Maszerując
spokojnie po zamku, Gajeel nadal rozmyślał nad zakapturzoną
postacią, znikającą w gąszczu pięknych i wilgotnych lasów.
Nagle stanęła przed nim mała niebiesko-włosa dziewczynka,
wpatrująca się w podłogę. Wskazała na bibliotekę i rzekła;
-Cześć,
pomógłbyś mi?- zapytała nieśmiało, drapiąc się lekko po
głowie.
-Ta,
jasne- powiedział, wchodząc przez drzwi, którymi dziewczynka przed
chwilą wbiegła. Kiedy wszedł do środka, wstrząsnęło nim.
-Czy
tutaj była jakaś wichura?!- krzyknął, patrząc na poprzewracane
półki, a książki leżały dosłownie wszędzie. Niebiesko-włosa
uśmiechnęła się, a Dowódcy przyszło na myśl to, w czym miał
jej pomóc.
-Dziękuję,
że zgodziłeś się mi pomóc- powiedziała z uprzejmym wzrokiem.
-Potrzebowałam kogoś silnego, żeby pomógł mi ogarnąć ten
bajzel i aby podniósł wszystkie półki.
-Okej,
zabierzmy się do roboty, Levy- odparł, całkowicie zapominając o
ważnym spotkaniu, jakie go czekało.
Półgodziny
później mieli już wysprzątane. Pozostało tylko ułożyć cieżką
figurkę na najwyższą część szafki.
-Gajeel,
podsadzisz mnie?- zaproponowała dziewczyna. Generał tylko
przytaknął i wziął malutką na barki, przez co dosięgała na
szczyt. Gdy tylko figurka otarła się o półkę, dziewczyna
przechyliła się niezgrabnie i wylądowała na książkach, co
spowodowało ich upadek.
-Levy!!!-
krzyknął czarnowłosy, szukając jej pośród książek.
-Tu
jestem...- powiedziała, wyłaniając rękę. Mężczyzna
automatycznie ją odkopał i wyciągnął stamtąd. Westchnął i
ponownie zaczął układać księgi. Po kolejnych siedemnastu
minutach biblioteka lśniła czystością.
-Dzięki!
Do zobaczenia później!- krzyknęła, wypychając go z sali i
zamykając przed nim drzwi. On zaś wzruszył ramionami i odszedł w
ciszy.
Schodząc
po długich i betonowych schodach, generał ujrzał w oddali
powiewającą na wietrze pelerynę króla. Zaczął coraz szybciej
iść w jego stronę.
-Już
jestem, Królu- rzekł dumnie Gajeel, kłaniając się przed swoim
panem. On zaś spojrzał na niego spod byka. -Spóźniłeś się,
Dowódco! Jak śmiałeś tak postąpić przed obliczem króla?!-
zdenerwowany rzekł zaciskając ponownie zęby. Jego oczy
przepełniały się gniewem, a jego wyraz twarzy był bezlitosny.
-P-panie...
Bardzo przepraszam, to się już nie powtórzy. Podobno wzywałeś
mnie tutaj, abym poznał pana nowego doradcę- powiedział, podnosząc
się z małym grymasem na twarzy.
-Racja.
To przełóżmy na później. Poznaj Jellala Fernanades'a-
odpowiedział Jude Heartfilia, Król Magnolii z nagłym uśmiechem na
twarzy. Kolejny doradca, wszystkich ciekawiło, co się z nimi
działo, skoro słuch po pozostałych zaginął.
-Witaj,
Gajeel'u Redfox, miło mi cię poznać- niebiesko włosy podał
Dowódcy rękę, a jego uśmiech był widoczny zanim odsłonił swoją
twarz. Czarnowłosy przywitał formalnie Jellala, po czym odszedł.
Musiał jeszcze obmówić sprawę wojska ze swoim zastępcą, którą
był nie kto inny, jak Erza Scarlet.
-Baczność!-
krzyknęła dziewczyna, widząc podchodzącego I Dowódce Armii
Królewskiej. Sześć szeregów szarych żołnierzy wykonało rozkaz
szkarłatnowłosej. Woleli z nią nie zadzierać, ponieważ gdy
robiła się zła, wyglądała jak demon w ludzkiej skórze.
-Witaj,
generale!- krzyknęła, także stając na baczność z ręką przy
głowie.
-Spocznij-
powiedział oschle Gajeel, po czym podrapał się po głowie.
-Spotkanie
u Króla?- zapytała. -Tak,
o mały włos i cierpiałbym katusze w lochach, za spóźnienie...-
odpowiedział. Ubrał hełm, gotowy do codziennych patroli poza
królestwem, lecz szkarłatnowłosa zadała pytanie.
-A
co go powstrzymało przed tym?- spytała zaciekawiona.
-Król
poprosił mnie o spotkanie, abym poznał nowego doradcę, tak,
kolejnego- westchnął. -Ale powiem ci szczerze, że ten smarkacz
wygląda mi podejrzanie.
-Czyli
jak?- zaciekawiła się jeszcze bardziej.
-Ten
jego uśmiech... Jakby sztuczny, ale taki przerażający- skrócił z
niewyraźnym wyrazem twarzy.
-Przerażający?
Moja krew!- zaśmiała się Erza, także przygotowując się do
marszu.
Po
dłuższym patrolowaniu, wrócili do królestwa, a powitał ich
niemiły widok. Generałowie automatycznie osłupiali, widząc panikę
ludzi z miasta.
-Rząd
A, ugasić płomienie! Natychmiast!- rozkazała zbulwersowana Erza.
-Rząd
B, wyprowadzić pozostałych ze środka!- krzyknął Gajeel.
-My
zajmiemy się sprawcami...- chytre uśmieszki zawitały na twarzy
Erzy i Gajeela. Szykowali się do skarcenia sprawców. Nim zdążyli
cokolwiek zrobić, dwójka wiernych żołnierzy podbiegła do nich.
-Generale!-
pierwszy zwrócił się do czarnowłosego.
-Znaleźliśmy
dwoje nieprzytomnych ludzi- powiedział drugi. Po chwili puścili oba
ciała. Nie musieli długo czekać, aż ugaszą płomienie. Kiedy
panika ucichła, a niebo nie przysłaniał już płomień, ani dym,
dwójka nieprzytomnych ocknęła się.
-Co
się stało?- zapytał różowo-włosy, patrząc z paniką na
doszczętnie zniszczony bar, w którym jeszcze przed chwilą świetnie
się bawił z kumplami, do pewnego momentu. Momentu, w którym
zaczęła się kłótnia.
-Idioto...-
szepnął czarnowłosy. -Zobacz, coś narobił... - po tych słowach
Erza stanęła nad dwójką i patrzyła na nich groźnym wzrokiem.
-Słucham?-
zaczęła. -Wy to spowodowaliście?!- zapytała stanowczo i szarpnęła
nimi tak, że wstali na nogi. Przerażeni chłopcy w panice chcieli
uciec, lecz zagrodził im drogę generał.
-To
ten idiota!- krzyknęli, wskazując na siebie nawzajem.
-Przedstawcie
się- rozkazał podchodzący do nich Gajeel.
-Gray
Fullbuster- wskazał na siebie. - A ten głupek to Natsu Dragneel.
-Więc,
Natsu, Gray. Idziecie z nami- oznajmiła bez żadnych emocji
dziewczyna. Przyjaciele tylko spojrzeli po sobie i przełknęli
ślinę, idąc za generałami.
Obawiali się najgorszego, ale w pewnym sensie wierzyli w Króla.
Przecież takie niewinne zniszczenie baru, nie może być zaliczane
do kary śmierci. Natsu po chwili kompletnie nie przejmował się
całym zajściem i spacerował radośnie obok Graya. Za to jego
kolega nie wierzył, skąd w nim tyle siły. Fullbuster ciężko
stąpał po ziemi, przytłoczony wszystkim. Spojrzał w górę i
ujrzał słońce w pełnym rozkwicie. Chłopakowi było gorąco, więc
zdjął koszulę, aby choć trochę ochłodzić temperaturę swojego
ciała. Gdy już zrzucił z siebie ubranie, Gajeel wraz z Erzą
odwrócili się w jego stronę.
-Co
robisz?! Ubierz się z powrotem!- krzyknęła czerwonowłosa.
Podłożyła mu miecz pod gardło i pustym wzrokiem dawała mu do
zrozumienia, że powinien założyć coś na siebie z powrotem.
