czwartek, 3 listopada 2016

Rozdział 5- Klucze do prawdy

  Rozpromieniona Królowa szukała swej córki, aby przekazać jej wiadomości o decyzji ojca. Znalazła ją w jadalni, gdzie popijała herbatę w samotności. Usiadła naprzeciwko i uśmiechnęła się.
-Córeczko, mam dobre wiadomości. Jeszcze dzisiaj ojciec wyda dekret, w którym przywraca twoich kolegów. Cieszysz się?- zapytała. Lucy natychmiastowo odłożyła filiżankę.
-Naprawdę? Pójdę po nich osobiście!- krzyknęła blondynka, nakładając na siebie pelerynę.
-Uważaj na siebie- powiedziała Królowa, widząc, jak jej córka szczęśliwie wybiega z pokoju. Heartfilia biegła przed siebie, omijając patrzących się na nią ludzi. Nagle stanęła, orientując się, że pada deszcz. Ciężko westchnęła i schroniła się pod poddaszem, które osłaniało drzwi do kawiarni. Spoglądając lekko przez okno, ujrzała Gajeela i Levi, siedzących i popijających ciepłe kakao.
-Taka piękność nie może moknąć. Proszę, przyjmij mój parasol- powiedział chłopak, który znikąd pojawił się przed Księżniczką. Ukłonił się lekko i pomimo okropnej ulewy odstąpił parasolkę dziewczynie. Chwyciła za nią i dopiero teraz przyjrzała się jego twarzy. Miał bujne, pomarańczowe włosy, które lekko spadały mu na czoło, a jego oczy przeszyły duszę Księżniczki na wylot.
-Książę Loki, musimy już iść do Króla- powiedział stojący za nim lokaj.
-Dobrze, Sebastianie. Piękna niewiasto, mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy- powiedział, całując w rękę Lucy. Odszedł ze swym podwładnym, a blondynka stała zszokowana. Książę z sąsiedniego królestwa przyjechał, a ona musi biec do wilgotnych, ciemnych i strasznych lasów. Rozłożyła parasolkę i zaczęła biec. Zwinnie przebrnęła na zewnątrz i skierowała się w stronę pięknych drzew. Nie miała pojęcia, gdzie powinna szukać wygnańców, lecz przeczuwała, że powinna iść na północ. Chodząc i słyszą niepokojące odgłosy zwierząt, wpadła w pułapkę. Klasyczna lina, na której wisiała była bardzo dobrze zawiązana, dlatego Lucy nie mogła się odwiązać. Panicznie krzycząc, miała nadzieję, że usłyszy ją Natsu albo Gray. Po półgodzinie ciągłego wrzeszczenia, usłyszała czyjeś kroki.
-Natsu? Gray? To wy?- zapytała
-Przyszedł ktoś lepszy, Księżniczko- powiedział blondyn, wyłaniający się zza krzaków jagody. Podszedł do blondynki i przyjrzał się jej. Intuicja go nie oszukała, Lucy miała znamię na ramieniu.
-Yukino, mamy tutaj niezłą sztukę!- krzyknął Sting, krzyżując ręce na piersi. Z parszywym uśmieszkiem obserwował, jak Heartfilia lekko buja się na sznurku. Po chwili przybiegła białowłosa dziewczyna, której nie podobało się zachowanie Eucliffe.
-Mógłbyś ją odwiązać!- rozkazała. Chłopak przewrócił oczami i odciął linę, na której wisiała blondyna. Upadła na ziemię, czym pobrudziła sobie swoją różową sukienkę i pelerynę.
-Ahh, to była nowa sukienka... Ale dziękuję. Kim jesteście?- zapytała, otrzepując się.
-Nie musisz wiedzieć- parsknął Sting, patrząc złowrogim wzrokiem.
-Przestań- powiedziała białowłosa, wbijając koledze łokieć w bok. -Przepraszam za niego. Jestem Yukino i muszę cię poprosić, abyś poszła z nami. Dla pewności cię zwiążemy- uśmiechnęła się. Lucy zrobiła niepewny krok w tył. Widząc wzrok blondyna, przeraziła się, lecz uśmiech jego towarzyszki był promienny i szczery.
-Wiązanie jest konieczne? No dobrze... Mieszkacie tutaj? Nigdy nie widziałam was w mieście-powiedziała, patrząc, jak nieznajomi wiążą jej ręce.
-Tak, mieszkamy.
-Nic dziwnego, że nas nie widziałaś, skoro twój tatulek nas wygnał- odpowiedział zły Sting.
-Wiecie, gdzie jest Natsu?- zapytała, podchodząc bliżej Yukino.
-Jesteś jego kumpelą?- wciął się blondyn, który z skwaszoną miną słuchał pytań Lucy.
-Nie wtrącaj się, Sting. To ja rozmawiam z Lucy, a ty jesteś tutaj tylko dlatego, że się ze mną przypałętałeś- zaśmiała się krótkowłosa. -Prawdopodobnie jest w wiosce, do której idziemy.
-To wspaniale! Mam dla niego wspaniałą nowinę!- krzyknęła, lekko się rumieniąc.
-Nie musisz się drzeć, blondyno.
-Sting! Zresztą... Jaką?- zapytała białowłosa.
-Mój ojciec, za sprawą matki powiedział, że Natsu i Gray mogą wrócić do królestwa!-uśmiechnęła się. Zauważyła, że partnerzy stanęli z wyłupiastymi oczami. -Czy coś nie tak?
-Król od tak? Co?- Sting, z wyraźnym zdziwieniem, usiadł na trawie, a białowłosa stała.
-Tak! Uwierzylibyście? Wam też mogę pomóc- zaproponowała.
-Nie będę wierzył te twoje bajki, Królewno. Idziemy- powiedział, zaklejając Lucy usta.
-Co ty robisz? Przecież ona może mówić prawdę!- krzyknęła Yukino, lecz blondyn nie słuchał jej. Złapał związaną dziewczynę i zaczął powadzić ją do wioski.

  Granatowe i długie kucyki królewskiej lekarki powiewały w wietrze, kiedy czekała na spotkanie ze swoją dzisiejszą pacjentką- Lucy. Westchnęła i usiadła na ławce przy kawiarni.
-Juvia!- krzyknęła, kiedy zobaczyła wychodzącą z baru koleżankę. Podbiegła do niej i westchnęła.
-Cześć, Wendy! Juvia bardzo się cieszy, bo Gray-sama wróci do królestwa!- krzyknęła.
-To fajnie. Nie wiesz może, gdzie jest Księżniczka?- zapytała, rozglądając się na boki.
-Emm... Nie mam zielonego pojęcia. Juvia wstąpiła po pączki da nas, ale Lucy gdzieś znikła- rzekła, lekko się niepokojąc. Marvell założyła rękę na biodra i uśmiechnęła się krzywo.
-Całkowicie o tym zapomniałam... Przecież Książę Loki przyjechał! Pewnie Lucy teraz zajmuje się nim, więc mogę wracać do ośrodka.
-Książę Loki? Juvia skądś go kojarzy- zamyśliła się. Kiedy już się ocknęła, zobaczyła, że niebieskowłosej już nie ma. Wzruszając ramionami skierowała się do zamku, gdzie miała być Księżniczka. Otwierając drzwi do sali tronowej, Juvia była już pewna, że blondynki nie ma w mieście. Poszła do Natsu i Graya!
-Lucy jest z Grayem-samą? Bez Juvii?!- szepnęła, gdy nagle do niebieskowłosej przemówił Jud.
-Wiesz, gdzie jest moja córka?- zapytał.
-Nie, nie wiem, Królu- ukłoniła się, a wstając przewróciła oczami.
-Jeśli ją gdzieś zobaczysz, powiedz, że musi pilnie zjawić się u mnie- rozkazał, wracając na tron. Locksar przytaknęła, wychodząc za drzwi. Stojąc jeszcze chwilę usłyszała ciekawą rozmowę.
-Królu, mój Książę się niecierpliwi- mówił jeden.
-Wiem, Sebastianie. Lucy niedługo przybędzie- obiecał Król.
-Chcę zobaczyć moją przyszłą żonę jeszcze dziś, zrozumiano?- powiedział nieznajomy głos. Juvia domyśliła się, że mógł być to Loki. Zakryła usta rękoma i skierowała się jak najszybciej do lekarki. Nie musiała długo iść, ponieważ Wendy badała chorą Mirajane w ich pokoju.
-Wendy-chan! Lucy jest w lesie z Grayem-samą!- krzyknęła w złości.
-Naprawdę? Musimy tam jak najszybciej iść!- rozkazała Marvell. -Mira, jeszcze tu wrócę.
-Muszę was specjalnie ubrać! Idziecie na tajną misję uratowania Księżniczki, więc!- krzyknęła, podając dziewczynom garnitury, czarne buty i ciemne okulary w stylu Matrixa. -Kobiety w czerni!
-Juvia kocha ten film!- podekscytowała się. Wendy zaśmiała się, a po pięciu minutach dziewczyny były już ubrane w stroje. Poważnie wyszły i zamknęły drzwi. Chwyciły pistolety i robiąc pozę ,,Cichy Zabójca” , zaczęły się skradać po korytarzach. Nagle zza rogu wyszła Królowa, która wystraszyła się tajnych agentek.
-Co tu się dzieje, dzieci?-zapytała, opanowując swoje przerażenie.- Skąd te bronie?
-Mira nam je dała. Idziemy odbić Lucy!- krzyknęły równocześnie.
-Aaa, to taka zabawa? Powiadomcie Lucy, że ma przyjść do królestwa, dobrze?- rzekła, odchodząc i machając dziewczyną na pożegnanie.
-Powiemy!- krzyknęła Wendy, uśmiechając się. - Ruszajmy!

  Przygotowując się do rozmowy, Gerard postanowił, że przeczyta jeszcze parę rozdziałów książki, którą wziął od magika. Już sama okładka przedstawiała magiczne istoty, które Fernandes poszukiwał. Exceedy. Małe i latające koty. Powstały w Komnacie Mavis, Boga, który mógł przezwyciężyć wszystko. Którego sam król się bał. Po przeczytaniu trzech rozdziałów, wybiła godzina spotkania. Jellal założył pelerynę i wyszedł na ulicę, którą szły Wendy i Juvia, ubrane niczym tajne agentki. Zdziwiony zaczął się rozglądać. Po chwili zauważył Erzę siedzącą naprzeciwko w kawiarni. Uśmiechnął się, wstąpił do baru i usiadł koło szkarłatnowłosej.
-C-co ty tu robisz?!- przestraszona przez przypadek wylała kawę, którą zamówiła. Chciała chwycić chusteczkę i wytrzeć plamę, lecz chłopak jej to uniemożliwił, odbierając szmatkę.
-Ojej... Ja wytrę, Erzuniu. Kelnerka!- krzyknął, wycierając stół. Po chwili obsługa stała obok nich.
-Czy coś się stało?- zapytała miłym głosem nieznajoma.
-Poproszę dwie czarne kawy i truskawkowe ciasto- powiedział, uśmiechając się. -Twoje ulubione, prawda?- zapytał, opiekuńczo wpatrując się w Scarlet, która dostała rumieńców.
-Tak... Skąd o tym wiesz?- zapytała.
-Ehh, nie ważne. Zapomnij o tym, skarbie. No właśnie, chciałem się zapytać o Exceedy. Słyszałem o nich pogłoski, ale nie jestem pewny, czy one istniały naprawdę- rzekł, unosząc filiżankę. Radośnie nucił coś pod nosem, unikając wzroku koleżanki.
-One nadal żyją. Król umieścił je... Nie powinnam o tym mówić!- otrząsnęła się. Gerard zaś, robiąc duże oczy i smutną minkę, próbował coś od niej wyciągnąć.
-Gdzie je umieścił? Jestem jego doradcą i nic mi o tym nie wiadomo... Smutno mi- westchnął.
-Emm... One są w lochach... Mam do nich nawet klucze, ale nie mogę ich nikomu dawać.
-Nawet mi? Przecież nic z nimi nie zrobię. Wezmę je tylko na przechowanie- powiedział, gładząc ją po poliku. Zbliżał się do niej lekko, gotowy na pocałunek, lecz Erza zawstydzona chwyciła klucze i przystawiła do nosa swojej sympatii. Zaczerwieniona wstała i chwytając ciasto rzekła;

-Tu są klucze. Masz je tylko przechować, jasne?- rozkazała, wychodząc z kawiarni. Niebieskowłosy uśmiechnął się chytrze i obiecał sobie, że pójdzie do tych tajemniczych lochów. Płacąc rachunek wyszedł i poszedł do Królestwa, knując nowy plan, w którym Gajeel znika ze stanowiska generała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz