąc koleżankę za rękę i szczerząc się zaczęła biec. Generał, który nie zauważył Jellala, znów skradał się, ale tym razem za Księżniczką.
Przedzierając się przez gęstwiny roślinności, wreszcie wyszedł z lasu. Orientując się, że Księżniczkę już dawno stracił z oczu, roześmiany przeszedł przez Królewską Bramę. Zastanawiał się, do kogo należała tamta wioska. Z tego, co widział, było tam wiele innych wygnańców. Czyżby zgromadzili się, aby zemścić się na Królu? Gajeel stanął przed dylematem. Powiedzieć o wszystkim Królowi, czy pozostawić to w tajemnicy? Doszedł do wniosku, że jeśli przeznaczona jest Królowi wiedza o tamtym miejscu, dowie się prędzej, czy później. Postanowił nic nie mówić Judowi, a przynajmniej tak planował.
-Ta świadomość, że o czymś zapomniałem mnie dobija- powiedział, stukając się w głowę. Wchodząc do baru, natychmiastowo uświadomił sobie, że jakąś godzinę temu był umówiony na spotkanie z McGarden! Na śmierć o nim zapominał. Wybiegł z odwiedzonego wcześniej bufetu i skierował się do miejscowej biblioteki. Wchodząc przez drewniane drzwi, ujrzał niebieskowłosą siedzącą na stosie książek. Najwyraźniej była czymś zmartwiona.
-Dzień dobry, Levi!- uśmiechnięty podszedł do dziewczyny, przysiadając się na krześle.
-Gajeel? Czekam już chyba godzinę na ciebie- wzdychała.
-Wiem, przepraszam, ale byłem na zwiadach. Cóż, praca- zaśmiał się. Nagle na twarzy Levi pojawił się promienny uśmiech. Chwyciła książkę w dłoń i zaczęła opowiadać historię w niej zawartą.
-Nastoletnia Mio wraca do swojego rodzinnego miasta, gdzie spotyka pewnego chłopaka, Aoiego. Okazuje się, że w tym mieście od kilku lat jest uprawiana nielegalna magia, którą posługuje się Królowa. Władczyni, dowiadując się, ze Mio jest jej następczynią, wpada w szał i chce ją zabić, aby nie musieć przekazywać jej korony. Przepełniona władzą Królowa doprowadza do kłótni pomiędzy królestwami, co doprowadziło do zażartej walki. Podczas wojny, Mio i Aoi zakochują się w sobie i walczą razem, przeciwko najazdowi innych wojsk. W czasie trwania przeokropnej bijatyki, Królowa zdradza swój naród i za oszczędzenie życia wyznaje niby prawdziwą Królową. Wykorzystuje do tego oczywiście więzy krwi pomiędzy Mio, która nie była niczego świadoma. Oczywiście autor książki musiał zrobić takie zakończenie, w którym moja ulubiona postać, Mio, umiera! Nie mogło być tak, że odkryją podstęp? Musiała zginąć?- zaczęła desperacko szukać innych zakończeń, czy rozbawiła Gajeela.
-Jaki jest jej tytuł?- zapytał, zaciekawiony księgą.
-,,Nocny Krzyk” , a co? Spodobała się?- zapytała, siadając z powrotem na stosie.
-Hmm, dziwne. Chyba już gdzieś słyszałem tą nazwę... Mniejsza. Idziemy na obiad?
-Jasne!- krzyknęła Levi, chwytając swoją torebkę.

Zdenerwowany Gerard kręcił się w kółko po swoim domu. Zerkając ciągle na notatniki myślał, jak mógłby zapobiec tamtej sytuacji w lesie. Chwycił za kubek z sokiem i siorbnął łyka. Spoglądając przez okno na uliczkę, zobaczył przechodzącego Gajeela i Levi. Zmarszczył czoło i usiadł na krześle.
-Ciekawe, co ten generał od siedmiu boleści tam robił- rzekł. Nie podobało mu się to, że przez nieuwagę jego plan rozpadł się na milion kawałeczków. Nie mógł pozwolić na to, żeby nowi rekruci zwyczajnie powrócili do Królestwa! Musiał więc wymyślić nowy plan. Taki, który choć się nie uda, mógłby być kontynuowany i który mógłby zaowocować poprzez wrócenie do miasteczka. Otworzył notatnik i zaczął czytać informacje, które do tej pory udało mu się zebrać.
-Wiem!- krzyknął, wstając i kładąc wykres na stole. -A gdyby tak wykorzystać do tego nowych? Naiwny Natsu lubi bawić się z ogniem, więc może się to udać. Wystarczy ich tylko przywrócić do Królestwa, ale o to już nie muszę się martwić. Głupiutka Lucy już się tym zajęła. Połowę roboty mniej- mówił wciąż do siebie. Z podłym uśmiechem na twarzy ekscytował się każdym nowym pomysłem. Po wielu bardzo obfitych, lub nieudanych próbach, plan był gotowy! Pełen zwrotów akcji i haczyków. Potrzebował jeszcze parę informacji, aby wszystko zlewało się w jedno. Wybrał się więc do miasta, aby dowiedzieć się chociaż odrobiny o historii tego miasta, o dzieciństwie Lucy i wiele innych. Jedynymi, którzy wszystko wiedzieli byli Starsi. Oni jako jedyni posiadali magię w Królestwie i przetrwali ludobójstwo podłego tyrana, jakim był kiedyś Jude Heartfilia. Jednak Gerard wątpił, co do tego, że on się zmienił. Nadal był tym samym łotrem, który zabił mu matkę. Był szczęśliwy, że dopełni obietnicy złożonej jego bratu i zemści się na jego odwiecznym wrogu. Wyszedł na prażące słońce, które lekko drażniły go w oczy i skierował się do pałacu, w nadziei, że uzyska dostęp do pokoju Starszych. Musiał do tego przekonać tylko Królewskiego Magika- Makarova Drayera. Z rękoma w kieszeni, Jellal omijał ludzi na ulicy. Nagle stanął i spojrzał przed siebie. Ujrzał tam jak zawsze promienną szkarłatnowłosą, która bacznie obserwowała uliczkę, którą szedł. Uśmiechnął się i zaczął powolnym krokiem zbliżać się do Scarlet. Miał już na nią technikę, którą prawdę mówiąc zamierzał używać przy każdym jej spotkaniu. Ona zaś, widząc z bliska Jellala, zarumieniła się i udawała, że jest całkowicie poważna. Tak naprawdę jej śmiertelne zauroczenie nie dawało Erzie nawet ustać na nogach. Powoli panikując, szukała dowolnej drogi ucieczki, ale było już za późno. Niebieskowłosy stał już nad nią.
-Dzień dobry, Erzuniu. Jak mija warta?- zaczął rozmowę.
-Hmm? Ah, dzień dobry- powiedziała, próbując zasłonić się rękoma, lecz dłonie Królewskiego Doradcy jej to uniemożliwiły. Chwycił Scarlet za jej trzęsące się ręce i przybliżył do swej piersi.
-Erzuniu... Byłabyś tak łaskawa i w czasie przerwy opowiedziała mi trochę o Królestwie? Jak widzisz jestem nowy i nie za bardzo znam tą pokręconą historię- uśmiechnął się i podstępem zwabił szkarłatnowłosą w jego pułapkę.
-T-tak! Oczywiście!- krzyknęła, cała czerwona. Ich znajomość dążyła na kolejny stopień, czym była oczarowana. Z uśmiechem na twarzy poszła do wojska, myśląc wciąż o Gerardzie. On zaś szybkim krokiem powędrował do północnych części zamku. Ponoć tam, na samej górze, swój pokój ma magik, Drayear. Miał ogromną nadzieję, że staruszek zdradzi mu, dlaczego magia wyparowała z królestwa i jak zniknęły magiczne istoty z Komnaty Mavis, która mieściła się w górach. Wbiegł po marmurowych schodach i lekko zapukał w drzwi.
-Tak?- zapytał mały, starszy pan, wyglądając zza drzwi.
-Jellal Fernanades, Królewski Doradca. Przyszedłem tutaj z bardzo ważną sprawą- uśmiechnął się.
-Miły dzieciaku, wejdź. Opowiem ci tyle, ile mogę- powiedział zachrypłym głosem, otwierając drzwi. W środku stało wiele eliksirów, laleczek wudu, różne zioła i wiele książek.
-Powiesz mi wszystko- szepnął Jellal, siadając na kanapie. Chwycił w dłonie jeden z eliksirów.
-Coś mówiłeś?- zapytał starzec, odbierając Gerardowi przedmiot.
-Nie, nic- powiedział z obojętnym wzrokiem. Obserwował bacznie starca i składał sobie raport.
-Więc, czego chcesz się dowiedzieć?
-Jak i dlaczego znikła magia?- zapytał, zakładając ręce na oparcie tapczanu.
-Te stare czasy... Tylko ja i Starsi zachowaliśmy magię. Resztę magów Król wymordował, albo posyłał ich na misje, z których nie wracali. Wtedy to było ciężko. Jude nigdy nie posiadał magii. Nie mógł się jej nauczyć i wszystkim zazdrościł. Niestety, ale jego brat odmówił odziedziczenie tronu, więc to on go zdobył. Zasiadł na nim i zażądał dekret, w którym tylko my będziemy mogli mieć magię. Dlaczego? Nie wiem- wzdychał. Makarov najwyraźniej bardzo gorzko wspominał przeszłość. Myślał, że jeśli Lucy będzie Królową, wraz ze swoim mężem zadecyduje, iż magia wróci do królestwa. Przynajmniej taką miał nadzieję.
-Rozumiem... A te magiczne, fruwające istoty? Gdzie one są?- dopytywał.
-Exceedy? Nikt tego nie wie. Zniknęły od tak- powiedział, lekko zasmucony. Gerard westchnął, wstając i przy okazji chwycił jedną z książek.
-Mogę pożyczyć? Jutro oddam- powiedział, chowając rzecz do torby. Szybko wszedł i zerknął na zegarek. Zgodnie z nim, za pół godziny Erza miała mieć przerwę, więc postanowił się przygotować.

Lucy zgubiła ogon, po czym nagle podziała się gdzieś Juvia. Prawdopodobnie coś ją zatrzymało, ale teraz nie to interesowało blondynę. Chciała iść i powiedzieć o wszystkim matce, ponieważ tylko ona mogła przekonać ojca, aby przywrócił Graya i Natsu. Otworzyła drzwi pałacu i ujrzała Laylę przymierzającą nowe fasony sukien.
-Mamo, nie czas na modę! Trzeba się ostro wziąć za zarządzanie królestwa i przede wszystkim za ojca!- krzyknęła Lucy, podchodząc do Królowej.
-Córeczko, spokojnie. Czy coś się stało na pikniku?- zapytała blondynka, schodząc ze stołka.
-Nie byłam na żadnym pikniku. Chciałam się dowiedzieć, czy ojciec mówi prawdę. Nie! Oni po prostu podpalili jednego z barów, a tata wkurzył się, jakby kogoś zabili- powiedziała.
-Słucham? Jud kłamał? Jak on mógł. Porozmawiam z nim natychmiast.
-To mogłabyś z nim porozmawiać o czymś jeszcze?- zaproponowała nieśmiało Heartfilia.
-Mów. O co chodzi?- ciekawa Layla położyła ręce na barkach swojej córki i patrzyła jej w oczy.
-Rozkaż mu, aby przywrócił ich z powrotem- rzekła stanowczo Księżniczka.
-Dobrze, Lucy. Zrobię to. Poza tym książę Loki niedługo przyjedzie- powiedziała z uśmiechem na twarzy i odeszła w spokoju. Po tych słowach Lucy stała wryta w ziemię. Książę Loki? Widziała go tylko dwa razy w swoim życiu. Oby Jude nie wydał jej za mąż z czystej głupoty. Królowa znów z hukiem otworzyła drzwi do sali tronowej. Zdenerwowana i zdeterminowana zaczęła krzyczeć.
-Mężu! Okłamałeś nas! Odwołaj natychmiast swoje kłamstwa!- rozkazała.
-Layla, głowa mi pęka. Nie chcę teraz słuchać kolejnej kłótni...- odparł Król.
-Nie obchodzi mnie to. Masz przeprosić mnie, Lucy i tą dwójkę, którą wygnałeś. Musisz także ich przywrócić z powrotem, zrozumiano?- zapytała z groźnym wyrazem twarzy. Jud postanowił przeanalizować wszystko. Zrozumiał, że znów musi kłamać, aby ujść z tego cało.
-Oczywiście, żono- powiedział oschle, byleby Layla odeszła. Królowa zaś jak na złość usiadła obok Króla i chwyciła papirusy z planami, które niedawno napisał Jellal.
-Kiedy zamierzasz coś zrobić z urodzinami Lucy?- zapytała spokojnie.

-Właśnie się za to brałem...- odpowiedział jak najszybciej. Wraz z żoną zaczęli pracować nad osiemnastymi urodzinami Księżniczki, które miały się odbyć za niecało trzy tygodnie.