Różowo-włosy zaś z rękami na głowie beztrosko powędrował w
stronę siedziby Króla. Wtem podbiegł do niego czarnowłosy i
złapał za uniesione ramie.
-Zaczekaj
na swojego kolegę- burknął, patrząc na niego spod byka.
-Okej,
okej- z twarzy zniknął uśmiech Natsu. Dopiero teraz zrozumiał, że
stoi przed królewskim zamkiem i sparaliżowany stał jak słup.
-Co
ci?- zapytał Dowódca, dotykając go w szczepionkę.
-To
nie był żart! My serio tutaj jesteśmy!- obudził się.
-No
ba, geniuszu- powiedział Gray, zapinając ostatni guzik koszuli.
Wzięli głęboki wdech i weszli do komnaty.
Scarlet
prowadziła ich przez długi i ciemny korytarz. Na końcu znajdował
się właz, a za nim były lochy. Ponure i wilgotne, a zarazem zimne
komnaty, gdzie przetrzymywali wielu więźniów.
-Dzisiejszą
noc spędzicie tutaj!- krzyknęła z podłym uśmiechem Erza.
Gajeel'owi zaś się to nie podobało. Nawet nie patrzył na
zamykającą ich Erzę. Wyszedł, gdy ta skończyła.
-Miłej
nocki- powiedział jeden ze strażników. Zamknął ogromne drzwi i
usiadł na krześle, wraz ze swoim towarzyszem.
-W
co my się wpakowaliśmy?- szepnął Gray.
-No
pięknie. Jak my się z tego wydostaniemy?!- krzyknął Natsu i
zaczął walić w kraty.
-To
jest twoja wina, debilu!- powiedział czarnowłosy, zdejmując
ponownie koszulę.
-Coś
ty powiedział?! Chcesz znów się bić?- zapytał różowo-włosy z
chytrym uśmiechem. Tak zaczęła się kolejna kłótnia. Chłopaki
od dzieciństwa się kłócili, z niewiadomych przyczyn. Poznali się
na festynie, gdzie Gray, z swoim bratem, Lyonem i matką Ur wędrowali
z uśmiechem na twarzy. Mały Gray zgubił się, więc zaczął biec
przed siebie. Nie wiedział, że spotka Natsu. Po chwili zwolnił, a
jego tętno przyśpieszyło. Zestresowany rozglądał się i przez
nieuwagę potrącił małego, różowo-włosego dzieciaka.
-Uważaj
jak chodzisz, idioto!- krzyknął narwaniec. Czarnowłosy spojrzał
na niego z pytającym wzrokiem.
-To
ty mnie potrąciłeś, debilu!- odpowiedział. Zdenerwowany ściągnął
koszulkę i szykował się do walki.
-Co
robisz? Ubierz się z powrotem!- rozkazał Dragneel, wskazując na
upadające ubranie.
-Mam
gdzieś twoje rozkazy, różowo-włosy patafianie- zaśmiał się
Gray. Po chwili ucichł, gdy usłyszał krzyk Ur. Obrócił się, a
Natsu, korzystając z nieuwagi przeciwnika, uderzył go w buzię.
-Ty
świnio!- krzyknął.
-Zamknij
mordę, gołodupcu- oznajmił Natsu. Gdy szykowali się do walki,
natychmiast przeszkodził im Lyon.
-Chłopaki,
przestańcie. Nie warto się bić- powiedział biało-włosy. Złapał
Graya za ramię i chciał iść.
-Zmywasz
się? Pff, jesteś słaby jak moje zeszłoroczne buty- zaśmiał się
głośno Natsu. Fullbuster popatrzył na niego z nienawiścią i
zacisnął zęby. Lyon odkaszlnął, a jego brat powędrował za nim.
-Jeszcze
się z tobą policzę!- krzyknął Gray, podchodząc do matki.
Zerknął jeszcze na sekundę za siebie, aby ujrzeć minę
różowo-włosego, lecz chłopak rozpłynął się w tłumie, który
ich otaczał.
Natsu
kierował się do swojego domu, gdzie opiekował się nim Gildarts,
ojciec jego przyjaciółki z dzieciństwa, jeszcze zanim został
wygnany z królestwa. Chłopak wraz z Caną strasznie przeżywali
odejście ich opiekuna, więc od tamtej pory postanowili trzymać się
razem. Jako, że dzieci same nie umiałyby przetrwać w mieście, od
czasu do czasu dowiedział ich pewien staruszek. Mały, białowłosy
starzec. Często przyprowadzał do nich małą i słodką blondynkę.
Przynajmniej tyle Natsu z tego pamiętał. Nigdy nie dowiedział się,
gdzie mieszka dziewczynka, skąd pochodzi i jakich ma rodziców.
Wiedział tylko, że na imię jej było Lucy, ale już od ponad
siedmiu lat jej nie widział. Cana tak samo nie pamiętała o niej
zbyt dużo.
Kiedy
więźniowie zaczęli się bić, strażnik jak najszybciej podbiegł
do krat i swoją włócznią rozdzielił Natsu i Graya.
-Nie
walczyć!- rozkazał rudowłosy strażnik, odciągając broń od
chłopaków. Natsu zacisnął zęby i usiadł w siadzie skrzyżnym.
Gray po chwili zrobił to samo. Siedzieli naprzeciwko siebie, w
różnych kątach celi.
-Nudno
tutaj- skwitował Dragneel, opierając się o ścianę. Gray spojrzał
na niego.
-Musimy
przeczekać do jutra- powiedział. Siedzieli w ciszy, nie wiedząc,
jak czas szybko płynie.
Rano
obudziło ich skrzypienie otwierających się drzwi. Otworzyli oczy i
leniwie podnieśli się z podłogi. Wtem ujrzeli szkarłatnowłosą,
która jednym ruchem ręki wskazała, aby poszli za nią.
-Dzisiaj
Król Jude was osądzi- oznajmiła Erza, prowadząc więźniów przed
siebie.
-Osądzi?
W jakim sensie?- wypowiedź dziewczyny zaciekawiła chłopaków, lecz
to Gray miał odwagę zapytać. Ona wzruszyła ramionami.
-Nie
wiem. Może was zabije, a co gorsza wyrzuci z królestwa-
stwierdziła. Fullbuster przełknął ślinę.
-Chyba
nie do końca czaję twój system wartości- palnął Natsu, drapiąc
się po głowie. Erza natomiast uśmiechnęła się i przekazała
dwójkę Gajeel'owi, który stał za wrotami.
-Dobra,
teraz pójdziecie ze mną- powiedział Dowódca i skierował się do
wyjścia z lochów. Dwójka
chłopaków stała już przed drzwiami do królewskiego pokoju.
-Serio
musimy tam wchodzić?- spytał niepewnie Natsu, patrząc na Dowódcę.
-Nie
rozśmieszajcie mnie. Za grzechy musicie zapłacić- powiedział
Gajeel wpychając Graya i Natsu do komnaty. Sam powoli wyłonił się
zza drzwi, po czym uklęknął przed Judem.
-Po
co my tutaj...- urwał, gdy Redfox zaczął przemawiać.
-Witaj,
mój Królu. Ci dwaj młodzieńcy poprosili, abyś ich ukarał za ich
grzechy- oznajmił, wstając.
-Wcale
nie!- wkurzony Natsu wyglądał jak nabuzowane dziecko. Gray tylko
schował głowę, klękając. Spodziewał się reakcji Heartfili,
więc nie chciał pogarszać całej sytuacji.
-Przesłyszałem
się?- Jude wstał z tronu, a Gajeel przestraszył się.
-Królu...-
zaczął Dowódca, ale Król jednym ruchem ręki pokazał mu, że
rozmawia z różowo-włosym.
-Nie,
nie przesłyszałeś- skwitował.
-Dziecko,
masz ostatnią szansę, aby poprosić o zadośćuczynienie!- krzyknął
donośnym głosem Heartfilia.
-Nikogo
o nic nie będę prosił- parsknął. Król natomiast, zdenerwowany
jego bezczelnością, usiadł z powrotem i oparł głowę o rękę.
-Redfox!
Przyprowadź ich, kiedy zmądrzeją. Możecie im pomóc- zaśmiał
się.
Gajeel
natychmiastowo złapał młodzieńców za ramiona i wyprowadził za
drzwi. Posmutniał i zaczął prowadzić ich z powrotem do lochów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz