czwartek, 29 września 2016

Rozdział 3- Odkryta prawda

  Błękitna suknia Księżniczki lśniła, gdy przechodziła kolejno przed oknami, patrząc jednocześnie przed siebie i na Generała Gajeela, który najwyraźniej czegoś od niej chciał. Zatrzymała się, a rozkojarzona Juvia wraz z nią. Nie wiedziała w sumie, czego Lucy szuka, bo ciągle myślała o przystojnymi czarnowłosym chłopaku, który został pojmany przez Erzę. Nie obchodziło ją, dlaczego był zakuty. Chciała go tylko znów zobaczyć, a jeśli by się tak stało, to byłby to najlepszy moment w jej życiu. Niebieksowłosa otworzyła oczy i ujrzała przed sobą czarnowłosego Generała, który wyglądał na trochę poddenerwowanego.
-Księżniczko!- ukłonił się przed blondynkom- W zamku jest przeciek!
-Przeciek? Sugerujesz, że mamy kreta?!- oburzyła się. Juvia natychmiastowo się przeraziła. Przecież kret oznacza, że ktoś papla wszystko na prawo i lewo! A co, jak ktoś się dowie o jej miłości? To byłoby straszne i zniszczyłoby jej życie!
-Niestety tak, Księżniczko Lucy... Wczoraj, przechodząc obok pewnego baru, usłyszałem, że jeden z młodych panów mówił, iż miłosierny Król pojmał i wygnał dwojga młodzieńców- powiedział.
Ta informacja zszokowała Heartfilię tak, że miała ochotę zabić swojego ojca. Robił coś wbrew przepisom i wiedzy swojej żony i córki? To było nie do pojęcia. Zdenerwowana i zdeterminowana zostawiła Lockser i Redfox'a z tyłu, a sama ruszyła do swojego pokoju. Według informacji Mirajane- pokojówki Lyali, wynikało, że Królowa jest w pokoju Lucy. Wpadła tam i usiadła zdenerwowana na swoim dużym łóżku.
-Co się stało, córeczko?- uśmiech samej Królowej rozjaśnił otoczenie Lucy, która automatycznie także się uśmiechnęła. Wzdychając opowiedziała to, co usłyszała.
-Mamo, czy tato mówił ci coś o tym, że wygna jakichś chłopaków? Czy mówił ci w ogóle, że kogoś pojmał?- zaczęła dopytywać. Tak naprawdę i ona i Layla były nieświadome niebezpieczeństwa, jakie się czai za rogiem, z powodu błędów Króla.
-Kochanie. Dobrze wiesz, że Jude nigdy nie posunąłby się do takich okropnych rzeczy. Prawda, wspomniał mi, że wyrzucił tych dwóch chłopaków. Nazywali się Natsu i Gray, a wiesz dlaczego tak postąpił? Dlaczego ich wygnał w odmęty Magnolijskich lasów?- spytała z lekkim zniesmaczeniem.
-N-nie wiem... ale myślę, że nawet za najgorsze zło nie musiał dawać takiej kary. Przecież każdy uczy się na błędach! Sama mi tak mówiłaś. Poza tym... eh, nieważne- zasmuciła się. W głębi duszy, gdy jej wzrok spotkał się z różowowłosym skazańcem, wiedziała, że nie mógłby zrobić nic strasznego. Przynajmniej tak twierdziła, ale czyt to było prawdą?
-Jude powiedział, że ta dwójka chciała cię zabić. Tak, to prawda,co powiedziałaś, ale każdy człowiek ma w sobie choć odrobinkę zła. Przyznaje, popełnia się błędy, ale nie za cenę życia. Nie mogłabyś umrzeć, Lucy. Jesteś zbyt ważna dla nas i Królestwa!- wyciągnęła ręce, po czym złapała blondynkę i zaczęła tańczyć po całym pokoju, wyśpiewując ulubioną melodię. Lucy nie mogła uwierzyć, że oni chcieli ją zabić. Mieli zbyt łagodne oczy. Za duży strach na twarzy, ja na łajdaków. Poza tym, Natsu nie mógłby jej zranić, po tym, co przeżyli razem. Tak, to Lucy była tajemniczą blondynką, która zjawiała się z Królewskim Czarnoksiężnikiem- Makarovem, a wieczorami znikała w odmętach ciemności. To za nią Cana i Natsu w dzieciństwie tak bardzo tęsknili. Znikła już na stałe, kiedy jej ojciec zrozumiał, jakie niebezpieczeństwo może czyhać na jego córkę. Zamknął ją w zamku, nie mogła wychodzić na zewnątrz. Oczywiście Królowa nie zgadzała się na takie postępowanie, ale sama nie chciała stracić Lucy, więc dała spokój. Dokładnie jedenaście lat nie widziała swoich przyjaciół z dzieciństwa. Martwiła się o nich, wieczorami modliła o ich bezpieczeństwo, a czasem płakała za nimi i wolnością. Za zapachem rosy, za śmiechem dzieci i codziennymi lekcjami magii z najbliższym jej wtedy Makarovem.

 W Magnolijskich lasach skowronki ćwierkotały, ciepły wiatr w rytmie obijał się od zielonych liści, a w oddali było słychać szum pięknego wodospadu. Błyszczące słonce odbijało się od czarnych oczu dwojga chłopaków, którzy leniwie patrzyli w płynące po niebie chmury. Nie odzywali się do siebie ani słowem, bo nie potrzebowali ich, aby zrozumieć, że są głodni. Co chwilę słychać było burczenie w ich brzuchach. W końcu różowowłosy nie wytrzymał i szybko zerwał się na nogi, rozglądając się za jakimiś jagodami. Głęboko westchnął i zaczął szperać w krzakach. Zrezygnowany brakiem jakiegokolwiek pożywienia, usiadł i znów podparł się o pień.
-Może ruszyłbyś tyłek i poszukał trochę dalej żarcia?- zaproponował Gray, który czuł okropny ból w żołądku. Ze skwaszoną miną oddychał głęboko.
-Myślisz, że pójdę sam? Chyba...- urwał, gdy zobaczył jeszcze kogoś.
-Co jest?- rozkojarzony Fullbuster wstał i próbował cokolwiek wypatrzeć. Nie trwało to długo, ponieważ już w pierwszych sekundach po wstaniu ujrzał zakapturzonego mężczyznę, który z każdą chwilą był coraz bliżej nich. Cofnął się trochę i w panice zaczął przygotowywać się do ucieczki.
-Nie bójcie się mnie...- zaśmiała się owa postać, stojąc już u boku Natsu, który z założonymi rękoma udawał, że nic go to nie ruszyło. -Chcę wam tylko pomóc- uśmiechnął się. Zakapturzony nie chciał robić żadnych pochopnych ruchów, więc na początek zdjął kaptur. Spod niego wyłoniły się brązowe i głębokie oczy, a także niebieska czupryna, spadająca na czoło. Także wyróżniającą go rzeczą był jego ,,wrodzony” znak na prawym poliku. Z tajemniczym uśmiechem zaproponował chłopakom współpracę z Powstańcami.
-Chwila! To ty nas wygnałeś!- krzyknął różowowłosy, wskazując wprost na Gerarda.
-Zgadza się. Jestem Jellal, Doradca Króla, który zaproponował wygnanie was, a teraz przychodzę z prośbą o dołączenie do mojej armii, która walczy przeciwko tyranii Króla-wyznał.
-Tyranii Króla? Chyba sobie żarty stroisz, koleś. Niby co takiego Jude Heartfilia zrobił, że aż tak go nienawidzicie i chcecie obalić z tonu?!- krzyknął oburzony Gray. Niebieskowłosy westchnął i włożył ręce do kieszeni. Zamknął oczy i zaczął tłumaczyć.
-Jeśli myślicie, że wy jesteście jedynymi, którzy zostali wygnani przez Juda, to się mylicie. Wygnańców są dziesiątki, może nawet setki! Co gorsza, kiedyś, kiedy Księżniczka była młoda, a Królowa zajmowała się tylko nią, Król bawił się życiem ludzkim. Za małe przewinienie wtrącał do lochów, wyprowadzał z Królestwa i dopiero wtedy zabijał, lub robił to samo, co z wami! Zdajecie sobie sprawę, jak ci ludzie byli przerażeni? Bali się swojego cienia! Ja, wraz z moim bratem, ich przygarnąłem i zasiedliliśmy się w tych lasach, bo dobrze wiemy, że nikt tutaj nie przychodzi. Codziennie mamy treningi i uczymy się Czarnej, Mrocznej, Zakazanej Magii- to to samo. Ale, jeśli mi nie wierzycie, możecie iść do tych biednych ludzi i zapytać się ich. Proszę bardzo, droga wolna.
Po tych słowach Natsu i Gray zrozumieli powagę sytuacji i poszli wraz z Doradcą Króla do wioski, aby przyłączyć się do Powstańców i uczyć się magii przeciwko Królowi. Gdy już dotarli, ujrzeli Midnighta, Stinga, Yukino, Ulthear i Melody, którzy już prawie obudzili w sobie moc. Sting jednak uczył się jednej z starożytnych i niebezpiecznych magii Smoczego Zabójcy Światła. Tylko jeden człowiek mógł się nią posługiwać, ponieważ każdego nieodpowiedniego maga ona zabijała. Tak samo Jellal poszukiwał jeszcze sześciu magów tej dziedziny. Pradawnego i najsilniejszego maga, któremu została przeznaczona magia Smoczego Zabójcy Ognia. Majestatycznego i uzdrowicielskiego maga, który został wskazany na Smoczego Zabójcę Wiatru. Pewnego siebie i zuchwałego czarodzieja, którego nie zabiłaby magia Smoczego Zabójcy Metalu. Mrocznego i przeraźliwego wybrańca, który miał mieć magię Smoczego Zabójcy Ciemności, a także były jeszcze dwa, nieodkryte rodzaje magii Smoczych. Podobno oni nie mieli swoich Smoków, ale byli zapisani w księdze. Mianowicie Smoczy Zabójca Piorunów, czy też Smoczy Zabójca Trucizny.
-Sting, myślisz, że to ty jesteś wybrańcem?- zapytał Gerard, podchodząc bliżej.
-Nie mam pojęcia! Najlepiej mi się to czyta i mówi, więc sobie to wybrałem- zaśmiał się.
-Masz pojęcie, że to może cię zabić?!- Gerarda zszokowało to, co powiedział, więc zabrał mu księgę i podał Natsu. Blondyn zaś wyrwał różowowłosemu swoją własność.
-Dobrze. Ucz się tego, jeśli chcesz, ale nie miej do mnie pretensji, jeśli zginiesz- uśmiechnął się i odszedł, zakładając ponownie kaptur. Natsu obrócił się i zdezorientowany zaczął szukać wzrokiem Graya, który gdzieś zniknął.
-Nowy tutaj?- zapytała Yukino, podając mu rękę.
-Taa... Gray, idioto, gdzie jesteś?!- zignorował białowłosą, po czym zaczął szukać przyjaciela. Przeszukał wszystkie namioty, były puste. Pytał się każdego, nikt nic nie wiedział. Czując głód, skierował się do miejsca, w którym pewien mężczyzna rozpalał ognisko. Podszedł i usiadł na jednej z ławek. Wzdychając i martwiąc się o kolegę, myślał o wszystkim, co się zdarzyło po przypadkowym podpaleniu baru. Jak zostali pojmani, jak spotkał Księżniczkę, jak został jednym z Powstańców. To był dopiero początek, a on już miał dość.
-Zmęczony?-z przyjemnym uśmiechem rozpalający odłożył zapałki i przysiadł się.
-Tak, a jakby tego było mało, zgubiłem przyjaciela- z ręką podpierającą brodę wzdychał powoli.
-Zgubiłeś? Ale jak można zgubić człowieka?- dopytywał.
-No normalnie! Jest, a potem go nie ma... Poza tym, jak masz na imię?- zapytał zgorączkowany.
-Jestem Cobra, gotuje tutaj, a ty?- uśmiechnął się szerzej i dodał rozpałki do ogniska.
-Nat... Kucharz?! Błagam, daj mi coś do jedzenia!- poprosił różowowłosy, wstając z ławki.
-Chodź za mną, Nat- zaśmiał się i zaprowadził Dragneela do swojego namiotu. Ku zdziwieniu, Natsu tylko tam nie szukał, a okazało się, że Fullbuster siedział tam i spożywał zupę. Różowowłosy natychmiast odbiegł do czarnowłosego i żądał wyjaśnień. Gray za to milczał jak grób i tylko uśmiechał się tajemniczo. Natsu przewrócił oczami, zjadł to samo, co kolega i skierował się do lasu.

W tym samym czasie Erza zastanawiała się, czy powinna powiedzieć Gajeelowi o niedawnym zajściu z niebieskowłosym chłopakiem. Wiedziała, że zrobi źle, jeśli tego nie powie, ale co wtedy stałoby się z Doradcą? Nie chciała go skrzywdzić, więc nie zamierzała wyjawić całej prawdy. Ubierając zbroję myślała o tym wszystkim, a następnie skierowała się na trening, gdzie powinien być Dowódca. Gdy wyłoniła się zza kolumn, ujrzała po raz kolejny Zakapturzonego, który wkłada do skrzyni swój płaszcz. Podeszłą do niego w nadziei, że wytłumaczy jej to wszystko.
-To ty wczoraj wymknąłeś mi się z zamku?- zapytała łagodnie, acz stanowczo. Znów jej serca zadrżało, kiedy ujrzała głębokie oczy niebieskowłosego, który ukłonił się i chwycił jej dłoń.
-Przepraszam, nie przedstawiłem się. Jestem Jellal Fernanades- ucałował jej rękę, po czym wstał. Szkarłatnowłosa zarumieniła się,ale zaraz postawiła się do pionu.
-Erza Scarlet, Zastępca Dowódcy I Armii Królewskiej! Wytłumacz się, Fernanades- rozkazała.
-Dobrze, Erzuniu... Mogę tak do ciebie mówić? I tak będę. Wczoraj musiałem wyrzucić pewną księgę. Król mi kazał, możesz się zapytać go, Erzuniu- zaśmiał się.
-Okej! Idź już! Tylko więcej tak do mnie nie mów!- zdenerwowana odeszła do Armii, gdzie Gajeel rozmawiał ze swoim wiernym żołnierzem- Rogue. Odwróciła się i ujrzała uśmiechniętego Gerarda, który dyskretnie posłał jej buziaka. Zarumieniła się i szybkim krokiem podeszła do swojego kolegi.
-Melduję się- szepnęła, ukrywając swoje czerwone poliki.
-Rozumiem. Masz raport?- zapytał, widząc rozkojarzenie szkarłatnowłosej.
-Nie, ale... mam pewną bardzo ważną wiadomość!- otrząsnęła się i zachowywała się już normalnie. Gajeel usiadł na krześle, które zawsze stało na jego stanowisku, i zaczął słuchać.-Wczoraj, kiedy pilnowałam wyjścia, przez przypadek ktoś chyba przemknął do lasu- powiedziała brązowooka.
-Dlaczego nie powiedziałaś mi tego wcześniej?- zapytał, zdeterminowany do rozwiązania zagadki. Nie wiedział jednak, że Erza już wiedziała, dlaczego Jellal wtedy poszedł do lasów.
-Jakoś nie miałam do tego głowy, poza tym miałam wiele innych rzeczy do zrobienia- usprawiedliwiła się. Gajeel uśmiechnął się nerwowo i wstał. Jak najszybciej chciał spotkać się z Królem, aby poinformować go o wszystkim.

Królowa z uniesioną głową kierowała się do swojego męża. Po rozmowie z córką, to, co mówił Jud wydawało się jedną wielką i absurdalną fikcją. Przecież, gdyby to, że chcieli uśmiercić Lucy, byłoby prawdą, to jaki mieliby powód? Po co chcieliby ją zabić? Layla chciała dowiedzieć się prawdy. Z hukiem otworzyła drzwi do sali tronowej. Jude siedział zaskoczony, a Królowa podeszła bliżej i zdenerwowana patrzyła na męża spod byka.
-Jud! Powiedz mi prawdę!- krzyknęła. W zwyczaju nie miała unoszenia głosu, ale jeśli chodziło o reputację Królestwa to zrobiłaby dla niej wszystko.
-O co chodzi, żono? Dlaczego na mnie krzyczysz?- pytał.
-Nie udawaj, że nie wiesz. Powiedz, dlaczego ich wygnałeś? Tylko szczerze- rozkazała.
-Mówiłem ci już. Chcieli za...
-Nie kłam!- wtrąciła się. -Nie mieliby żadnego powodu, dla którego by tak postąpili. Mężu, proszę, powiedz- uśmiechnęła się, w nadziei, że do Juda w końcu dotrze, że nie powinien tak traktować jej, Królestwa i ich córki. Powinien jednak żyć, mówiąc prawdę wszystkim. Wliczając w to rodzinę.
-Layla! Nie kłamię. Chcieli zabić naszą córkę, więc ich wygnałem! Możesz odejść, mam ważne sprawy do omówienia- skłamał, gdyż myślał, że nic się nie wyda. Niestety, jak na złość losu, rodzina dowie się o wszystkim. Blondynka wyszła bez słowa, w przekonaniu, że to prawda, choć sama w to nie wierzyła. W ciszy skierowała się do jej pokoju, gdzie czekała już na nią Mirajane. Przed drzwiami spotkała Juvię i Lucy, które najwyraźniej coś od niej chciały.
-Mamo, jakby co, idziemy zrobić sobie piknik. Może chcesz iść z nami?- zapytała Lucy.
-Przepraszam, ale potrzebuje teraz kąpieli, Lucy. Idźcie same- uśmiechnęła się a dziewczyny odwzajemniły gest. Szczęśliwe zaczęły biec w stronę wyjścia z zamku, aby odetchnąć powietrzem.
-Juvia! Chodźmy do lasu!- zaproponowała blondynka, zatrzymując się.
-Jest Księżniczka pewna? Przecież ostatnio ktoś chciał panienkę zabić- podsumowała.
-Nie przejmuj się tym, Juviś. Nikt tak naprawdę nie zamierzał mnie zabijać- rzekła, mocniej zaciskając rękę, w której trzymała koszyk z jedzeniem. Obydwie ruszyły przed siebie, w nadziei, że nic się nie stanie, kiedy na chwilę uciekną od rzeczywistości. Biegły przed siebie, mijając kolejnych ludzi na ulicy, a kiedy już znalazły się poza Królestwem, widziały pustkę. Żadnego człowieka, żadnego zwierzęcia. Może w lesie były jakieś stada, ale szczerze w to wątpiły. Szły spokojnie i w ciszy. Błękitne niebo przysłaniały burzowe chmury, a z południa zrywał się powoli silny wiatr. Dziewczyny za wszelką cenę chciały zrobić piknik, lecz wiedziały, że to głupota. Oczywiście było to przykrywką, ponieważ chciały się dowiedzieć, czy to, co mówili w barze było prawdą. Chciały się dowiedzieć, czy to, co mówił ojciec Lucy było prawdą. Naprawdę chcieli ją zabić? Absurdalne.
-Myślisz, że zbiera się na burze?- zapytała blondyna, patrząc na ciemne chmury.
-Nie jestem tego pewna, ale może powinnyśmy wrócić?- zaproponowała Juvia, uśmiechając się.
-Może powinnyśmy, ale chcę się dowiedzieć...- zasmuciła się. Lockser chwyciła za jej łokieć i pociągnęła ją w głąb lasu.
-Kiedy byłam tutaj pierwszy raz, doszłam do bardzo pięknego wodospadu!- krzyknęła. Zaczęły biec i po paru minutach były już przed pięknym, błękitnym wodospadem, którego woda obijała się od skał, obrośniętych zieloną roślinnością. Heartfilia jeszcze nigdy nie była w tak pięknym miejscu. Uklękła i zaczęła bawić się w wodzie, puszczając tam liście, które opadły na ziemię. Dziewczyny śmiały się i wygłupiały, przyciągając uwagę chłopaka, który także miał zamiar iść w tamto miejsce. Ukrył się w krzakach i podsłuchiwał rozmowę Księżniczki i Juvii. Różowowłosy obrócił się i po raz kolejny ujrzał Królewską piękność, którą kojarzył. Miał głęboką świadomość, że już ją widział, rozmawiał z nią.
-Nie... to niemożliwe! Czy ona może być..?- nagle w jego głowie pojawiło się pełno pytań, a on sam nie mógł wstać. Przerażająca prawda przeszyła go na wylot i uświadomił sobie, że zakochał się w Księżniczce. -Jeśli to prawda, że ona jest tą dziewczynką to czy ja się w niej kocham?- zaśmiał się. To było takie absurdalne, ale mogło być prawdą. Serce Natsu gwałtownie przyśpieszyło, tętno było nie do opanowania. Myślał, że uda mu się niezauważonym przejść i wrócić do wioski, lecz zahaczył o wystającą gałąź i przewrócił się.
-Co to było? Kto tam jest?- Niebieskowłosa szybko zareagowała i podbiegła do krzaków. Ukucnęła i obserwowała czarnookiego. -Księżniczko! Czy to nie ten chłopak, którego wygnali?
-Jak masz na imię?- dopytywała blondynka, także klękając blisko nieznajomego.
-J-jestem Natsu... Natsu Dragneel- powiedział, podnosząc się. Złapał się za głowę i z przymrużonymi oczami patrzył na dziewczyny.
-Więc to ty! Chciałeś mnie zabić?- palnęła, gwałtownie upadając na kolana. Podniosła głowę, a jej jasne włosy muskały ją od powiewu wiatru. Wpatrując się w czarne oczy chłopaka, myślała, czy nadal ją pamięta. Natsu także zadawał sobie to pytanie. Kiedy zrozumiał, jak blisko niego jest Królewna, zarumienił się i odsunął.
-Nie chciałem cię zabić- rzekł, krzyżując ręce. Lucy zaś szybko wstała i ucieszyła się.
-Tak! Mamy dowód, Juviś!- krzyczała, skacząc w kółko. Widać było, że ten fakt ją cieszył, ale dlaczego?
-Nie rozumiem- skwitował Natsu, wstając i otrzepując swoją białą koszulkę.
-Wytłumaczę. Mój ojciec, Król, powiedział, że ty i...- ucięła, próbując przypomnieć sobie imię drugiej wygnanej osoby.
-Gray- uprzedziła ją Juvia. Blondynka uśmiechnęła się szeroko i kontynuowała.
-Więc powiedział, że ty i Gray chcieliście mnie zabić i to dlatego was wygnał- powiedziała.
-Co? Czy go porąbało? Idiota- parsknął Natsu. Po wzroku Księżniczki odczytał, że nie za bardzo spodobało jej się to określenie, więc trochę przyhamował.
-Może i tak, ale nadal mówisz o Królu, wygnańcu- powiedziała Juvia, z wzrokiem diabła.
-Spokojnie, Juvia. Gdzie jest twój kolega?- zapytała, rozglądając się na boki.
-Nie ma go akurat tutaj. Jest w tamtej wio...- uciął. Dotarło do niego, że Gerard mówił, iż nikt z Królestwa nie może się dowiedzieć o Powstańcach.
-W tamtej wio? Co to znaczy?- dopytywała Lucy. Lockser natomiast usiadła na pobliskim kamieniu, wzdychając do swojej miłości. Nie miała pojęcia, że niedługo Natsu miał przyprowadzić Graya.

-Z-znaczy jest niedaleko! Tak! Pójdę po niego, ale nie idźcie za mną!- rozkazał. Blondynka wzruszyła ramionami i usiadła koło swojej pokojówki, licząc na to, że różowowłosy jak najszybciej przyprowadzi drugiego wygnańca.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz