niedziela, 15 stycznia 2017

Rozdział 9- Spotkanie Bliźniaczych Smoków

  W czasie, gdy Jellal włamywał się do komnaty, a Gajeel borykał się z uczuciami, Lucy, Natsu i Gray maszerowali przez całe Królestwo, aby wreszcie odnaleźć Lokiego, który przechadzał się po ogrodach królewskich. Uśmiechnięty i pełen energii wąchał kwiaty.
-Jak chcecie się go pozbyć?- szepnęła siedząca w krzakach Lucy.
-Zaraz zobaczysz- odpowiedział Gray, lekko szturchając ramie różowołosego, który wyjął zza siebie worek. Cicho zbliżał się do rudowłosego.
-Raz, dwa, trzy!- krzyknął Natsu, ogłuszając Lokiego, a później zakładając mu worek na głowę.
-Teraz trzeba niepostrzeżenie wynieść go do lasu!- powiadomił czarnowłosy.
-Cooo?! Jak wy chcecie to truchło do lasu wynieść?!- oburzyła się Heartfilia.
-Ciszej, bo ktoś nas usłyszy, Lucy- powiedział Natsu, biorąc księcia na barki.
-W całym mieście krążą straże, Natsu- powiedziała zbuntowana księżniczka.
-Właśnie nie. Zebranie mają- rzekł Gray, przybijając sobie żółwika z różowowłosym, który ruszył przed siebie. Zadowolony z tego, co zrobił wyszedł z ogrodów.
-Zaczekaj, idioto! Nie idź z nim w miasto!- pobiegł za nim Gray, a Lucy ruszyła zaraz z a nim. Ściągnęli Lokiego, ubierając mu perukę i suknię, aby przypominał kobietę, Graya ubrali w książęce szaty chłopaka, a Natsu robił za kamerzystę. Lucy, zmuszona do założenia chłopięcych ubrań, grała podłego tyrana, który chciał porwać księżniczkę Elizę, za którą robił Loki.
-Gotowe! Lucy, do twarzy ci w takich ciuszkach!- zaśmiał się Natsu.
-Coś sugerujesz?!- wzburzyła się.
-Nie mamy czasu. Natsu, kamera w ruch! Lucy, musisz zacząć mnie gonić dopiero, kiedy dojdę do baru Minervy, dobrze? Księżniczko Elizo, idziemy!- czarnowłosy wziął Lokiego na ręce, idąc przed siebie. Natsu jako kamerzysta popędzał raz za nimi, raz przed nimi.
-Spokojnie, Elizo! Mój pocałunek anuluje truciznę i obudzi cię!- krzyknął, widząc zaciekawienie mieszkańców, jednocześnie dając znak Lucy, aby wybiegła.
-Nigdy, Fryderyku! Eliza jest moja!- wyskoczyła. Tłum huczał z radości.
-Elizo! Trzymaj się! Musimy uciekać przed tym tyranem!- krzyknął, uciekając w popłochu, a Lucy zaczęła go gonić. Natsu z wielkim uśmiechem na twarzy śledził ich. Bez podejrzeń mieszkańców dotarli bezpiecznie do lasu, gdzie pozostawili przebranego Lokiego samego pod drzewem.

  Niebieskowłosa wraz z Wendy próbowały znieść towarzystwo blondyna, który natarczywie narzucał im zostanie w wiosce. Bezczynnie stały, kiedy opowiadał im swoją historię i wszystko, co go dotyczy.
-Słuchaj, Sting... My musimy już iść, Księżniczki najwyraźniej tutaj nie ma- uśmiechnęła się.
-Nie idziecie jeszcze! Tyle mam wam do powiedzenia!- złapał je za kołnierz marynarek, ciągnąc do siebie. -Poza tym, nie puszczę was, kiedy wiecie prawie wszystko.
-Prawie?- zaciekawiła się Wendy. Chciała dowiedzieć się jak najwięcej, aby móc później opowiedzieć całą przygodę swoim przyjaciołom.
-Tak- rzekł mrocznie, kierując dziewczyny do jakiegoś namiotu.
-Jeśli chcesz nam opowiedzieć więcej, musisz nas złapać!- krzyknęła Juvia wyrywając mu się i uciekając z Wendy. Eucliffe natychmiast ruszył w pogoń za nimi. Biegł i biegł lecz kobiety się nie męczyły. Kiedy już nadążył za nimi, ujrzał kogoś za drzewem. Zostawił więc dziewczyny w spokoju i podszedł do postaci, która była nieprzytomna.
-Żyjesz?- zapytał, machając przebranemu Lokiemu przed nosem. Wziął go na ręce i powędrował do wioski, gdzie zamierzał pokazać Księżniczkę Jellalowi. W połowie drogi usłyszał czyjeś głosy. Nie przejmując się tym ruszył przed siebie.
-Kogo on tam niesie?! Co robi w lesie?- zdziwiła się Erza, wyruszająca na patrol wraz z Rogue.
-Chyba jakąś... Księżniczkę- odpowiedział.
-Lucy?!- oburzyła się Erza. -Musimy ją odzyskać!
-Nie, to nie panienka Lucy. To ktoś inny- Rogue zatrzymał ją przed zaatakowaniem blondyna.
-Co przez to sugerujesz?- zapytała szkarłatnowłosa. Chłopak westchnął i wstał.
-Sugeruję, że ten chłopak przebrał kogoś na wzór Lucy, aby zażądać okupu.
-Tylko co on robi w lesie... Czyżby Jellal maczał w tym palce?!- oburzyła się. Zerknęła na Stinga, starając zapamiętać każdy szczegół. -Śledź go, ja muszę skontaktować się z kimś, to rozkaz.
-Dobrze- odpowiedział czarnowłosy. Drogi dowódcy i zastępcy rozeszły się. Chłopak wędrował za blondynem z ogromną świadomością, że kiedyś już coś takiego miało miejsce. Próbując uświadomić sobie, skąd kojarzy leśnego mieszkańca, przypomniało mu się wszystko. W zaledwie ułamku sekundy wszelkie wspomnienia z blondynem powróciły.
-Sting?!- wykrzyknął to na tyle głośno, aby Scarlet na drugim końcu lasu mogła to usłyszeć.
-Znamy się?- zapytał mężczyzna, odwracając głowę ku zastępcy.
-To ja, Rogue Cheney- odpowiedział czarnowłosy.
-Rogue, Rogue... Nie kojarzę- uśmiechnął się blondyn.
-Nie dziwie się. Zanim zostałeś wygnany, spędzaliśmy każde popołudnie razem- opowiedział Rogue, po czym lekko się uśmiechnął. Gdy Sting chciał coś powiedzieć, peruka spadła z głowy Księcia Lokiego, który się przebudzał.
-Y... Dlaczego ubrałeś pana Lokiego w to? I skąd ty go w ogóle masz?- czarnowłosy zrobił obrzydzoną minę, odsuwając się parę kroków od Stinga.
-On już taki był! Przysięgam! Nie jestem jakimś zboczeńcem!- tłumaczył się blondyn, upuszczając rudowłosego na ziemię, który się automatycznie obudził.
-Gdzie ja jestem?! Kim wy jesteście? W co ja jestem... ubrany?- Sting i Rogue zaczęli się śmiać z zażenowanej miny księcia, który nie miał pojęcia, o co może chodzić.
-Rogue, chodź, poopowiadasz mi o dzieciństwie- śmiał się blondyn, łapiąc pod ramię kolegę i kierując się do wioski.
-Chwila, a co ze mną?- zapytał Loki, zostając sam w lesie.

  Szkarłatnowłosa w tym czasie szukała po całym królestwie Fernandeza, który jej zdaniem mógł uczestniczyć w podrabianiu księżniczki. To nie tak, że mu nie ufała, ale za każdym razem, kiedy działo się coś podejrzanego, Jellal był w pobliżu. Zajrzała do jego domu, do sali tronowej, do królewskich ogrodów, a nawet obiegła wszystkie sklepy.
-Przepraszam, nie widziałaś może niebieskowłosego chłopaka w pelerynie i czerwonym tatuażu na lewej części twarzy?- zapytała dziewczynę przechodzącą obok niej.
-Ktoś taki siedzi nad jeziorem- wzruszyła ramionami i odeszła. Erza pobiegła więc nad jezioro gdzie chłopak siedział i łowił ryby. Podeszła do niego, siadając obok.
-Cześć, Jellal- przywitała się zaczynając rozmowę.
-Witaj- odrzekł. -Potrzebujesz czegoś, Erza?
-Nie specjalnie. Przyszłam, aby spędzić z tobą trochę czasu- uśmiechnęła się.
-Doprawdy? Na służbie?- zaśmiał się delikatnie.
-S-Skąd wiesz?!- zdziwiła się. -Racja, przyszłam, aby cię zapytać o parę istotnych rzeczy.
-Słucham- rzekł, wpatrując się w zachodzące słońce.
-Znasz może chłopaka pałętającego się po lasach jak ty, który nazywa się Sting?- zapytała.
-Hm? Może tak, może nie...- uśmiechnął się.
-Zawsze taki byłeś?- zapytała uśmiechnięta.

-Od dziecka, Erzuniu- odłożył wędkę, po czym przytulił szkarłatnowłosą, która wpatrywała się w zachód słońca. Jellal pocałował ją w głowę, a następnie wpatrując się w jej oczy, w których widać było słońce, przytulił jeszcze mocniej.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz