Srebrzysta zbroja Generała
połyskiwała w świetle słońca. Kierował się on do tego samego
lasu, gdzie niedawno wyruszyła Księżniczka i jej poddana.
Dowiedział się o tym i chciał to sprawdzić. Z wzrokiem sokoła
obserwował otoczenie, w którym się znajdował. Maszerował
bacznie, z rękoma skrzyżowanymi na piersi.
-Gdzież one polazły?- burknął,
siadając na pobliskim kamieniu. Schylił głowę i wpatrywał się w
zielone trawy. Znudzony ciągłym chodzeniem w kółko, rozmyślał o
Levi, którą widział przed biblioteką. Zastanawiał się, czy to
jest jej jedyne zajęcie, siedzenie w bibliotece i czytanie książek.
Nie twierdził, że to było złe, wręcz przeciwnie, ale całodobowe
czytanie w zamkniętym pomieszczeniu mogło jej zaszkodzić. Odchylił
głowę w lewo. Usłyszał głośne sapanie i odgłos kroków. Jak
najszybciej schował się za krzakami, które były zaraz obok, aby
nikt go nie zobaczył. Gajeel z początku myślał, że to Lucy coś
się stało, ale okazało się, iż biegł tam różowowłosy
wygnaniec. Na widok Natsu, generał schował się jeszcze bardziej, i
rozmyślał, co on tu robi. Przypatrzył się dobrze i zauważył,
że chłopak biegnie na południe lasów. W dyskrecji powędrował za
nim. Ciekawiło go, dlaczego się tak śpieszył i czemu nie było z
nim tego drugiego. Ścieżka, którą biegł Dragneel prowadziła do
jakiejś wioski. Gajeel pierwszy raz widział kogoś, kto mieszka w
Magnolijskich lasach. Nie było opcji, żeby w tak krótkim czasie
wygnańcy zbudowali wioskę! Generał musiał to sprawdzić, więc
ukrył się za jednym z namiotów i podsłuchiwał.
-Gray! Chodź ze mną!- rozkazał lekko
zdyszany Natsu, opierając się o ramię czarnowłosej kobiety.
-Jestem w środku rozmowy, idioto-
parsknął Fullbuster, uśmiechając się.
-Nie wygłupiaj się i chodź- oznajmił
chłopak i powolnym krokiem kierował się do wyjścia z osady, dając
znak Grayowi, aby poszedł za nim bez zbędnych pytań. Młodzieniec
tak zrobił. Bez słowa szli przed siebie, przez co Gajeel myślał,
że wiedzą, iż on ich śledzi. Poczekał chwile, aby dystans
wynosił nie mniej niż pięć metrów i po krzakach śledził ich.
Po pewnym czasie zaczął słyszeć szum wodospadu, co dało mu do
myślenia. Z tego, co mówiła Królowa Layla wynikało, ze
dziewczyny poszły na piknik, a gdzie jest najlepsze miejsce na
piknik? Oczywiście, że wśród zielonych traw i przy pięknym,
niebieskim wodospadzie! Zestresowany przygotowywał się do ataku,
lecz zauważył, że Księżniczka nie była zaniepokojona obecnością
chłopaków. Wręcz przeciwnie. Przywitała się, uśmiechnęła i
zwyczajnie z nimi rozmawiała. Redfox schował się za drzewami i po
raz kolejny nasłuchiwał.
-Miło mi cię poznać, Gray- oznajmiła
blondynka. -Nie chcecie wrócić do pałacu? Może nawet sam Generał
Gajeel przyjąłby was do wojska?- zachęcała Lucy, ciekawa
odpowiedzi.
-Byłoby miło, ale co na to Król?-
zaczął Gray, zaniepokojony całą sytuacją, a do tego wzrok nowo
poznanej dziewczyny wzbudzał w nim niepokój.
-W sumie to nie wiem, ale za to moja
mama powinna go przekonać- uśmiechnęła się. Zawstydzona Juvia
wciąż obserwowała skrępowanego Graya. Jej zauroczenie zamazywało
obraz świata i nie widziała nikogo, prócz niego. Księżniczka
uśmiechnęła się nerwowo. Kiedy zauważyła, że Natsu ją
obserwuje, odwróciła się i wpatrywała w wodospad.
-Juvia, chyba już czas na nas-
powiedziała, spoglądając na dziewczynę zza ramienia.
-Już idziemy?- zasmuciła się
niebieskowłosa, po czym ruszyły przed siebie.
-Czekajcie!- krzyknął różowowłosy,
widząc kogoś pomiędzy krzakami. Przypatrzył się i ujrzał nikogo
innego, jak Gerarda siedzącego na krześle. Zakapturzony przyłożył
palec wskazujący do ust.
-Coś nie tak?- zapytała skrępowana
Lucy, zastanawiając się, dlaczego chłopak ich zatrzymał.
-Yyy... Wrócicie jeszcze?- zapytał,
grając na zwłokę. Jellal, orientując się, że stoi na drodze,
którą Lucy i jej przyjaciółka chcą przejść, dyskretnie poszedł
do wioski.
-Tego nie możemy przewidzieć. Do
zobaczenia- rzekła Juvia, łapiąc koleżankę za rękę i szczerząc
się zaczęła biec. Generał, który nie zauważył Jellala, znów
skradał się, ale tym razem za Księżniczką.
Przedzierając się przez gęstwiny
roślinności, wreszcie wyszedł z lasu. Orientując się, że
Księżniczkę już dawno stracił z oczu, roześmiany przeszedł
przez Królewską Bramę. Zastanawiał się, do kogo należała tamta
wioska. Z tego, co widział, było tam wiele innych wygnańców.
Czyżby zgromadzili się, aby zemścić się na Królu? Gajeel stanął
przed dylematem. Powiedzieć o wszystkim Królowi, czy pozostawić to
w tajemnicy? Doszedł do wniosku, że jeśli przeznaczona jest
Królowi wiedza o tamtym miejscu, dowie się prędzej, czy później.
Postanowił nic nie mówić Judowi, a przynajmniej tak planował.
-Ta świadomość, że o czymś
zapomniałem mnie dobija- powiedział, stukając się w głowę.
Wchodząc do baru, natychmiastowo uświadomił sobie, że jakąś
godzinę temu był umówiony na spotkanie z McGarden! Na śmierć o
nim zapominał. Wybiegł z odwiedzonego wcześniej bufetu i skierował
się do miejscowej biblioteki. Wchodząc przez drewniane drzwi,
ujrzał niebieskowłosą siedzącą na stosie książek. Najwyraźniej
była czymś zmartwiona.
-Dzień dobry, Levi!- uśmiechnięty
podszedł do dziewczyny, przysiadając się na krześle.
-Gajeel? Czekam już chyba godzinę na
ciebie- wzdychała.
-Wiem, przepraszam, ale byłem na
zwiadach. Cóż, praca- zaśmiał się. Nagle na twarzy Levi pojawił
się promienny uśmiech. Chwyciła książkę w dłoń i zaczęła
opowiadać historię w niej zawartą.
-Nastoletnia Mio wraca do swojego
rodzinnego miasta, gdzie spotyka pewnego chłopaka, Aoiego. Okazuje
się, że w tym mieście od kilku lat jest uprawiana nielegalna
magia, którą posługuje się Królowa. Władczyni, dowiadując się,
ze Mio jest jej następczynią, wpada w szał i chce ją zabić, aby
nie musieć przekazywać jej korony. Przepełniona władzą Królowa
doprowadza do kłótni pomiędzy królestwami, co doprowadziło do
zażartej walki. Podczas wojny, Mio i Aoi zakochują się w sobie i
walczą razem, przeciwko najazdowi innych wojsk. W czasie trwania
przeokropnej bijatyki, Królowa zdradza swój naród i za
oszczędzenie życia wyznaje niby prawdziwą Królową. Wykorzystuje
do tego oczywiście więzy krwi pomiędzy Mio, która nie była
niczego świadoma. Oczywiście autor książki musiał zrobić takie
zakończenie, w którym moja ulubiona postać, Mio, umiera! Nie mogło
być tak, że odkryją podstęp? Musiała zginąć?- zaczęła
desperacko szukać innych zakończeń, czy rozbawiła Gajeela.
-Jaki jest jej tytuł?- zapytał,
zaciekawiony księgą.
-,,Nocny Krzyk” , a co? Spodobała
się?- zapytała, siadając z powrotem na stosie.
-Hmm, dziwne. Chyba już gdzieś
słyszałem tą nazwę... Mniejsza. Idziemy na obiad?
-Jasne!- krzyknęła Levi, chwytając
swoją torebkę.
Zdenerwowany Gerard kręcił się w
kółko po swoim domu. Zerkając ciągle na notatniki myślał, jak
mógłby zapobiec tamtej sytuacji w lesie. Chwycił za kubek z sokiem
i siorbnął łyka. Spoglądając przez okno na uliczkę, zobaczył
przechodzącego Gajeela i Levi. Zmarszczył czoło i usiadł na
krześle.
-Ciekawe, co ten generał od siedmiu
boleści tam robił- rzekł. Nie podobało mu się to, że przez
nieuwagę jego plan rozpadł się na milion kawałeczków. Nie mógł
pozwolić na to, żeby nowi rekruci zwyczajnie powrócili do
Królestwa! Musiał więc wymyślić nowy plan. Taki, który choć
się nie uda, mógłby być kontynuowany i który mógłby zaowocować
poprzez wrócenie do miasteczka. Otworzył notatnik i zaczął czytać
informacje, które do tej pory udało mu się zebrać.
-Wiem!- krzyknął, wstając i kładąc
wykres na stole. -A gdyby tak wykorzystać do tego nowych? Naiwny
Natsu lubi bawić się z ogniem, więc może się to udać. Wystarczy
ich tylko przywrócić do Królestwa, ale o to już nie muszę się
martwić. Głupiutka Lucy już się tym zajęła. Połowę roboty
mniej- mówił wciąż do siebie. Z podłym uśmiechem na twarzy
ekscytował się każdym nowym pomysłem. Po wielu bardzo obfitych,
lub nieudanych próbach, plan był gotowy! Pełen zwrotów akcji i
haczyków. Potrzebował jeszcze parę informacji, aby wszystko
zlewało się w jedno. Wybrał się więc do miasta, aby dowiedzieć
się chociaż odrobiny o historii tego miasta, o dzieciństwie Lucy i
wiele innych. Jedynymi, którzy wszystko wiedzieli byli Starsi. Oni
jako jedyni posiadali magię w Królestwie i przetrwali ludobójstwo
podłego tyrana, jakim był kiedyś Jude Heartfilia. Jednak Gerard
wątpił, co do tego, że on się zmienił. Nadal był tym samym
łotrem, który zabił mu matkę. Był szczęśliwy, że dopełni
obietnicy złożonej jego bratu i zemści się na jego odwiecznym
wrogu. Wyszedł na prażące słońce, które lekko drażniły go w
oczy i skierował się do pałacu, w nadziei, że uzyska dostęp do
pokoju Starszych. Musiał do tego przekonać tylko Królewskiego
Magika- Makarova Drayera. Z rękoma w kieszeni, Jellal omijał ludzi
na ulicy. Nagle stanął i spojrzał przed siebie. Ujrzał tam jak
zawsze promienną szkarłatnowłosą, która bacznie obserwowała
uliczkę, którą szedł. Uśmiechnął się i zaczął powolnym
krokiem zbliżać się do Scarlet. Miał już na nią technikę,
którą prawdę mówiąc zamierzał używać przy każdym jej
spotkaniu. Ona zaś, widząc z bliska Jellala, zarumieniła się i
udawała, że jest całkowicie poważna. Tak naprawdę jej śmiertelne
zauroczenie nie dawało Erzie nawet ustać na nogach. Powoli
panikując, szukała dowolnej drogi ucieczki, ale było już za
późno. Niebieskowłosy stał już nad nią.
-Dzień dobry, Erzuniu. Jak mija
warta?- zaczął rozmowę.
-Hmm? Ah, dzień dobry- powiedziała,
próbując zasłonić się rękoma, lecz dłonie Królewskiego
Doradcy jej to uniemożliwiły. Chwycił Scarlet za jej trzęsące
się ręce i przybliżył do swej piersi.
-Erzuniu... Byłabyś tak łaskawa i w
czasie przerwy opowiedziała mi trochę o Królestwie? Jak widzisz
jestem nowy i nie za bardzo znam tą pokręconą historię-
uśmiechnął się i podstępem zwabił szkarłatnowłosą w jego
pułapkę.
-T-tak! Oczywiście!- krzyknęła, cała
czerwona. Ich znajomość dążyła na kolejny stopień, czym była
oczarowana. Z uśmiechem na twarzy poszła do wojska, myśląc wciąż
o Gerardzie. On zaś szybkim krokiem powędrował do północnych
części zamku. Ponoć tam, na samej górze, swój pokój ma magik,
Drayear. Miał ogromną nadzieję, że staruszek zdradzi mu, dlaczego
magia wyparowała z królestwa i jak zniknęły magiczne istoty z
Komnaty Mavis, która mieściła się w górach. Wbiegł po
marmurowych schodach i lekko zapukał w drzwi.
-Tak?- zapytał mały, starszy pan,
wyglądając zza drzwi.
-Jellal Fernanades, Królewski Doradca.
Przyszedłem tutaj z bardzo ważną sprawą- uśmiechnął się.
-Miły dzieciaku, wejdź. Opowiem ci
tyle, ile mogę- powiedział zachrypłym głosem, otwierając drzwi.
W środku stało wiele eliksirów, laleczek wudu, różne zioła i
wiele książek.
-Powiesz mi wszystko- szepnął Jellal,
siadając na kanapie. Chwycił w dłonie jeden z eliksirów.
-Coś mówiłeś?- zapytał starzec,
odbierając Gerardowi przedmiot.
-Nie, nic- powiedział z obojętnym
wzrokiem. Obserwował bacznie starca i składał sobie raport.
-Więc, czego chcesz się dowiedzieć?
-Jak i dlaczego znikła magia?-
zapytał, zakładając ręce na oparcie tapczanu.
-Te stare czasy... Tylko ja i Starsi
zachowaliśmy magię. Resztę magów Król wymordował, albo posyłał
ich na misje, z których nie wracali. Wtedy to było ciężko. Jude
nigdy nie posiadał magii. Nie mógł się jej nauczyć i wszystkim
zazdrościł. Niestety, ale jego brat odmówił odziedziczenie tronu,
więc to on go zdobył. Zasiadł na nim i zażądał dekret, w którym
tylko my będziemy mogli mieć magię. Dlaczego? Nie wiem- wzdychał.
Makarov najwyraźniej bardzo gorzko wspominał przeszłość. Myślał,
że jeśli Lucy będzie Królową, wraz ze swoim mężem zadecyduje,
iż magia wróci do królestwa. Przynajmniej taką miał nadzieję.
-Rozumiem... A te magiczne, fruwające
istoty? Gdzie one są?- dopytywał.
-Exceedy? Nikt tego nie wie. Zniknęły
od tak- powiedział, lekko zasmucony. Gerard westchnął, wstając i
przy okazji chwycił jedną z książek.
-Mogę pożyczyć? Jutro oddam-
powiedział, chowając rzecz do torby. Szybko wszedł i zerknął na
zegarek. Zgodnie z nim, za pół godziny Erza miała mieć przerwę,
więc postanowił się przygotować.
Lucy zgubiła ogon, po czym nagle
podziała się gdzieś Juvia. Prawdopodobnie coś ją zatrzymało,
ale teraz nie to interesowało blondynę. Chciała iść i powiedzieć
o wszystkim matce, ponieważ tylko ona mogła przekonać ojca, aby
przywrócił Graya i Natsu. Otworzyła drzwi pałacu i ujrzała Laylę
przymierzającą nowe fasony sukien.
-Mamo, nie czas na modę! Trzeba się
ostro wziąć za zarządzanie królestwa i przede wszystkim za ojca!-
krzyknęła Lucy, podchodząc do Królowej.
-Córeczko, spokojnie. Czy coś się
stało na pikniku?- zapytała blondynka, schodząc ze stołka.
-Nie byłam na żadnym pikniku.
Chciałam się dowiedzieć, czy ojciec mówi prawdę. Nie! Oni po
prostu podpalili jednego z barów, a tata wkurzył się, jakby kogoś
zabili- powiedziała.
-Słucham? Jud kłamał? Jak on mógł.
Porozmawiam z nim natychmiast.
-To mogłabyś z nim porozmawiać o
czymś jeszcze?- zaproponowała nieśmiało Heartfilia.
-Mów. O co chodzi?- ciekawa Layla
położyła ręce na barkach swojej córki i patrzyła jej w oczy.
-Rozkaż mu, aby przywrócił ich z
powrotem- rzekła stanowczo Księżniczka.
-Dobrze, Lucy. Zrobię to. Poza tym
książę Loki niedługo przyjedzie- powiedziała z uśmiechem na
twarzy i odeszła w spokoju. Po tych słowach Lucy stała wryta w
ziemię. Książę Loki? Widziała go tylko dwa razy w swoim życiu.
Oby Jude nie wydał jej za mąż z czystej głupoty. Królowa znów z
hukiem otworzyła drzwi do sali tronowej. Zdenerwowana i
zdeterminowana zaczęła krzyczeć.
-Mężu! Okłamałeś nas! Odwołaj
natychmiast swoje kłamstwa!- rozkazała.
-Layla, głowa mi pęka. Nie chcę
teraz słuchać kolejnej kłótni...- odparł Król.
-Nie obchodzi mnie to. Masz przeprosić
mnie, Lucy i tą dwójkę, którą wygnałeś. Musisz także ich
przywrócić z powrotem, zrozumiano?- zapytała z groźnym wyrazem
twarzy. Jud postanowił przeanalizować wszystko. Zrozumiał, że
znów musi kłamać, aby ujść z tego cało.
-Oczywiście, żono- powiedział
oschle, byleby Layla odeszła. Królowa zaś jak na złość usiadła
obok Króla i chwyciła papirusy z planami, które niedawno napisał
Jellal.
-Kiedy zamierzasz coś zrobić z
urodzinami Lucy?- zapytała spokojnie.
-Właśnie się za to brałem...-
odpowiedział jak najszybciej. Wraz z żoną zaczęli pracować nad
osiemnastymi urodzinami Księżniczki, które miały się odbyć za
niecało trzy tygodnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz