niedziela, 9 października 2016

Rozdział 4- Znowu w domu

    Srebrzysta zbroja Generała połyskiwała w świetle słońca. Kierował się on do tego samego lasu, gdzie niedawno wyruszyła Księżniczka i jej poddana. Dowiedział się o tym i chciał to sprawdzić. Z wzrokiem sokoła obserwował otoczenie, w którym się znajdował. Maszerował bacznie, z rękoma skrzyżowanymi na piersi.
-Gdzież one polazły?- burknął, siadając na pobliskim kamieniu. Schylił głowę i wpatrywał się w zielone trawy. Znudzony ciągłym chodzeniem w kółko, rozmyślał o Levi, którą widział przed biblioteką. Zastanawiał się, czy to jest jej jedyne zajęcie, siedzenie w bibliotece i czytanie książek. Nie twierdził, że to było złe, wręcz przeciwnie, ale całodobowe czytanie w zamkniętym pomieszczeniu mogło jej zaszkodzić. Odchylił głowę w lewo. Usłyszał głośne sapanie i odgłos kroków. Jak najszybciej schował się za krzakami, które były zaraz obok, aby nikt go nie zobaczył. Gajeel z początku myślał, że to Lucy coś się stało, ale okazało się, iż biegł tam różowowłosy wygnaniec. Na widok Natsu, generał schował się jeszcze bardziej, i rozmyślał, co on tu robi. Przypatrzył się dobrze i zauważył, że chłopak biegnie na południe lasów. W dyskrecji powędrował za nim. Ciekawiło go, dlaczego się tak śpieszył i czemu nie było z nim tego drugiego. Ścieżka, którą biegł Dragneel prowadziła do jakiejś wioski. Gajeel pierwszy raz widział kogoś, kto mieszka w Magnolijskich lasach. Nie było opcji, żeby w tak krótkim czasie wygnańcy zbudowali wioskę! Generał musiał to sprawdzić, więc ukrył się za jednym z namiotów i podsłuchiwał.
-Gray! Chodź ze mną!- rozkazał lekko zdyszany Natsu, opierając się o ramię czarnowłosej kobiety.
-Jestem w środku rozmowy, idioto- parsknął Fullbuster, uśmiechając się.
-Nie wygłupiaj się i chodź- oznajmił chłopak i powolnym krokiem kierował się do wyjścia z osady, dając znak Grayowi, aby poszedł za nim bez zbędnych pytań. Młodzieniec tak zrobił. Bez słowa szli przed siebie, przez co Gajeel myślał, że wiedzą, iż on ich śledzi. Poczekał chwile, aby dystans wynosił nie mniej niż pięć metrów i po krzakach śledził ich. Po pewnym czasie zaczął słyszeć szum wodospadu, co dało mu do myślenia. Z tego, co mówiła Królowa Layla wynikało, ze dziewczyny poszły na piknik, a gdzie jest najlepsze miejsce na piknik? Oczywiście, że wśród zielonych traw i przy pięknym, niebieskim wodospadzie! Zestresowany przygotowywał się do ataku, lecz zauważył, że Księżniczka nie była zaniepokojona obecnością chłopaków. Wręcz przeciwnie. Przywitała się, uśmiechnęła i zwyczajnie z nimi rozmawiała. Redfox schował się za drzewami i po raz kolejny nasłuchiwał.
-Miło mi cię poznać, Gray- oznajmiła blondynka. -Nie chcecie wrócić do pałacu? Może nawet sam Generał Gajeel przyjąłby was do wojska?- zachęcała Lucy, ciekawa odpowiedzi.
-Byłoby miło, ale co na to Król?- zaczął Gray, zaniepokojony całą sytuacją, a do tego wzrok nowo poznanej dziewczyny wzbudzał w nim niepokój.
-W sumie to nie wiem, ale za to moja mama powinna go przekonać- uśmiechnęła się. Zawstydzona Juvia wciąż obserwowała skrępowanego Graya. Jej zauroczenie zamazywało obraz świata i nie widziała nikogo, prócz niego. Księżniczka uśmiechnęła się nerwowo. Kiedy zauważyła, że Natsu ją obserwuje, odwróciła się i wpatrywała w wodospad.
-Juvia, chyba już czas na nas- powiedziała, spoglądając na dziewczynę zza ramienia.
-Już idziemy?- zasmuciła się niebieskowłosa, po czym ruszyły przed siebie.
-Czekajcie!- krzyknął różowowłosy, widząc kogoś pomiędzy krzakami. Przypatrzył się i ujrzał nikogo innego, jak Gerarda siedzącego na krześle. Zakapturzony przyłożył palec wskazujący do ust.
-Coś nie tak?- zapytała skrępowana Lucy, zastanawiając się, dlaczego chłopak ich zatrzymał.
-Yyy... Wrócicie jeszcze?- zapytał, grając na zwłokę. Jellal, orientując się, że stoi na drodze, którą Lucy i jej przyjaciółka chcą przejść, dyskretnie poszedł do wioski.
-Tego nie możemy przewidzieć. Do zobaczenia- rzekła Juvia, łapiąc koleżankę za rękę i szczerząc się zaczęła biec. Generał, który nie zauważył Jellala, znów skradał się, ale tym razem za Księżniczką.
Przedzierając się przez gęstwiny roślinności, wreszcie wyszedł z lasu. Orientując się, że Księżniczkę już dawno stracił z oczu, roześmiany przeszedł przez Królewską Bramę. Zastanawiał się, do kogo należała tamta wioska. Z tego, co widział, było tam wiele innych wygnańców. Czyżby zgromadzili się, aby zemścić się na Królu? Gajeel stanął przed dylematem. Powiedzieć o wszystkim Królowi, czy pozostawić to w tajemnicy? Doszedł do wniosku, że jeśli przeznaczona jest Królowi wiedza o tamtym miejscu, dowie się prędzej, czy później. Postanowił nic nie mówić Judowi, a przynajmniej tak planował.
-Ta świadomość, że o czymś zapomniałem mnie dobija- powiedział, stukając się w głowę. Wchodząc do baru, natychmiastowo uświadomił sobie, że jakąś godzinę temu był umówiony na spotkanie z McGarden! Na śmierć o nim zapominał. Wybiegł z odwiedzonego wcześniej bufetu i skierował się do miejscowej biblioteki. Wchodząc przez drewniane drzwi, ujrzał niebieskowłosą siedzącą na stosie książek. Najwyraźniej była czymś zmartwiona.
-Dzień dobry, Levi!- uśmiechnięty podszedł do dziewczyny, przysiadając się na krześle.
-Gajeel? Czekam już chyba godzinę na ciebie- wzdychała.
-Wiem, przepraszam, ale byłem na zwiadach. Cóż, praca- zaśmiał się. Nagle na twarzy Levi pojawił się promienny uśmiech. Chwyciła książkę w dłoń i zaczęła opowiadać historię w niej zawartą.
-Nastoletnia Mio wraca do swojego rodzinnego miasta, gdzie spotyka pewnego chłopaka, Aoiego. Okazuje się, że w tym mieście od kilku lat jest uprawiana nielegalna magia, którą posługuje się Królowa. Władczyni, dowiadując się, ze Mio jest jej następczynią, wpada w szał i chce ją zabić, aby nie musieć przekazywać jej korony. Przepełniona władzą Królowa doprowadza do kłótni pomiędzy królestwami, co doprowadziło do zażartej walki. Podczas wojny, Mio i Aoi zakochują się w sobie i walczą razem, przeciwko najazdowi innych wojsk. W czasie trwania przeokropnej bijatyki, Królowa zdradza swój naród i za oszczędzenie życia wyznaje niby prawdziwą Królową. Wykorzystuje do tego oczywiście więzy krwi pomiędzy Mio, która nie była niczego świadoma. Oczywiście autor książki musiał zrobić takie zakończenie, w którym moja ulubiona postać, Mio, umiera! Nie mogło być tak, że odkryją podstęp? Musiała zginąć?- zaczęła desperacko szukać innych zakończeń, czy rozbawiła Gajeela.
-Jaki jest jej tytuł?- zapytał, zaciekawiony księgą.
-,,Nocny Krzyk” , a co? Spodobała się?- zapytała, siadając z powrotem na stosie.
-Hmm, dziwne. Chyba już gdzieś słyszałem tą nazwę... Mniejsza. Idziemy na obiad?
-Jasne!- krzyknęła Levi, chwytając swoją torebkę.

Zdenerwowany Gerard kręcił się w kółko po swoim domu. Zerkając ciągle na notatniki myślał, jak mógłby zapobiec tamtej sytuacji w lesie. Chwycił za kubek z sokiem i siorbnął łyka. Spoglądając przez okno na uliczkę, zobaczył przechodzącego Gajeela i Levi. Zmarszczył czoło i usiadł na krześle.
-Ciekawe, co ten generał od siedmiu boleści tam robił- rzekł. Nie podobało mu się to, że przez nieuwagę jego plan rozpadł się na milion kawałeczków. Nie mógł pozwolić na to, żeby nowi rekruci zwyczajnie powrócili do Królestwa! Musiał więc wymyślić nowy plan. Taki, który choć się nie uda, mógłby być kontynuowany i który mógłby zaowocować poprzez wrócenie do miasteczka. Otworzył notatnik i zaczął czytać informacje, które do tej pory udało mu się zebrać.
-Wiem!- krzyknął, wstając i kładąc wykres na stole. -A gdyby tak wykorzystać do tego nowych? Naiwny Natsu lubi bawić się z ogniem, więc może się to udać. Wystarczy ich tylko przywrócić do Królestwa, ale o to już nie muszę się martwić. Głupiutka Lucy już się tym zajęła. Połowę roboty mniej- mówił wciąż do siebie. Z podłym uśmiechem na twarzy ekscytował się każdym nowym pomysłem. Po wielu bardzo obfitych, lub nieudanych próbach, plan był gotowy! Pełen zwrotów akcji i haczyków. Potrzebował jeszcze parę informacji, aby wszystko zlewało się w jedno. Wybrał się więc do miasta, aby dowiedzieć się chociaż odrobiny o historii tego miasta, o dzieciństwie Lucy i wiele innych. Jedynymi, którzy wszystko wiedzieli byli Starsi. Oni jako jedyni posiadali magię w Królestwie i przetrwali ludobójstwo podłego tyrana, jakim był kiedyś Jude Heartfilia. Jednak Gerard wątpił, co do tego, że on się zmienił. Nadal był tym samym łotrem, który zabił mu matkę. Był szczęśliwy, że dopełni obietnicy złożonej jego bratu i zemści się na jego odwiecznym wrogu. Wyszedł na prażące słońce, które lekko drażniły go w oczy i skierował się do pałacu, w nadziei, że uzyska dostęp do pokoju Starszych. Musiał do tego przekonać tylko Królewskiego Magika- Makarova Drayera. Z rękoma w kieszeni, Jellal omijał ludzi na ulicy. Nagle stanął i spojrzał przed siebie. Ujrzał tam jak zawsze promienną szkarłatnowłosą, która bacznie obserwowała uliczkę, którą szedł. Uśmiechnął się i zaczął powolnym krokiem zbliżać się do Scarlet. Miał już na nią technikę, którą prawdę mówiąc zamierzał używać przy każdym jej spotkaniu. Ona zaś, widząc z bliska Jellala, zarumieniła się i udawała, że jest całkowicie poważna. Tak naprawdę jej śmiertelne zauroczenie nie dawało Erzie nawet ustać na nogach. Powoli panikując, szukała dowolnej drogi ucieczki, ale było już za późno. Niebieskowłosy stał już nad nią.
-Dzień dobry, Erzuniu. Jak mija warta?- zaczął rozmowę.
-Hmm? Ah, dzień dobry- powiedziała, próbując zasłonić się rękoma, lecz dłonie Królewskiego Doradcy jej to uniemożliwiły. Chwycił Scarlet za jej trzęsące się ręce i przybliżył do swej piersi.
-Erzuniu... Byłabyś tak łaskawa i w czasie przerwy opowiedziała mi trochę o Królestwie? Jak widzisz jestem nowy i nie za bardzo znam tą pokręconą historię- uśmiechnął się i podstępem zwabił szkarłatnowłosą w jego pułapkę.
-T-tak! Oczywiście!- krzyknęła, cała czerwona. Ich znajomość dążyła na kolejny stopień, czym była oczarowana. Z uśmiechem na twarzy poszła do wojska, myśląc wciąż o Gerardzie. On zaś szybkim krokiem powędrował do północnych części zamku. Ponoć tam, na samej górze, swój pokój ma magik, Drayear. Miał ogromną nadzieję, że staruszek zdradzi mu, dlaczego magia wyparowała z królestwa i jak zniknęły magiczne istoty z Komnaty Mavis, która mieściła się w górach. Wbiegł po marmurowych schodach i lekko zapukał w drzwi.
-Tak?- zapytał mały, starszy pan, wyglądając zza drzwi.
-Jellal Fernanades, Królewski Doradca. Przyszedłem tutaj z bardzo ważną sprawą- uśmiechnął się.
-Miły dzieciaku, wejdź. Opowiem ci tyle, ile mogę- powiedział zachrypłym głosem, otwierając drzwi. W środku stało wiele eliksirów, laleczek wudu, różne zioła i wiele książek.
-Powiesz mi wszystko- szepnął Jellal, siadając na kanapie. Chwycił w dłonie jeden z eliksirów.
-Coś mówiłeś?- zapytał starzec, odbierając Gerardowi przedmiot.
-Nie, nic- powiedział z obojętnym wzrokiem. Obserwował bacznie starca i składał sobie raport.
-Więc, czego chcesz się dowiedzieć?
-Jak i dlaczego znikła magia?- zapytał, zakładając ręce na oparcie tapczanu.
-Te stare czasy... Tylko ja i Starsi zachowaliśmy magię. Resztę magów Król wymordował, albo posyłał ich na misje, z których nie wracali. Wtedy to było ciężko. Jude nigdy nie posiadał magii. Nie mógł się jej nauczyć i wszystkim zazdrościł. Niestety, ale jego brat odmówił odziedziczenie tronu, więc to on go zdobył. Zasiadł na nim i zażądał dekret, w którym tylko my będziemy mogli mieć magię. Dlaczego? Nie wiem- wzdychał. Makarov najwyraźniej bardzo gorzko wspominał przeszłość. Myślał, że jeśli Lucy będzie Królową, wraz ze swoim mężem zadecyduje, iż magia wróci do królestwa. Przynajmniej taką miał nadzieję.
-Rozumiem... A te magiczne, fruwające istoty? Gdzie one są?- dopytywał.
-Exceedy? Nikt tego nie wie. Zniknęły od tak- powiedział, lekko zasmucony. Gerard westchnął, wstając i przy okazji chwycił jedną z książek.
-Mogę pożyczyć? Jutro oddam- powiedział, chowając rzecz do torby. Szybko wszedł i zerknął na zegarek. Zgodnie z nim, za pół godziny Erza miała mieć przerwę, więc postanowił się przygotować.

Lucy zgubiła ogon, po czym nagle podziała się gdzieś Juvia. Prawdopodobnie coś ją zatrzymało, ale teraz nie to interesowało blondynę. Chciała iść i powiedzieć o wszystkim matce, ponieważ tylko ona mogła przekonać ojca, aby przywrócił Graya i Natsu. Otworzyła drzwi pałacu i ujrzała Laylę przymierzającą nowe fasony sukien.
-Mamo, nie czas na modę! Trzeba się ostro wziąć za zarządzanie królestwa i przede wszystkim za ojca!- krzyknęła Lucy, podchodząc do Królowej.
-Córeczko, spokojnie. Czy coś się stało na pikniku?- zapytała blondynka, schodząc ze stołka.
-Nie byłam na żadnym pikniku. Chciałam się dowiedzieć, czy ojciec mówi prawdę. Nie! Oni po prostu podpalili jednego z barów, a tata wkurzył się, jakby kogoś zabili- powiedziała.
-Słucham? Jud kłamał? Jak on mógł. Porozmawiam z nim natychmiast.
-To mogłabyś z nim porozmawiać o czymś jeszcze?- zaproponowała nieśmiało Heartfilia.
-Mów. O co chodzi?- ciekawa Layla położyła ręce na barkach swojej córki i patrzyła jej w oczy.
-Rozkaż mu, aby przywrócił ich z powrotem- rzekła stanowczo Księżniczka.
-Dobrze, Lucy. Zrobię to. Poza tym książę Loki niedługo przyjedzie- powiedziała z uśmiechem na twarzy i odeszła w spokoju. Po tych słowach Lucy stała wryta w ziemię. Książę Loki? Widziała go tylko dwa razy w swoim życiu. Oby Jude nie wydał jej za mąż z czystej głupoty. Królowa znów z hukiem otworzyła drzwi do sali tronowej. Zdenerwowana i zdeterminowana zaczęła krzyczeć.
-Mężu! Okłamałeś nas! Odwołaj natychmiast swoje kłamstwa!- rozkazała.
-Layla, głowa mi pęka. Nie chcę teraz słuchać kolejnej kłótni...- odparł Król.
-Nie obchodzi mnie to. Masz przeprosić mnie, Lucy i tą dwójkę, którą wygnałeś. Musisz także ich przywrócić z powrotem, zrozumiano?- zapytała z groźnym wyrazem twarzy. Jud postanowił przeanalizować wszystko. Zrozumiał, że znów musi kłamać, aby ujść z tego cało.
-Oczywiście, żono- powiedział oschle, byleby Layla odeszła. Królowa zaś jak na złość usiadła obok Króla i chwyciła papirusy z planami, które niedawno napisał Jellal.
-Kiedy zamierzasz coś zrobić z urodzinami Lucy?- zapytała spokojnie.

-Właśnie się za to brałem...- odpowiedział jak najszybciej. Wraz z żoną zaczęli pracować nad osiemnastymi urodzinami Księżniczki, które miały się odbyć za niecało trzy tygodnie.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz