Błękitna suknia Księżniczki
lśniła, gdy przechodziła kolejno przed oknami, patrząc
jednocześnie przed siebie i na Generała Gajeela, który
najwyraźniej czegoś od niej chciał. Zatrzymała się, a
rozkojarzona Juvia wraz z nią. Nie wiedziała w sumie, czego Lucy
szuka, bo ciągle myślała o przystojnymi czarnowłosym chłopaku,
który został pojmany przez Erzę. Nie obchodziło ją, dlaczego był
zakuty. Chciała go tylko znów zobaczyć, a jeśli by się tak
stało, to byłby to najlepszy moment w jej życiu. Niebieksowłosa
otworzyła oczy i ujrzała przed sobą czarnowłosego Generała,
który wyglądał na trochę poddenerwowanego.
-Księżniczko!- ukłonił się przed
blondynkom- W zamku jest przeciek!
-Przeciek? Sugerujesz, że mamy
kreta?!- oburzyła się. Juvia natychmiastowo się przeraziła.
Przecież kret oznacza, że ktoś papla wszystko na prawo i lewo! A
co, jak ktoś się dowie o jej miłości? To byłoby straszne i
zniszczyłoby jej życie!
-Niestety tak, Księżniczko Lucy...
Wczoraj, przechodząc obok pewnego baru, usłyszałem, że jeden z
młodych panów mówił, iż miłosierny Król pojmał i wygnał
dwojga młodzieńców- powiedział.
Ta informacja zszokowała Heartfilię
tak, że miała ochotę zabić swojego ojca. Robił coś wbrew
przepisom i wiedzy swojej żony i córki? To było nie do pojęcia.
Zdenerwowana i zdeterminowana zostawiła Lockser i Redfox'a z tyłu,
a sama ruszyła do swojego pokoju. Według informacji Mirajane-
pokojówki Lyali, wynikało, że Królowa jest w pokoju Lucy. Wpadła
tam i usiadła zdenerwowana na swoim dużym łóżku.
-Co się stało, córeczko?- uśmiech
samej Królowej rozjaśnił otoczenie Lucy, która automatycznie
także się uśmiechnęła. Wzdychając opowiedziała to, co
usłyszała.
-Mamo, czy tato mówił ci coś o tym,
że wygna jakichś chłopaków? Czy mówił ci w ogóle, że kogoś
pojmał?- zaczęła dopytywać. Tak naprawdę i ona i Layla były
nieświadome niebezpieczeństwa, jakie się czai za rogiem, z
powodu błędów Króla.
-Kochanie. Dobrze wiesz, że Jude nigdy
nie posunąłby się do takich okropnych rzeczy. Prawda, wspomniał
mi, że wyrzucił tych dwóch chłopaków. Nazywali się Natsu i
Gray, a wiesz dlaczego tak postąpił? Dlaczego ich wygnał w odmęty
Magnolijskich lasów?- spytała z lekkim zniesmaczeniem.
-N-nie wiem... ale myślę, że nawet
za najgorsze zło nie musiał dawać takiej kary. Przecież każdy
uczy się na błędach! Sama mi tak mówiłaś. Poza tym... eh,
nieważne- zasmuciła się. W głębi duszy, gdy jej wzrok spotkał
się z różowowłosym skazańcem, wiedziała, że nie mógłby
zrobić nic strasznego. Przynajmniej tak twierdziła, ale czyt to
było prawdą?
-Jude powiedział, że ta dwójka
chciała cię zabić. Tak, to prawda,co powiedziałaś, ale każdy
człowiek ma w sobie choć odrobinkę zła. Przyznaje, popełnia się
błędy, ale nie za cenę życia. Nie mogłabyś umrzeć, Lucy.
Jesteś zbyt ważna dla nas i Królestwa!- wyciągnęła ręce, po
czym złapała blondynkę i zaczęła tańczyć po całym pokoju,
wyśpiewując ulubioną melodię. Lucy nie mogła uwierzyć, że oni
chcieli ją zabić. Mieli zbyt łagodne oczy. Za duży strach na
twarzy, ja na łajdaków. Poza tym, Natsu nie mógłby jej zranić,
po tym, co przeżyli razem. Tak, to Lucy była tajemniczą blondynką,
która zjawiała się z Królewskim Czarnoksiężnikiem- Makarovem, a
wieczorami znikała w odmętach ciemności. To za nią Cana i Natsu w
dzieciństwie tak bardzo tęsknili. Znikła już na stałe, kiedy jej
ojciec zrozumiał, jakie niebezpieczeństwo może czyhać na jego
córkę. Zamknął ją w zamku, nie mogła wychodzić na zewnątrz.
Oczywiście Królowa nie zgadzała się na takie postępowanie, ale
sama nie chciała stracić Lucy, więc dała spokój. Dokładnie
jedenaście lat nie widziała swoich przyjaciół z dzieciństwa.
Martwiła się o nich, wieczorami modliła o ich bezpieczeństwo, a
czasem płakała za nimi i wolnością. Za zapachem rosy, za śmiechem
dzieci i codziennymi lekcjami magii z najbliższym jej wtedy
Makarovem.
W Magnolijskich lasach skowronki
ćwierkotały, ciepły wiatr w rytmie obijał się od zielonych
liści, a w oddali było słychać szum pięknego wodospadu.
Błyszczące słonce odbijało się od czarnych oczu dwojga
chłopaków, którzy leniwie patrzyli w płynące po niebie chmury.
Nie odzywali się do siebie ani słowem, bo nie potrzebowali ich, aby
zrozumieć, że są głodni. Co chwilę słychać było burczenie w
ich brzuchach. W końcu różowowłosy nie wytrzymał i szybko zerwał
się na nogi, rozglądając się za jakimiś jagodami. Głęboko
westchnął i zaczął szperać w krzakach. Zrezygnowany brakiem
jakiegokolwiek pożywienia, usiadł i znów podparł się o pień.
-Może ruszyłbyś tyłek i poszukał
trochę dalej żarcia?- zaproponował Gray, który czuł okropny ból
w żołądku. Ze skwaszoną miną oddychał głęboko.
-Myślisz, że pójdę sam? Chyba...-
urwał, gdy zobaczył jeszcze kogoś.
-Co jest?- rozkojarzony Fullbuster
wstał i próbował cokolwiek wypatrzeć. Nie trwało to długo,
ponieważ już w pierwszych sekundach po wstaniu ujrzał
zakapturzonego mężczyznę, który z każdą chwilą był coraz
bliżej nich. Cofnął się trochę i w panice zaczął przygotowywać
się do ucieczki.
-Nie bójcie się mnie...- zaśmiała
się owa postać, stojąc już u boku Natsu, który z założonymi
rękoma udawał, że nic go to nie ruszyło. -Chcę wam tylko pomóc-
uśmiechnął się. Zakapturzony nie chciał robić żadnych
pochopnych ruchów, więc na początek zdjął kaptur. Spod niego
wyłoniły się brązowe i głębokie oczy, a także niebieska
czupryna, spadająca na czoło. Także wyróżniającą go rzeczą
był jego ,,wrodzony” znak na prawym poliku. Z tajemniczym
uśmiechem zaproponował chłopakom współpracę z Powstańcami.
-Chwila! To ty nas wygnałeś!-
krzyknął różowowłosy, wskazując wprost na Gerarda.
-Zgadza się. Jestem Jellal, Doradca
Króla, który zaproponował wygnanie was, a teraz przychodzę z
prośbą o dołączenie do mojej armii, która walczy przeciwko
tyranii Króla-wyznał.
-Tyranii Króla? Chyba sobie żarty
stroisz, koleś. Niby co takiego Jude Heartfilia zrobił, że aż tak
go nienawidzicie i chcecie obalić z tonu?!- krzyknął oburzony
Gray. Niebieskowłosy westchnął i włożył ręce do kieszeni.
Zamknął oczy i zaczął tłumaczyć.
-Jeśli myślicie, że wy jesteście
jedynymi, którzy zostali wygnani przez Juda, to się mylicie.
Wygnańców są dziesiątki, może nawet setki! Co gorsza, kiedyś,
kiedy Księżniczka była młoda, a Królowa zajmowała się tylko
nią, Król bawił się życiem ludzkim. Za małe przewinienie
wtrącał do lochów, wyprowadzał z Królestwa i dopiero wtedy
zabijał, lub robił to samo, co z wami! Zdajecie sobie sprawę, jak
ci ludzie byli przerażeni? Bali się swojego cienia! Ja, wraz z moim
bratem, ich przygarnąłem i zasiedliliśmy się w tych lasach, bo
dobrze wiemy, że nikt tutaj nie przychodzi. Codziennie mamy treningi
i uczymy się Czarnej, Mrocznej, Zakazanej Magii- to to samo. Ale,
jeśli mi nie wierzycie, możecie iść do tych biednych ludzi i
zapytać się ich. Proszę bardzo, droga wolna.
Po tych słowach Natsu i Gray
zrozumieli powagę sytuacji i poszli wraz z Doradcą Króla do
wioski, aby przyłączyć się do Powstańców i uczyć się magii
przeciwko Królowi. Gdy już dotarli, ujrzeli Midnighta, Stinga,
Yukino, Ulthear i Melody, którzy już prawie obudzili w sobie moc.
Sting jednak uczył się jednej z starożytnych i niebezpiecznych
magii Smoczego Zabójcy Światła. Tylko jeden człowiek mógł się
nią posługiwać, ponieważ każdego nieodpowiedniego maga ona
zabijała. Tak samo Jellal poszukiwał jeszcze sześciu magów tej
dziedziny. Pradawnego i najsilniejszego maga, któremu została
przeznaczona magia Smoczego Zabójcy Ognia. Majestatycznego i
uzdrowicielskiego maga, który został wskazany na Smoczego Zabójcę
Wiatru. Pewnego siebie i zuchwałego czarodzieja, którego nie
zabiłaby magia Smoczego Zabójcy Metalu. Mrocznego i przeraźliwego
wybrańca, który miał mieć magię Smoczego Zabójcy Ciemności, a
także były jeszcze dwa, nieodkryte rodzaje magii Smoczych. Podobno
oni nie mieli swoich Smoków, ale byli zapisani w księdze.
Mianowicie Smoczy Zabójca Piorunów, czy też Smoczy Zabójca
Trucizny.
-Sting, myślisz, że to ty jesteś
wybrańcem?- zapytał Gerard, podchodząc bliżej.
-Nie mam pojęcia! Najlepiej mi się to
czyta i mówi, więc sobie to wybrałem- zaśmiał się.
-Masz pojęcie, że to może cię
zabić?!- Gerarda zszokowało to, co powiedział, więc zabrał mu
księgę i podał Natsu. Blondyn zaś wyrwał różowowłosemu swoją
własność.
-Dobrze. Ucz się tego, jeśli chcesz,
ale nie miej do mnie pretensji, jeśli zginiesz- uśmiechnął się i
odszedł, zakładając ponownie kaptur. Natsu obrócił się i
zdezorientowany zaczął szukać wzrokiem Graya, który gdzieś
zniknął.
-Nowy tutaj?- zapytała Yukino, podając
mu rękę.
-Taa... Gray, idioto, gdzie jesteś?!-
zignorował białowłosą, po czym zaczął szukać przyjaciela.
Przeszukał wszystkie namioty, były puste. Pytał się każdego,
nikt nic nie wiedział. Czując głód, skierował się do miejsca, w
którym pewien mężczyzna rozpalał ognisko. Podszedł i usiadł na
jednej z ławek. Wzdychając i martwiąc się o kolegę, myślał o
wszystkim, co się zdarzyło po przypadkowym podpaleniu baru. Jak
zostali pojmani, jak spotkał Księżniczkę, jak został jednym z
Powstańców. To był dopiero początek, a on już miał dość.
-Zmęczony?-z przyjemnym uśmiechem
rozpalający odłożył zapałki i przysiadł się.
-Tak, a jakby tego było mało,
zgubiłem przyjaciela- z ręką podpierającą brodę wzdychał
powoli.
-Zgubiłeś? Ale jak można zgubić
człowieka?- dopytywał.
-No normalnie! Jest, a potem go nie
ma... Poza tym, jak masz na imię?- zapytał zgorączkowany.
-Jestem Cobra, gotuje tutaj, a ty?-
uśmiechnął się szerzej i dodał rozpałki do ogniska.
-Nat... Kucharz?! Błagam, daj mi coś
do jedzenia!- poprosił różowowłosy, wstając z ławki.
-Chodź za mną, Nat- zaśmiał się i
zaprowadził Dragneela do swojego namiotu. Ku zdziwieniu, Natsu tylko
tam nie szukał, a okazało się, że Fullbuster siedział tam i
spożywał zupę. Różowowłosy natychmiast odbiegł do
czarnowłosego i żądał wyjaśnień. Gray za to milczał jak grób
i tylko uśmiechał się tajemniczo. Natsu przewrócił oczami, zjadł
to samo, co kolega i skierował się do lasu.
W tym samym czasie Erza zastanawiała
się, czy powinna powiedzieć Gajeelowi o niedawnym zajściu z
niebieskowłosym chłopakiem. Wiedziała, że zrobi źle, jeśli tego
nie powie, ale co wtedy stałoby się z Doradcą? Nie chciała go
skrzywdzić, więc nie zamierzała wyjawić całej prawdy. Ubierając
zbroję myślała o tym wszystkim, a następnie skierowała się na
trening, gdzie powinien być Dowódca. Gdy wyłoniła się zza
kolumn, ujrzała po raz kolejny Zakapturzonego, który wkłada do
skrzyni swój płaszcz. Podeszłą do niego w nadziei, że wytłumaczy
jej to wszystko.
-To ty wczoraj wymknąłeś mi się z
zamku?- zapytała łagodnie, acz stanowczo. Znów jej serca zadrżało,
kiedy ujrzała głębokie oczy niebieskowłosego, który ukłonił
się i chwycił jej dłoń.
-Przepraszam, nie przedstawiłem się.
Jestem Jellal Fernanades- ucałował jej rękę, po czym wstał.
Szkarłatnowłosa zarumieniła się,ale zaraz postawiła się do
pionu.
-Erza Scarlet, Zastępca Dowódcy I
Armii Królewskiej! Wytłumacz się, Fernanades- rozkazała.
-Dobrze, Erzuniu... Mogę tak do ciebie
mówić? I tak będę. Wczoraj musiałem wyrzucić pewną księgę.
Król mi kazał, możesz się zapytać go, Erzuniu- zaśmiał się.
-Okej! Idź już! Tylko więcej tak do
mnie nie mów!- zdenerwowana odeszła do Armii, gdzie Gajeel
rozmawiał ze swoim wiernym żołnierzem- Rogue. Odwróciła się i
ujrzała uśmiechniętego Gerarda, który dyskretnie posłał jej
buziaka. Zarumieniła się i szybkim krokiem podeszła do swojego
kolegi.
-Melduję się- szepnęła, ukrywając
swoje czerwone poliki.
-Rozumiem. Masz raport?- zapytał,
widząc rozkojarzenie szkarłatnowłosej.
-Nie, ale... mam pewną bardzo ważną
wiadomość!- otrząsnęła się i zachowywała się już normalnie.
Gajeel usiadł na krześle, które zawsze stało na jego stanowisku,
i zaczął słuchać.-Wczoraj, kiedy pilnowałam wyjścia, przez
przypadek ktoś chyba przemknął do lasu- powiedziała brązowooka.
-Dlaczego nie powiedziałaś mi tego
wcześniej?- zapytał, zdeterminowany do rozwiązania zagadki. Nie
wiedział jednak, że Erza już wiedziała, dlaczego Jellal wtedy
poszedł do lasów.
-Jakoś nie miałam do tego głowy,
poza tym miałam wiele innych rzeczy do zrobienia- usprawiedliwiła
się. Gajeel uśmiechnął się nerwowo i wstał. Jak najszybciej
chciał spotkać się z Królem, aby poinformować go o wszystkim.
Królowa z uniesioną głową
kierowała się do swojego męża. Po rozmowie z córką, to, co
mówił Jud wydawało się jedną wielką i absurdalną fikcją.
Przecież, gdyby to, że chcieli uśmiercić Lucy, byłoby prawdą,
to jaki mieliby powód? Po co chcieliby ją zabić? Layla chciała
dowiedzieć się prawdy. Z hukiem otworzyła drzwi do sali tronowej.
Jude siedział zaskoczony, a Królowa podeszła bliżej i
zdenerwowana patrzyła na męża spod byka.
-Jud! Powiedz mi prawdę!- krzyknęła.
W zwyczaju nie miała unoszenia głosu, ale jeśli chodziło o
reputację Królestwa to zrobiłaby dla niej wszystko.
-O co chodzi, żono? Dlaczego na mnie
krzyczysz?- pytał.
-Nie udawaj, że nie wiesz. Powiedz,
dlaczego ich wygnałeś? Tylko szczerze- rozkazała.
-Mówiłem ci już. Chcieli za...
-Nie kłam!- wtrąciła się. -Nie
mieliby żadnego powodu, dla którego by tak postąpili. Mężu,
proszę, powiedz- uśmiechnęła się, w nadziei, że do Juda w końcu
dotrze, że nie powinien tak traktować jej, Królestwa i ich córki.
Powinien jednak żyć, mówiąc prawdę wszystkim. Wliczając w to
rodzinę.
-Layla! Nie kłamię. Chcieli zabić
naszą córkę, więc ich wygnałem! Możesz odejść, mam ważne
sprawy do omówienia- skłamał, gdyż myślał, że nic się nie
wyda. Niestety, jak na złość losu, rodzina dowie się o
wszystkim. Blondynka wyszła bez słowa, w przekonaniu, że to
prawda, choć sama w to nie wierzyła. W ciszy skierowała się do
jej pokoju, gdzie czekała już na nią Mirajane. Przed drzwiami
spotkała Juvię i Lucy, które najwyraźniej coś od niej chciały.
-Mamo, jakby co, idziemy zrobić sobie
piknik. Może chcesz iść z nami?- zapytała Lucy.
-Przepraszam, ale potrzebuje teraz
kąpieli, Lucy. Idźcie same- uśmiechnęła się a dziewczyny
odwzajemniły gest. Szczęśliwe zaczęły biec w stronę wyjścia z
zamku, aby odetchnąć powietrzem.
-Juvia! Chodźmy do lasu!-
zaproponowała blondynka, zatrzymując się.
-Jest Księżniczka pewna? Przecież
ostatnio ktoś chciał panienkę zabić- podsumowała.
-Nie przejmuj się tym, Juviś. Nikt
tak naprawdę nie zamierzał mnie zabijać- rzekła, mocniej
zaciskając rękę, w której trzymała koszyk z jedzeniem. Obydwie
ruszyły przed siebie, w nadziei, że nic się nie stanie, kiedy na
chwilę uciekną od rzeczywistości. Biegły przed siebie, mijając
kolejnych ludzi na ulicy, a kiedy już znalazły się poza
Królestwem, widziały pustkę. Żadnego człowieka, żadnego
zwierzęcia. Może w lesie były jakieś stada, ale szczerze w to
wątpiły. Szły spokojnie i w ciszy. Błękitne niebo przysłaniały
burzowe chmury, a z południa zrywał się powoli silny wiatr.
Dziewczyny za wszelką cenę chciały zrobić piknik, lecz wiedziały,
że to głupota. Oczywiście było to przykrywką, ponieważ chciały
się dowiedzieć, czy to, co mówili w barze było prawdą. Chciały
się dowiedzieć, czy to, co mówił ojciec Lucy było prawdą.
Naprawdę chcieli ją zabić? Absurdalne.
-Myślisz, że zbiera się na burze?-
zapytała blondyna, patrząc na ciemne chmury.
-Nie jestem tego pewna, ale może
powinnyśmy wrócić?- zaproponowała Juvia, uśmiechając się.
-Może powinnyśmy, ale chcę się
dowiedzieć...- zasmuciła się. Lockser chwyciła za jej łokieć i
pociągnęła ją w głąb lasu.
-Kiedy byłam tutaj pierwszy raz,
doszłam do bardzo pięknego wodospadu!- krzyknęła. Zaczęły biec
i po paru minutach były już przed pięknym, błękitnym wodospadem,
którego woda obijała się od skał, obrośniętych zieloną
roślinnością. Heartfilia jeszcze nigdy nie była w tak pięknym
miejscu. Uklękła i zaczęła bawić się w wodzie, puszczając tam
liście, które opadły na ziemię. Dziewczyny śmiały się i
wygłupiały, przyciągając uwagę chłopaka, który także miał
zamiar iść w tamto miejsce. Ukrył się w krzakach i podsłuchiwał
rozmowę Księżniczki i Juvii. Różowowłosy obrócił się i po
raz kolejny ujrzał Królewską piękność, którą kojarzył. Miał
głęboką świadomość, że już ją widział, rozmawiał z nią.
-Nie... to niemożliwe! Czy ona może
być..?- nagle w jego głowie pojawiło się pełno pytań, a on sam
nie mógł wstać. Przerażająca prawda przeszyła go na wylot i
uświadomił sobie, że zakochał się w Księżniczce. -Jeśli to
prawda, że ona jest tą dziewczynką to czy ja się w niej kocham?-
zaśmiał się. To było takie absurdalne, ale mogło być prawdą.
Serce Natsu gwałtownie przyśpieszyło, tętno było nie do
opanowania. Myślał, że uda mu się niezauważonym przejść i
wrócić do wioski, lecz zahaczył o wystającą gałąź i
przewrócił się.
-Co to było? Kto tam jest?-
Niebieskowłosa szybko zareagowała i podbiegła do krzaków.
Ukucnęła i obserwowała czarnookiego. -Księżniczko! Czy to nie
ten chłopak, którego wygnali?
-Jak masz na imię?- dopytywała
blondynka, także klękając blisko nieznajomego.
-J-jestem Natsu... Natsu Dragneel-
powiedział, podnosząc się. Złapał się za głowę i z
przymrużonymi oczami patrzył na dziewczyny.
-Więc to ty! Chciałeś mnie zabić?-
palnęła, gwałtownie upadając na kolana. Podniosła głowę, a jej
jasne włosy muskały ją od powiewu wiatru. Wpatrując się w czarne
oczy chłopaka, myślała, czy nadal ją pamięta. Natsu także
zadawał sobie to pytanie. Kiedy zrozumiał, jak blisko niego jest
Królewna, zarumienił się i odsunął.
-Nie chciałem cię zabić- rzekł,
krzyżując ręce. Lucy zaś szybko wstała i ucieszyła się.
-Tak! Mamy dowód, Juviś!- krzyczała,
skacząc w kółko. Widać było, że ten fakt ją cieszył, ale
dlaczego?
-Nie rozumiem- skwitował Natsu,
wstając i otrzepując swoją białą koszulkę.
-Wytłumaczę. Mój ojciec, Król,
powiedział, że ty i...- ucięła, próbując przypomnieć sobie
imię drugiej wygnanej osoby.
-Gray- uprzedziła ją Juvia. Blondynka
uśmiechnęła się szeroko i kontynuowała.
-Więc powiedział, że ty i Gray
chcieliście mnie zabić i to dlatego was wygnał- powiedziała.
-Co? Czy go porąbało? Idiota-
parsknął Natsu. Po wzroku Księżniczki odczytał, że nie za
bardzo spodobało jej się to określenie, więc trochę przyhamował.
-Może i tak, ale nadal mówisz o
Królu, wygnańcu- powiedziała Juvia, z wzrokiem diabła.
-Spokojnie, Juvia. Gdzie jest twój
kolega?- zapytała, rozglądając się na boki.
-Nie ma go akurat tutaj. Jest w tamtej
wio...- uciął. Dotarło do niego, że Gerard mówił, iż nikt z
Królestwa nie może się dowiedzieć o Powstańcach.
-W tamtej wio? Co to znaczy?-
dopytywała Lucy. Lockser natomiast usiadła na pobliskim kamieniu,
wzdychając do swojej miłości. Nie miała pojęcia, że niedługo
Natsu miał przyprowadzić Graya.
-Z-znaczy jest niedaleko! Tak! Pójdę
po niego, ale nie idźcie za mną!- rozkazał. Blondynka wzruszyła
ramionami i usiadła koło swojej pokojówki, licząc na to, że
różowowłosy jak najszybciej przyprowadzi drugiego wygnańca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz