Rozpromieniona Królowa
szukała swej córki, aby przekazać jej wiadomości o decyzji ojca.
Znalazła ją w jadalni, gdzie popijała herbatę w samotności.
Usiadła naprzeciwko i uśmiechnęła się.
-Córeczko, mam dobre
wiadomości. Jeszcze dzisiaj ojciec wyda dekret, w którym przywraca
twoich kolegów. Cieszysz się?- zapytała. Lucy natychmiastowo
odłożyła filiżankę.
-Naprawdę? Pójdę po
nich osobiście!- krzyknęła blondynka, nakładając na siebie
pelerynę.
-Uważaj na siebie-
powiedziała Królowa, widząc, jak jej córka szczęśliwie wybiega
z pokoju. Heartfilia biegła przed siebie, omijając patrzących się
na nią ludzi. Nagle stanęła, orientując się, że pada deszcz.
Ciężko westchnęła i schroniła się pod poddaszem, które
osłaniało drzwi do kawiarni. Spoglądając lekko przez okno,
ujrzała Gajeela i Levi, siedzących i popijających ciepłe kakao.
-Taka piękność nie może
moknąć. Proszę, przyjmij mój parasol- powiedział chłopak, który
znikąd pojawił się przed Księżniczką. Ukłonił się lekko i
pomimo okropnej ulewy odstąpił parasolkę dziewczynie. Chwyciła za
nią i dopiero teraz przyjrzała się jego twarzy. Miał bujne,
pomarańczowe włosy, które lekko spadały mu na czoło, a jego oczy
przeszyły duszę Księżniczki na wylot.
-Książę Loki, musimy
już iść do Króla- powiedział stojący za nim lokaj.
-Dobrze, Sebastianie.
Piękna niewiasto, mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy-
powiedział, całując w rękę Lucy. Odszedł ze swym podwładnym, a
blondynka stała zszokowana. Książę z sąsiedniego królestwa
przyjechał, a ona musi biec do wilgotnych, ciemnych i strasznych
lasów. Rozłożyła parasolkę i zaczęła biec. Zwinnie przebrnęła
na zewnątrz i skierowała się w stronę pięknych drzew. Nie miała
pojęcia, gdzie powinna szukać wygnańców, lecz przeczuwała, że
powinna iść na północ. Chodząc i słyszą niepokojące odgłosy
zwierząt, wpadła w pułapkę. Klasyczna lina, na której wisiała
była bardzo dobrze zawiązana, dlatego Lucy nie mogła się
odwiązać. Panicznie krzycząc, miała nadzieję, że usłyszy ją
Natsu albo Gray. Po półgodzinie ciągłego wrzeszczenia, usłyszała
czyjeś kroki.
-Natsu? Gray? To wy?-
zapytała
-Przyszedł ktoś lepszy,
Księżniczko- powiedział blondyn, wyłaniający się zza krzaków
jagody. Podszedł do blondynki i przyjrzał się jej. Intuicja go nie
oszukała, Lucy miała znamię na ramieniu.
-Yukino, mamy tutaj niezłą
sztukę!- krzyknął Sting, krzyżując ręce na piersi. Z parszywym
uśmieszkiem obserwował, jak Heartfilia lekko buja się na sznurku.
Po chwili przybiegła białowłosa dziewczyna, której nie podobało
się zachowanie Eucliffe.
-Mógłbyś ją odwiązać!-
rozkazała. Chłopak przewrócił oczami i odciął linę, na której
wisiała blondyna. Upadła na ziemię, czym pobrudziła sobie swoją
różową sukienkę i pelerynę.
-Ahh, to była nowa
sukienka... Ale dziękuję. Kim jesteście?- zapytała, otrzepując
się.
-Nie musisz wiedzieć-
parsknął Sting, patrząc złowrogim wzrokiem.
-Przestań- powiedziała
białowłosa, wbijając koledze łokieć w bok. -Przepraszam za
niego. Jestem Yukino i muszę cię poprosić, abyś poszła z
nami. Dla pewności cię zwiążemy- uśmiechnęła się. Lucy
zrobiła niepewny krok w tył. Widząc wzrok blondyna, przeraziła
się, lecz uśmiech jego towarzyszki był promienny i szczery.
-Wiązanie jest konieczne? No dobrze...
Mieszkacie tutaj? Nigdy nie widziałam was w mieście-powiedziała,
patrząc, jak nieznajomi wiążą jej ręce.
-Tak, mieszkamy.
-Nic dziwnego, że nas nie widziałaś,
skoro twój tatulek nas wygnał- odpowiedział zły Sting.
-Wiecie, gdzie jest Natsu?- zapytała,
podchodząc bliżej Yukino.
-Jesteś jego kumpelą?- wciął się
blondyn, który z skwaszoną miną słuchał pytań Lucy.
-Nie wtrącaj się, Sting. To ja
rozmawiam z Lucy, a ty jesteś tutaj tylko dlatego, że się ze mną
przypałętałeś- zaśmiała się krótkowłosa. -Prawdopodobnie
jest w wiosce, do której idziemy.
-To wspaniale! Mam dla niego wspaniałą
nowinę!- krzyknęła, lekko się rumieniąc.
-Nie musisz się drzeć, blondyno.
-Sting! Zresztą... Jaką?- zapytała
białowłosa.
-Mój ojciec, za sprawą matki
powiedział, że Natsu i Gray mogą wrócić do
królestwa!-uśmiechnęła się. Zauważyła, że partnerzy stanęli
z wyłupiastymi oczami. -Czy coś nie tak?
-Król od tak? Co?- Sting, z wyraźnym
zdziwieniem, usiadł na trawie, a białowłosa stała.
-Tak! Uwierzylibyście? Wam też mogę
pomóc- zaproponowała.
-Nie będę wierzył te twoje bajki,
Królewno. Idziemy- powiedział, zaklejając Lucy usta.
-Co ty robisz? Przecież ona może
mówić prawdę!- krzyknęła Yukino, lecz blondyn nie słuchał jej.
Złapał związaną dziewczynę i zaczął powadzić ją do wioski.
Granatowe i długie kucyki królewskiej
lekarki powiewały w wietrze, kiedy czekała na spotkanie ze swoją
dzisiejszą pacjentką- Lucy. Westchnęła i usiadła na ławce przy
kawiarni.
-Juvia!- krzyknęła, kiedy zobaczyła
wychodzącą z baru koleżankę. Podbiegła do niej i westchnęła.
-Cześć, Wendy! Juvia bardzo się
cieszy, bo Gray-sama wróci do królestwa!- krzyknęła.
-To fajnie. Nie wiesz może, gdzie jest
Księżniczka?- zapytała, rozglądając się na boki.
-Emm... Nie mam zielonego pojęcia.
Juvia wstąpiła po pączki da nas, ale Lucy gdzieś znikła- rzekła,
lekko się niepokojąc. Marvell założyła rękę na biodra i
uśmiechnęła się krzywo.
-Całkowicie o tym zapomniałam...
Przecież Książę Loki przyjechał! Pewnie Lucy teraz zajmuje się
nim, więc mogę wracać do ośrodka.
-Książę Loki? Juvia skądś go
kojarzy- zamyśliła się. Kiedy już się ocknęła, zobaczyła, że
niebieskowłosej już nie ma. Wzruszając ramionami skierowała się
do zamku, gdzie miała być Księżniczka. Otwierając drzwi do sali
tronowej, Juvia była już pewna, że blondynki nie ma w mieście.
Poszła do Natsu i Graya!
-Lucy jest z Grayem-samą? Bez Juvii?!-
szepnęła, gdy nagle do niebieskowłosej przemówił Jud.
-Wiesz, gdzie jest moja córka?-
zapytał.
-Nie, nie wiem, Królu- ukłoniła się,
a wstając przewróciła oczami.
-Jeśli ją gdzieś zobaczysz, powiedz,
że musi pilnie zjawić się u mnie- rozkazał, wracając na tron.
Locksar przytaknęła, wychodząc za drzwi. Stojąc jeszcze chwilę
usłyszała ciekawą rozmowę.
-Królu, mój Książę się
niecierpliwi- mówił jeden.
-Wiem, Sebastianie. Lucy niedługo
przybędzie- obiecał Król.
-Chcę zobaczyć moją przyszłą żonę
jeszcze dziś, zrozumiano?- powiedział nieznajomy głos. Juvia
domyśliła się, że mógł być to Loki. Zakryła usta rękoma i
skierowała się jak najszybciej do lekarki. Nie musiała długo iść,
ponieważ Wendy badała chorą Mirajane w ich pokoju.
-Wendy-chan! Lucy jest w lesie z
Grayem-samą!- krzyknęła w złości.
-Naprawdę? Musimy tam jak najszybciej
iść!- rozkazała Marvell. -Mira, jeszcze tu wrócę.
-Muszę was specjalnie ubrać! Idziecie
na tajną misję uratowania Księżniczki, więc!- krzyknęła,
podając dziewczynom garnitury, czarne buty i ciemne okulary w stylu
Matrixa. -Kobiety w czerni!
-Juvia kocha ten film!- podekscytowała
się. Wendy zaśmiała się, a po pięciu minutach dziewczyny były
już ubrane w stroje. Poważnie wyszły i zamknęły drzwi. Chwyciły
pistolety i robiąc pozę ,,Cichy Zabójca” , zaczęły się
skradać po korytarzach. Nagle zza rogu wyszła Królowa, która
wystraszyła się tajnych agentek.
-Co tu się dzieje, dzieci?-zapytała,
opanowując swoje przerażenie.- Skąd te bronie?
-Mira nam je dała. Idziemy odbić
Lucy!- krzyknęły równocześnie.
-Aaa, to taka zabawa? Powiadomcie Lucy,
że ma przyjść do królestwa, dobrze?- rzekła, odchodząc i
machając dziewczyną na pożegnanie.
-Powiemy!- krzyknęła Wendy,
uśmiechając się. - Ruszajmy!
Przygotowując się do rozmowy, Gerard
postanowił, że przeczyta jeszcze parę rozdziałów książki,
którą wziął od magika. Już sama okładka przedstawiała magiczne
istoty, które Fernandes poszukiwał. Exceedy. Małe i latające
koty. Powstały w Komnacie Mavis, Boga, który mógł przezwyciężyć
wszystko. Którego sam król się bał. Po przeczytaniu trzech
rozdziałów, wybiła godzina spotkania. Jellal założył pelerynę
i wyszedł na ulicę, którą szły Wendy i Juvia, ubrane niczym
tajne agentki. Zdziwiony zaczął się rozglądać. Po chwili
zauważył Erzę siedzącą naprzeciwko w kawiarni. Uśmiechnął
się, wstąpił do baru i usiadł koło szkarłatnowłosej.
-C-co ty tu robisz?!- przestraszona
przez przypadek wylała kawę, którą zamówiła. Chciała chwycić
chusteczkę i wytrzeć plamę, lecz chłopak jej to uniemożliwił,
odbierając szmatkę.
-Ojej... Ja wytrę, Erzuniu. Kelnerka!-
krzyknął, wycierając stół. Po chwili obsługa stała obok nich.
-Czy coś się stało?- zapytała miłym
głosem nieznajoma.
-Poproszę dwie czarne kawy i
truskawkowe ciasto- powiedział, uśmiechając się. -Twoje ulubione,
prawda?- zapytał, opiekuńczo wpatrując się w Scarlet, która
dostała rumieńców.
-Tak... Skąd o tym wiesz?- zapytała.
-Ehh, nie ważne. Zapomnij o tym,
skarbie. No właśnie, chciałem się zapytać o Exceedy. Słyszałem
o nich pogłoski, ale nie jestem pewny, czy one istniały naprawdę-
rzekł, unosząc filiżankę. Radośnie nucił coś pod nosem,
unikając wzroku koleżanki.
-One nadal żyją. Król umieścił
je... Nie powinnam o tym mówić!- otrząsnęła się. Gerard zaś,
robiąc duże oczy i smutną minkę, próbował coś od niej
wyciągnąć.
-Gdzie je umieścił? Jestem jego
doradcą i nic mi o tym nie wiadomo... Smutno mi- westchnął.
-Emm... One są w lochach... Mam do
nich nawet klucze, ale nie mogę ich nikomu dawać.
-Nawet mi? Przecież nic z nimi nie
zrobię. Wezmę je tylko na przechowanie- powiedział, gładząc ją
po poliku. Zbliżał się do niej lekko, gotowy na pocałunek, lecz
Erza zawstydzona chwyciła klucze i przystawiła do nosa swojej
sympatii. Zaczerwieniona wstała i chwytając ciasto rzekła;
-Tu są klucze. Masz je tylko
przechować, jasne?- rozkazała, wychodząc z kawiarni.
Niebieskowłosy uśmiechnął się chytrze i obiecał sobie, że
pójdzie do tych tajemniczych lochów. Płacąc rachunek wyszedł i
poszedł do Królestwa, knując nowy plan, w którym Gajeel znika ze
stanowiska generała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz