-Mam już plan- na buzi Zerefa zagościł
podejrzany uśmiech. Jellal chciał dowiedzieć się, co jest powodem
nagłej uciechy jego brata.
-Twa wypowiedź zaciekawiła mnie,
drogi bracie- uśmiechnął się, licząc na wytłumaczenia Zerefa.
-Wystarczy rzucić zaklęcie
niewidzialności.
-Może, ale czy to nie będzie tak, że
w miejscu wioski pojawi się wielka niewidzialna ściana?- zaśmiał
się niebieskowłosy. Zeref stanął wryty.
-Najwyżej się drzewa zasadzi!-
wykombinował.
-Bracie... Dobrze, wszystko jest lepsze
niż zdemaskowanie nas- podsumował. Otworzyli jedną z ksiąg na
szukanym zaklęciu.
-Ktoś chcę dojrzeć mych sekretów,
ktoś śmie je złapać w ręce swe. Uczyń je niewidzialnymi, aby
nikt nie widział już więcej ich- wyrecytowali wspólnie formułkę.
Dy otworzyli oczy, nie widzieli żadnej różnicy. Zdezorientowani
wyszli na zewnątrz. Wokół miejsca ich pobytu stworzyła się
niezbyt widoczna błona. Roześmiany Jellal podszedł do miejsca,
gdzie niedługo miała zjawić się Erza. Szkarłatnowłosa
przybiegła. Zdezorientowana patrzyła Jellalowi prosto w oczy, ale
tylko on o tym wiedział. Ona niczego ani nikogo nie dostrzegła.
Widziała tylko dalszy las, w który nie miała zamiaru się
zagłębiać. Rozczarowana zawróciła, aby zdać raport Królowi.
-Udało nam się!- podekscytował się
Zeref.
-Tak, udało. Jesteśmy coraz bliżej
naszego celu, bracie- rzekł tajemniczo. Zawinął swą pelerynę i,
czekając, aż szkarłatnowłosa odejdzie, wyszedł i powędrował do
zamku. Wyjął z torby, którą nosił na ramieniu klucze otrzymane
od Erzy. Zamierzał otworzyć tajemne wrota, które prowadziły do
szczególnie pilnowanych lochów, co jeszcze bardziej wszczęło
ciekawość Gerarda. Przyśpieszył kroki. Wpadł na pomysł, jakby
można odpędzić strażników. Za pomocą Scarlet oczywiście.
-E-Erza!- krzyknął, podbiegając do
dziewczyny.
-Jellal? Co ty tutaj jeszcze robisz?
Śmierdzi mi to...- powiedziała, kładąc ręce na biodrach.
-Lubię spacerować, a zwłaszcza tu..
zresztą, nie musisz słuchać moich wyjaśnień. Potrzebuję twojej
pomocy- podszedł do niej i szepnął jej do ucha. -Ukochana...
-J-Jakiej to p-pomocy żądasz?-
zapytała.
-Musisz odpędzić straż od wrót, do
których dałaś mi klucze. Błagam cię, Erzuniu -uklęknął przed
nią, łapiąc za rękę oczarowanej dziewczyny. -Postawię ci
ciasto.
-O-Okej! Pomogę ci! -uśmiechnęła
się szeroko i wróciła wraz z doradcą do królestwa. Po kwadransie
w zamku nie było ani jednego strażnika. Wszyscy zgromadzili się na
dziedzińcu. Fernandez chwycił za klucz i zszedł podziemnym
wejściem, które mieściło się pod tronem Juda, do lochów. Stanął
przed wielkimi, srebrnymi drzwiami. Włożył przedmiot do zamka i
przekręcił. W jednej sekundzie ogromny mechanizm otworzył się
przed niebieskowłosym. Wszedł do środka licząc na ogromne
odkrycie. Obraz, jaki zobaczył nie zdziwił go. W wielkich klatkach
trzymane były pradawne zwierzęta. Exceedy, które zdaniem
wszystkich wyginęły. Złapał za kłódkę. Jako, że nie posiadał
odpowiedniego klucza do żadnej z nich, użył swej mocy, aby je
rozwalić. Rozsypały się w pył, a koty zaczęły latać wszędzie.
-Dziękuję ci, młody człowieku za
uratowanie nas- powiedziała biała kocica.
-Lećcie! Do swej ojczyzny!- rozłożył
ręce, czując powiew wiatru wywołany przez ich skrzydła.
-Mavis z tobą, młodzieńcze!-
krzyknął ostatni wylatujący kot.
-Wszystko świetnie, tylko... Po co ja
to zrobiłem? Chyba z dobroci serca. Jestem taki hojny- zaśmiał
się, wychodząc i zamykając za sobą drzwi. Kiedy dostał się do
sali, zobaczył szkatułkę leżącą na stole. Podszedł ostrożnie
do pudełka i otworzył je. W środku były jakieś listy. Westchnął,
wychodząc i maszerując do księgarni. Miał plan, który musiał
zrealizować.
W czasie, kiedy Jellal włamał się
do lochów, Lucy wraz z przyjaciółmi siedziała u siebie w pokoju.
Desperacko chciała pozbyć się adoratora, który natarczywie chciał
ją poślubić.
-Wszystko w porządku, Lucy?- zapytał
zmartwiony Gray.
-Tak, tylko nie rozumiem postępowania
mojego ojca- rzekła, przeczesując swoje blond włosy. Niezręczna
cisza trwała pomiędzy trójką przyjaciół. Nikt nie chciał
zacząć rozmowy. Natsu wślizgnął się pod łóżko. Zauważył
tam pięknie ozdobiony karton. Otworzył go więc, nie czekając na
nic. Umieszczony tam był dziennik Lucy, który z chęcią zaczął
czytać.
-Natsu?- zapytała, rozglądając się
po pokoju.
-Pewnie zgłodniał, jak to on- zaśmiał
się Gray, siadając na krzesło. Westchnął głęboko i spuścił
wzrok.
-Coś się stało?- zapytała, wstając
z łóżka.
-Raczej nie... Chodźmy. Poszukamy tego
idiotę- czarnowłosy włożył ręce do kieszeni, wychodząc z
pokoju Księżniczki, która podążyła zaraz za nim. Różowowłosy
zaś czytał strona po stronie pamiętnik przyjaciółki. Wtem ktoś
wszedł do pokoju. Nie była to ani Lucy, ani ktoś z jej służby.
Natsu nie wyczuł także Graya. Skulił się bardziej pod łóżko i
wyjrzał zza kołdry. Przez drzwi wszedł mały staruszek. Natsu
rozpoznawał go skądś, ale nie wiedział skąd. Szybko wyskoczył
spod łózka, zagradzając jednocześnie starcowi drogę ucieczki.
-Kim jesteś?- zapytał, kucając.
Dziadek był w szoku.
-Jestem Makarov Drayear, drogie
dziecko- odpowiedział, wzruszając się. -Wyrosłeś...
-D-Dziadek?!- ucieszył się. Podszedł
jeszcze bliżej i przytulił starca.
-Opowiadaj, jak u ciebie, u Cany i
dlaczego jesteś w komnacie Księżniczki?- zapytał.
-Nie widziałem się długo z Caną.
Jestem tutaj, bo zaprzyjaźniłem się z Lucy- uśmiechnął się.
-Zaprzyjaźniłeś się, powiadasz?
Natsu, czy nie wydaje ci się ona jakaś znajoma?
-W sumie... Kiedy pierwszy raz ją
spotkałem, myślałem, że ją znam., ale to była tylko moja
wyobraźnia. W końcu nigdy nie byłam w pałacu- zaśmiał się.
-Może, ale czy powiedziała ci, że
nie wychodziła, kiedy była mała?- spytał, unosząc wzrok. Natsu w
jednej chwili pojął, że to ją przyprowadzał do nich dziadek.
-N-Niemożliwe... To była ona?!-
krzyknął, siadając na podłodze. -Naprawdę to ona. Lucy jest
dziewczynką z dzieciństwa! Wiedziałem!- podekscytował się.
-Teraz pozostaje jedno pytanie. Czy ona
chce to ujawnić?- szepnął Makarov, wychodząc z pokoju. Dragneel
westchnął i wstał. Kiedy podążył w ślady starca, ujrzał
śmiejącą się Lucy na korytarzu. Była z Grayem, co nie zdziwiło
chłopaka.
-Hej, ludzie!- krzyknął podbiegając
do nich. Stanął i patrzał podejrzliwie.
-Natsu! Wszędzie cię szukaliśmy-
dziewczyna uśmiechnęła się.
-Właśnie widzę. Chodźmy, musimy
znaleźć Lokiego. Może zgodzi się odpuścić- rozkazał
różowowłosy, maszerując i sprawdzając pokój po pokoju.
Podekscytowana Levy czytała kolejny
rozdział książki, zatapiając się w bibliotece. Czekała na
Gajeela, który zaraz po zebraniu zorganizowanym przez Erzę miał
przyjść do niej i pomóc poukładać książki na półki.
Zmartwiona czekaniem wstała, chcąc obsłużyć kolejnego klienta,
którym był Jellal.
-Witamy! Czego pan sobie życzy?-
zapytała, kładąc rękę na blacie.
-Chcę powieść o generale, który w
imię miłości musiał porzucić swą przyszłość w wojsku,
ponieważ jakiś tyran złapał jego ukochaną w sidła, żądając
opuszczenia swojej pracy. Czy znajdę tutaj coś takiego?- zapytał,
uśmiechając się lekko.
-Będzie trudno. Przeczytałam
wszystkie egzemplarze tutejszych książek, ale żaden autor nie
napisał o takim czymś- podrapała się po głowie.
-W takim razie będę pierwszym, który
stworzy taką historię. Pójdziesz ze mną, młoda damo.
-S-Słucham?! Chodzi ci o Gajeela? On
się tak łatwo nie da!- krzyknęła.
-Ciszej, Levy McGarden. Idziesz
dobrowolnie czy muszę użyć siły?- zapytał z podłym uśmieszkiem.
Chciał pozbyć się Redfoxa ze stanowiska Generała I Armii
Królewskiej.
-P-Pójdę- rzekła, wychodząc za
rozkazem Jellala. Wraz z dziewczyną kierowali się do jego domu.
-Dobra! Na dzisiaj koniec!- krzyknęła
Erza, chowając broń.
-Rozejść się- powiedział Gajeel,
naśladując ruchy koleżanki. Gdy chciał odejść, coś go
zatrzymało.
-Panie Generale! Proszę zaczekać-
rzekł czarnowłosy chłopak z grzywką na bok.
-Tak, Rogue? Coś się stało?- zapytał
czarnowłosy, zatrzymując się.
-Niekoniecznie, Generale. Tajemniczy
chłopak w kapturze kazał mi to panu przekazać- Rogue podał list
do rąk Redfoxa. Kiedy mężczyzna to przeczytał, zalała go krew.
-Zabiję gnoja...-wyszeptał,
zgniatając kartkę papieru.
-Pomóc panu? Zawsze moim marzeniem
było walczyć u twojego boku, Gajeel!- krzyknął.
-Kiedy indziej, młody. Kiedy indziej-
upuścił kartkę, po czym odszedł. Zaintrygowany chłopak podniósł
ją, przeczytał i ruszył w potajemną pogoń za swoim generałem.
-Nie pozwolę, aby coś ci się stało,
Gajeel. Ani tobie, ani twojej dziewczynie!- krzyknął, wbiegając na
plac główny. Rozglądał się, pytał przechodniów, lecz bez
sukcesu. Nikt nie widział Gajeela, więc zawrócił i postanowił
powiedzieć o wszystkim zastępcy. Wbiegł przez bramę n teren
zamku. Rozglądając się dookoła wyszukiwał czerwonych włosów.
Znalazł je. Erza stała wraz z Laxusem pod pomnikiem i rozmawiała z
nim beztrosko.
-Erzo Scarlet!- krzyknął, podbiegając
do niej. -Gajeel ma kłopoty.
-Co?!- wzburzyła się. -Musimy go
odnaleźć, już!
-Ta jest- powiedział spojonym tonem
Rogue, maszerując za szkarłatnowłosą. Redfox zaś już od pięciu
minut negocjował z Jellalem.
-Ty podły... Dlaczego chcesz mnie
usunąć?- zapytał poddenerwowany.
-Na twoje miejsce wejdzie Erza Scarlet,
czyż nie? Potrzebuję wojska do pewnych rzeczy. Nie musisz o nich
wiedzieć. Decyduj się, Levy czy wojsko- rzekł niebieskowłosy.
-Dobra. Wypuść Levy, a ja się
wycofam dobrowolnie- powiedział ze spuszczoną głową.
-Wyśmienicie- rzekł, odwiązując
dziewczynę. -I jeszcze jedno. Ani słowa nikomu, zrozumiano? Wiem,
że byłeś w wiosce wygnańców i nic nie powiedziałeś Judowi.
-S-Skąd?! Jasne- odpowiedział,
wychodząc z domu Fernandeza wraz z Levy. Idąc szybko w kierunku
biblioteki zauważyli zbliżających się Erzę i Rogue.
-Gajeel! Nic ci nie jest!- ucieszyła
się.
-Odchodzę z armii- powiedział
stanowczym tonem. Erzę i Rogue'a wryło.
-Jak to, panie Gajeelu? Nie możesz!-
sprzeciwił się czarnowłosy.
-Żadnych sprzeciwów, żołnierzu.
Odchodzę i już. Erza, mam nadzieję, że będziesz dobrym
generałem- rzekł, ściągając hełm. Oddał go w ręce Scarlet,
odchodząc. Levy pobiegła razem z nim, a Rogue westchnął i
rozczarowany pozostawił Erzę samą.
-Ten list, wychodzący z domu doradcy
Gajeel wraz z dziewczyną, rzucenie pracy. Coś mi tu śmierdzi
szantażem- rzekł, kierując się do wojska.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz