czwartek, 29 grudnia 2016

Rozdział 7- Przybywa Król Ichiya!

     Zdesperowana Lucy siedziała, nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszała od porywacza. Czyżby Jellal miał potajemne sprawy w tym miejscu? Tego mogła się tylko domyślać, ponieważ nie miała konkretnych informacji. Zastanawiała się tylko, czy Yukino rzeczywiście zrobi to, co obiecała. Miała uratować ją, zanim ktokolwiek z wioski zażąda okupu. Zestresowana ponownie zaczęła wyglądać przez dziurkę w namiocie.
-Natsu!- krzyknęła, widząc różowowłosego, stojącego zaledwie parę metrów od jej więzienia.
-Lucy...?- powiedział sam do siebie. Blondynka widziała, że patrzy wprost na nią, lecz on najwyraźniej nic nie zauważył w ciemnościach, jakie panowały w namiocie. Gdy chciała po raz kolejny krzyknąć, ktoś zawołał jej przyjaciela. Dziewczyna średniego wzrostu o białych i krótkich włosach, a także błękitnych oczach. Zdaniem Lucy była naprawdę ładna, a do tego bardzo przypominała służkę Mirajane. Zmartwiona spuściła głowę i zaczęła myśleć. Jej jedyną nadzieją była Yukino. Westchnęła głęboko i ponownie patrząc w szczelinę zobaczyła odchodzącego chłopaka, wraz z nowo poznaną dziewczyną. Cofnęła się i zaczęła płakać.
-Co jeśli mój ojciec nie zapłaci za mnie? Zabiją mnie?- rzekła. -Do tego Gerard... Co miał na myśli ten blondyn? Czy chodzi nam o tą samą osobę? Wszystko mi się miesza!
Przetarła swoje oczy. Siedząc bezustannie w ciszy usłyszała dźwięk kroków zbliżającej się osoby. Miała dylemat. Mógłby to być Sting, ale także i Natsu. Osobiście wolała tą drugą wersję, ponieważ nic chciała być ponownie traktowana jak więzień. Przez odpięte wejście niezgrabnie weszła białowłosa Yukino z uśmiechem na twarzy.
-Lucy-san! Muszę cię szybko rozwiązać- oznajmiła dziewczyna.
-Dziękuję, dziękuję, dziękuję!- mówiła panicznie Lucy, szarpiąc się lekko. Białowłosa chwyciła za sztylet, który miała umieszczony w lewym bucie i przecięła sznury. Wybiegły szybko z namiotu, patrolując, czy nigdzie nie widać Stinga. Wtem ujrzały blondyna stojącego i zagadującego jakąś dziewczynę. Natychmiast schowały się za szałas.
-Lucy, posłuchaj. Musisz założyć tą pelerynę i wyjść zwyczajnie z obozu. Pomyślą, że to ja, więc nikt cię nie zaczepi- powiedziała spokojnym tonem.
-Nie idziesz?- zmartwiła się Lucy.
-Nie mogę. Muszę tutaj zostać na wypadek, gdyby Sting się zorientował. Uciekaj do domu... Pozdrów swoją mamę ode mnie, dobrze?- rzekła Yukino. Ręce dziewczyn drżały, ale blondynka postanowiła uciec stąd i nigdy nie wracać. Założyła kaptur, związała włosy i przekraczając bramę obozu uświadomiła sobie swoje zadanie.
-Racja, Natsu, Gray!- krzyknęła, nagle skręcając na główny plac. Przedzierając się przez gąszcz świętujących ludzi, miała nadzieję, że Natsu nie świętuje razem z nimi. Przemaszerowała jeszcze kilka metrów uważnie się rozglądając. W ułamku sekundy dojrzała różową czuprynę, więc zaczęła biec w jej kierunku. Gdy już stanęła, ujrzała rozweselonego Dragneela i nieznajomą dziewczynę, siedzących i pijących rozmaite napoje. Podeszła nieśmiało do przyjaciela.
-N-Natsu...- zaczęła. Różowowłosy obrócił się w jej stronę, lecz nadal nie wiedział, kto stoi tuż przed nim. -To ja, Lucy.
-No racja, Lucy! Wiedziałem, że tu byłaś!- krzyknął, wstając i przytulając blondynkę.
-Ciszej, Natsu. Chodź, musimy znaleźć Graya- rozkazała Heartfilia, poprawiając pelerynę.
-Po co? Nie możemy iść sami?- narzekał. -Lisanna, przepraszam. Muszę już iść.
-Będę czekać, Natsu- uśmiechnęła się białowłosa.
-To się nie doczekasz...- szepnęła zła Lucy, kierując się w kierunku baru. Różowowłosy dogonił ją i naśladując swoją koleżankę ukucnął przed drzwiami.
-Czemu kucamy? Co my robimy?- zapytał Dragneel, rozglądając się na boki.
-Jak już pewnie wiesz, jestem księżniczką. Jeśli ktokolwiek mnie tutaj ujrzy, złapią mnie jak pewien Sting i będą żądać okupu- wyznała, odgarniając włosy za ucho.
-Sting cię porwał?!- oburzył się chłopak wstając. Zapewne miał zamiar wszcząć kłótnię z blondynem, czego Lucy wolała uniknąć.
-Tak, ale teraz musimy znaleźć Graya!- rozkazała, zatrzymując różowowłosego ręką. On zaś westchnął głęboko i z zniesmaczeniem na twarzy wszedł do środka. Potrącał on człowieka za człowiekiem, nawet nie zawahał się popchnąć dziewczyny. Gdy dotarł na sam środek, chwycił czarnowłosego kolegę za mankiet, mówiąc coś. Fullbuster natychmiast zareagował, biegnąc w stronę wyjścia.
-Lucy! Co ty tutaj robisz?- zapytał zaciekawiony.
-Cisza! Nie mów tak, bo odkryją, że uciekłam! Musimy wrócić do królestwa, ale... Najpierw coś załóż na siebie!- rozkazała. Zdenerwowana zaczęła prowadzić przyjaciół w stronę wyjścia. Nagle stanęła, widząc, kto nadciąga do wioski. Były to Juvia i Wendy. Blondynka lekko się zgarbiła, ponieważ mogłaby być dostrzeżona przez sokoli wzrok Lockser. Machnęła do chłopaków ręką, na znak, że mają iść wciąż za nią. Tak też zrobili. Mijając rozkojarzone dziewczyny, jedyne, co mogli dosłyszeć to to, że Sting zaczął rozmowę z nimi. Nie myśląc o przyjaciółkach zaczęli biec do zamku, gdzie mieli spotkać się z Królem.
-Witam, drogie panie. Co robicie w tych mrocznych lasach?- zapytał, obserwując poczynania kobiet.
-Szukamy Lucy Heartfilii. Jesteś podejrzany o uprowadzenie i skrzywdzenie Księżniczki! Oddaj ją po dobroci, a będzie ci dane żyć w więzieniu- rozkazała Juvia.
-Księżniczki...? Nigdy jej nie widziałem, w końcu jestem wygnany- podsumował. Przyjaciółki nie były w stanie dostrzec kłamstwa w słowach blondyna.
-Możemy w takim razie przeszukać wioskę?- zapytała nieśmiało Marvell, odkładając broń.
-Z przyjemnością was oprowadzę po naszej małej mieścinie- zaśmiał się. Nieświadomy niczego zaczął oprowadzać dziewczyny kolejno po namiotach.

W tym samym czasie, w Królestwie, zaczęły rozbrzmiewać trąby i bębny. Do Króla i Królowej przyjechał ojczym Lokiego. Ichiya- Król siedmiu wzgórz, dwóch wysp a także pobliskich jego królestwu mieścin. Jego imperium- Blue Pegasus, było bardzo zamożnym i potężnym Królestwem, więc połączenie Lucy i Lokiego byłoby najlepszym rozwiązaniem dla obu stron. Małżeństwo wyszło z zamku w szatach wyjściowych, aby przywitać nadjeżdżającego. Wtem piękna biała katera wjechała na główny plac, przyciągając jednocześnie uwagę mieszczan. W niemniej niż pięć minut na placu powstało wielkie koło, a woź wraz z Rodziną Królewską i Ichayą w środku. Straż oddzielała mieszkańców daleko od Króla, ponieważ brzydził się on plebsem.
-Witam, Królu, Królowo- powiedział szarmancko rudy, mały i niezbyt przystojny mężczyzna.
-Witaj, twój syn jest już u nas rozgoszczony- rzekł Jud, zerkając to na gościa, to na żonę.
-Wejdź, zapraszamy w nasze małe progi- dokończyła Layla, odgarniając swoją suknię.
-Gdzie księżniczka?- zapytał uradowany Ichiya.
-L-Lucy? Ona...- zaczęła blondynka.
-Się przygotowuje!- skłamał Heartfilia. Z uśmiechem na twarzy wszedł wraz ze swoim druhem do zamku. Maszerowali przez piękne, srebrne korytarze ze złotymi kolumnami.
-Piękna ta wasza córka- oznajmił Król Blue Pegasus, wpatrzony w portret Lucy. -Men!
Jud zostawił to bez komentarza, nadal maszerując przed siebie. Layla uśmiechnęła się szeroko, towarzysząc gościowi krok w krok. Wchodząc do sali gościnnej zauważyli Lokiego rozmawiającego z nauczycielką Lucy- Aries. Było widać, że z nią flirtuje, więc Ichiya podszedł do syna i zaczął poważną rozmowę. Po kwadransie bezsensownej, według Juda, konfrontacji Króla z synem wszyscy poszli do sali tronowej, gdzie niedługo miała zjawić się Lucy.
-Żono, myślisz, że one ją tu sprowadzą?- zapytał zirytowany Heartfilia.
-Oby tak. Nie każmy im dłużej czekać- podsumowała Layla, proponując gościom jedzenie.
-Nie będę nic jadł. Pragnę tylko ujrzeć Królewnę Lucy, men!- rzekł uradowany Ichiya. Nagle do pomieszczenia wbiegli Natsu i Lucy. Jud zerwał się z tronu i zdenerwowany podszedł do córki.
-Kogo żeś tutaj wprowadziła?!- krzyknął. Blondynka stała przerażona obok Dragneela.
-Odejdź od niej- rozkazał różowowłosy. Stanął pomiędzy ojcem a córką i skierowany w stronę Juda rzekł z miną groźniejszą od Króla:
-Nie waż się jej tknąć. Odsuń się.
-Masz pojęcie, do kogo mówisz, smarkaczu?!- rozzłościł się Heartfilia.
-Wiem, że jesteś królem, ale nawet ktoś takiego sortu nie ma prawa dotykać Lucy!- krzyknął. Obaj stali, nie zamierzali odpuścić. Ich krwawe spojrzenia zetknęły się. Wszyscy w sali podejrzewali, że jeśli ktoś ich nie powstrzyma, to skoczą sobie do gardeł. Jedyny rozsądny w tym pokoju podszedł do tej dwójki i rozdzielił ich.
-Królu, nie warto. Czy nie jest teraz ważniejszy ślub? Nie powinienem poznać mojej przyszłej żony?- zapytał Loki, uśmiechając się do Lucy.
-ŻONY?!- głos Natsu i Lucy zlał się w jedno. Stali wspólnie wmurowani w podłogę. Niby to nie Natsu miał ożenić się z nim, ale czuł się okropnie. Tak jakby to on usiał poślubić Lokiego.
-Tak- rudowłosy, popychając stojącego mu na drodze Dragneela podszedł do Lucy. -Zostaniesz moją żoną, Lucy. Cieszysz się?
Dziewczyna nie wiedziała, co powinna powiedzieć, aby mu odmówić. Nie znała chłopaka, nie kochała go, nie spodobał jej się, a do tego nie była gotowa na wejście w dorosłe życie. Zdenerwowana chciała porozmawiać bardzo szczerze ze swoimi rodzicami.
-Ona ma wyjść za takiego błazna?!- zaczął Natsu. -Nigdy!!!
-Kogo nazwałeś błaznem? To ty nim jesteś!- odpowiedział Loki. Zaczęła się kolejna potężna kłótnia, której nikt nie chciał zatrzymać.
-Ojcze... Proszę, musimy porozmawiać- rzekła poddenerwowana Lucy. Król, zostawiając chłopaków z tyłu, pomaszerował za swą córką.
-Co się stało, Lucy?- zapytał udając zmartwienie.
-Nie mówiłeś mi nigdy, że będę musiała za kogoś wychodzić. Zawsze powtarzałeś, że mam znaleźć tą jedyną miłość, jak ty i mama. Dlaczego zmieniłeś zdanie?
-Byłaś wtedy dzieckiem, skarbie. Teraz jesteś prawie dorosła i możesz pomyśleć o związku, który połączy królestwa- przekonywał ją pewny siebie Jude.
-Więc znów chodzi o pieniądze?- wtrąciła. Nim Król zdążył odpowiedzieć, kontynuowała:
-Nie ożenię się z nim! Znajdę osobę, która będzie warta mojej miłości i tronu, ojcze. Nie zmusisz mnie, żebym pokochała Lokiego. Nigdy- powiedziała stanowczo.
-Z-Zastanów się! Przemyśl to jeszcze, skarbie...- rzekł mężczyzna, ponownie wchodząc do sali. Lucy stała nie mając pojęcia, co powinna zrobić. Odwróciła się i ujrzała Graya, który gdzieś znikł parę minut temu. Uśmiechnęła się, aby go nie zmartwić.
-Gdzie byłeś?- zaczęła.
-Nie ważne. Nie pytaj, proszę. Natsu też nie ma?- zapytał, rozglądając się na boki.
-Wejdź- zaśmiała się i otworzyła drzwi. Czarnowłosy wpadł do środka. Wtem zauważył Natsu, kłócącego się z Księciem. Podbiegł do nich i odsunął kolegę.
-Znów się z kimś bijesz? Starczy, Natsu. Kto to w ogóle jest? Dlaczego tutaj stoi Królowa i Król? Coś znów wymyślił? Mów!- rozkazał.
-Właśnie nic. Rozumiesz, że Lucy ma wyjść za tego przydupasa?- oburzył się.
-To lepsze, niż taki niewychowany wieśniak, jak ty!- dopiekł Loki.
-Nie zaczynajcie znowu. Lucy, czy to prawda?- Gray zwrócił się do stojącej za nim blondynki.
-Ona nie musi się wam ze wszystkiego spowiadać! Wyjdźcie stąd!- rozkazał wkurzony Heartfilia.
-Nie wyjdę stąd bez Lucy- powiedział Dragneel, chwytając dziewczynę za ramię.
-Natsu...- zaczęła blondynka.
-Ona nigdzie z tobą nie pójdzie, smarkaczu!- krzyknął wiecznie protestujący Król Magnolii.
-Mężu, pozwól bawić się dzieciom. Możecie iść- uśmiechnęła się Layla. Lucy i reszta wybiegli z sali tronowej, kierując się do jej pokoju.

Czerwonowłosa dobiegła do najstarszego drzewa w lesie, koło którego się zatrzymała. Jellal zrobił to samo, tyle że parę metrów dalej. Kobieta nie mogła go zobaczyć, ponieważ myślała, że Fernandes już dawno odpuścił i wrócił do Królestwa. Odetchnęła chwilę i ruszyła dalej. Tak naprawdę toczyła kółka, które raz za razem pogłębiała.
-W takim tempie nigdy ich nie dogonię! Muszę przyspieszyć tępo, ale czy ja... Czy ja nie krążę w kółko?! Przecież widzę te suche drzewo już czwarty raz- powiedziała to tak głośno, że Jellal bez problemu wszystko usłyszał. Wyszedł zza krzaków, podszedł do niej ostrożnie i nim się obejrzał dziewczyny już nie było. Zdezorientowany rozglądał się na boki i zobaczył ją, włażącą na drzewo.
-Co ty tam robisz, Erzunia?!- zaczął. -Zejdź, bo spadniesz!
-Nadal tu jesteś? Myślałam, że wróciłeś do Króla!- krzyknęła, rozglądając się.
-Pomyślałe m, że możesz sobie tutaj nie poradzić i poszedłem za tobą!- wytłumaczył się, podchodząc bliżej drzewka. Był dokładnie pod strażniczką.
-Jest!- uradowała się, widząc wioskę. Szybko zeszła z drzewa i ignorując niebieskowłosego pobiegła w tamtą stronę. Kiedy do Gerarda doszło, gdzie dziewczyna chce dotrzeć, przeszyły go dreszcze. Musiał znaleźć się szybciej w wiosce od niej, więc użył magii teleportacji. W mgnieniu oka znalazł się w pobliżu Zerefa.
-Bracie! Mamy poważny problem- oznajmił, podbiegając do czarnowłosego.
-Jaki, braciszku?- zaciekawił się.
-Pewna czerwonowłosa strażniczka przysłana od Króla Magnolii odnalazła naszą wioskę. Musimy coś zrobić, bracie- oznajmił niebieskowłosy, poprawiając swoją pelerynę.
-Mam już plan- na buzi Zerefa zagościł podejrzany uśmiech. Jellal chciał dowiedzieć się, co jest powodem nagłej uciechy jego brata.
-Twa wypowiedź zaciekawiła mnie, drogi bracie- uśmiechnął się, licząc na wytłumaczenia Zerefa.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz