W czasie, gdy Jellal włamywał się
do komnaty, a Gajeel borykał się z uczuciami, Lucy, Natsu i Gray
maszerowali przez całe Królestwo, aby wreszcie odnaleźć Lokiego,
który przechadzał się po ogrodach królewskich. Uśmiechnięty i
pełen energii wąchał kwiaty.
-Jak chcecie się go pozbyć?- szepnęła
siedząca w krzakach Lucy.
-Zaraz zobaczysz- odpowiedział Gray,
lekko szturchając ramie różowołosego, który wyjął zza siebie
worek. Cicho zbliżał się do rudowłosego.
-Raz, dwa, trzy!- krzyknął Natsu,
ogłuszając Lokiego, a później zakładając mu worek na głowę.
-Teraz trzeba niepostrzeżenie wynieść
go do lasu!- powiadomił czarnowłosy.
-Cooo?! Jak wy chcecie to truchło do
lasu wynieść?!- oburzyła się Heartfilia.
-Ciszej, bo ktoś nas usłyszy, Lucy-
powiedział Natsu, biorąc księcia na barki.
-W całym mieście krążą straże,
Natsu- powiedziała zbuntowana księżniczka.
-Właśnie nie. Zebranie mają- rzekł
Gray, przybijając sobie żółwika z różowowłosym, który ruszył
przed siebie. Zadowolony z tego, co zrobił wyszedł z ogrodów.
-Zaczekaj, idioto! Nie idź z nim w
miasto!- pobiegł za nim Gray, a Lucy ruszyła zaraz z a nim.
Ściągnęli Lokiego, ubierając mu perukę i suknię, aby
przypominał kobietę, Graya ubrali w książęce szaty chłopaka, a
Natsu robił za kamerzystę. Lucy, zmuszona do założenia
chłopięcych ubrań, grała podłego tyrana, który chciał porwać
księżniczkę Elizę, za którą robił Loki.
-Gotowe! Lucy, do twarzy ci w takich
ciuszkach!- zaśmiał się Natsu.
-Coś sugerujesz?!- wzburzyła się.
-Nie mamy czasu. Natsu, kamera w ruch!
Lucy, musisz zacząć mnie gonić dopiero, kiedy dojdę do baru
Minervy, dobrze? Księżniczko Elizo, idziemy!- czarnowłosy wziął
Lokiego na ręce, idąc przed siebie. Natsu jako kamerzysta popędzał
raz za nimi, raz przed nimi.
-Spokojnie, Elizo! Mój pocałunek
anuluje truciznę i obudzi cię!- krzyknął, widząc zaciekawienie
mieszkańców, jednocześnie dając znak Lucy, aby wybiegła.
-Nigdy, Fryderyku! Eliza jest moja!-
wyskoczyła. Tłum huczał z radości.
-Elizo! Trzymaj się! Musimy uciekać
przed tym tyranem!- krzyknął, uciekając w popłochu, a Lucy
zaczęła go gonić. Natsu z wielkim uśmiechem na twarzy śledził
ich. Bez podejrzeń mieszkańców dotarli bezpiecznie do lasu, gdzie
pozostawili przebranego Lokiego samego pod drzewem.
Niebieskowłosa wraz z Wendy próbowały
znieść towarzystwo blondyna, który natarczywie narzucał im
zostanie w wiosce. Bezczynnie stały, kiedy opowiadał im swoją
historię i wszystko, co go dotyczy.
-Słuchaj, Sting... My musimy już iść,
Księżniczki najwyraźniej tutaj nie ma- uśmiechnęła się.
-Nie idziecie jeszcze! Tyle mam wam do
powiedzenia!- złapał je za kołnierz marynarek, ciągnąc do
siebie. -Poza tym, nie puszczę was, kiedy wiecie prawie wszystko.
-Prawie?- zaciekawiła się Wendy.
Chciała dowiedzieć się jak najwięcej, aby móc później
opowiedzieć całą przygodę swoim przyjaciołom.
-Tak- rzekł mrocznie, kierując
dziewczyny do jakiegoś namiotu.
-Jeśli chcesz nam opowiedzieć więcej,
musisz nas złapać!- krzyknęła Juvia wyrywając mu się i
uciekając z Wendy. Eucliffe natychmiast ruszył w pogoń za nimi.
Biegł i biegł lecz kobiety się nie męczyły. Kiedy już nadążył
za nimi, ujrzał kogoś za drzewem. Zostawił więc dziewczyny w
spokoju i podszedł do postaci, która była nieprzytomna.
-Żyjesz?- zapytał, machając
przebranemu Lokiemu przed nosem. Wziął go na ręce i powędrował
do wioski, gdzie zamierzał pokazać Księżniczkę Jellalowi. W
połowie drogi usłyszał czyjeś głosy. Nie przejmując się tym
ruszył przed siebie.
-Kogo on tam niesie?! Co robi w lesie?-
zdziwiła się Erza, wyruszająca na patrol wraz z Rogue.
-Chyba jakąś... Księżniczkę-
odpowiedział.
-Lucy?!- oburzyła się Erza. -Musimy
ją odzyskać!
-Nie, to nie panienka Lucy. To ktoś
inny- Rogue zatrzymał ją przed zaatakowaniem blondyna.
-Co przez to sugerujesz?- zapytała
szkarłatnowłosa. Chłopak westchnął i wstał.
-Sugeruję, że ten chłopak przebrał
kogoś na wzór Lucy, aby zażądać okupu.
-Tylko co on robi w lesie... Czyżby
Jellal maczał w tym palce?!- oburzyła się. Zerknęła na Stinga,
starając zapamiętać każdy szczegół. -Śledź go, ja muszę
skontaktować się z kimś, to rozkaz.
-Dobrze- odpowiedział czarnowłosy.
Drogi dowódcy i zastępcy rozeszły się. Chłopak wędrował za
blondynem z ogromną świadomością, że kiedyś już coś takiego
miało miejsce. Próbując uświadomić sobie, skąd kojarzy leśnego
mieszkańca, przypomniało mu się wszystko. W zaledwie ułamku
sekundy wszelkie wspomnienia z blondynem powróciły.
-Sting?!- wykrzyknął to na tyle
głośno, aby Scarlet na drugim końcu lasu mogła to usłyszeć.
-Znamy się?- zapytał mężczyzna,
odwracając głowę ku zastępcy.
-To ja, Rogue Cheney- odpowiedział
czarnowłosy.
-Rogue, Rogue... Nie kojarzę-
uśmiechnął się blondyn.
-Nie dziwie się. Zanim zostałeś
wygnany, spędzaliśmy każde popołudnie razem- opowiedział Rogue,
po czym lekko się uśmiechnął. Gdy Sting chciał coś powiedzieć,
peruka spadła z głowy Księcia Lokiego, który się przebudzał.
-Y... Dlaczego ubrałeś pana Lokiego w
to? I skąd ty go w ogóle masz?- czarnowłosy zrobił obrzydzoną
minę, odsuwając się parę kroków od Stinga.
-On już taki był! Przysięgam! Nie
jestem jakimś zboczeńcem!- tłumaczył się blondyn, upuszczając
rudowłosego na ziemię, który się automatycznie obudził.
-Gdzie ja jestem?! Kim wy jesteście? W
co ja jestem... ubrany?- Sting i Rogue zaczęli się śmiać z
zażenowanej miny księcia, który nie miał pojęcia, o co może
chodzić.
-Rogue, chodź, poopowiadasz mi o
dzieciństwie- śmiał się blondyn, łapiąc pod ramię kolegę i
kierując się do wioski.
-Chwila, a co ze mną?- zapytał Loki,
zostając sam w lesie.
Szkarłatnowłosa w tym czasie szukała
po całym królestwie Fernandeza, który jej zdaniem mógł
uczestniczyć w podrabianiu księżniczki. To nie tak, że mu nie
ufała, ale za każdym razem, kiedy działo się coś podejrzanego,
Jellal był w pobliżu. Zajrzała do jego domu, do sali tronowej, do
królewskich ogrodów, a nawet obiegła wszystkie sklepy.
-Przepraszam, nie widziałaś może
niebieskowłosego chłopaka w pelerynie i czerwonym tatuażu na
lewej części twarzy?- zapytała dziewczynę przechodzącą obok
niej.
-Ktoś taki siedzi nad jeziorem-
wzruszyła ramionami i odeszła. Erza pobiegła więc nad jezioro
gdzie chłopak siedział i łowił ryby. Podeszła do niego, siadając
obok.
-Cześć, Jellal- przywitała się
zaczynając rozmowę.
-Witaj- odrzekł. -Potrzebujesz czegoś,
Erza?
-Nie specjalnie. Przyszłam, aby
spędzić z tobą trochę czasu- uśmiechnęła się.
-Doprawdy? Na służbie?- zaśmiał się
delikatnie.
-S-Skąd wiesz?!- zdziwiła się.
-Racja, przyszłam, aby cię zapytać o parę istotnych rzeczy.
-Słucham- rzekł, wpatrując się w
zachodzące słońce.
-Znasz może chłopaka pałętającego
się po lasach jak ty, który nazywa się Sting?- zapytała.
-Hm? Może tak, może nie...-
uśmiechnął się.
-Zawsze taki byłeś?- zapytała
uśmiechnięta.
-Od dziecka, Erzuniu- odłożył wędkę,
po czym przytulił szkarłatnowłosą, która wpatrywała się w
zachód słońca. Jellal pocałował ją w głowę, a następnie
wpatrując się w jej oczy, w których widać było słońce,
przytulił jeszcze mocniej.