piątek, 9 września 2016

Rozdział 1 - Pojmanie

  Maszerując spokojnie po zamku, Gajeel nadal rozmyślał nad zakapturzoną postacią, znikającą w gąszczu pięknych i wilgotnych lasów. Nagle stanęła przed nim mała niebiesko-włosa dziewczynka, wpatrująca się w podłogę. Wskazała na bibliotekę i rzekła;
-Cześć, pomógłbyś mi?- zapytała nieśmiało, drapiąc się lekko po głowie.
-Ta, jasne- powiedział, wchodząc przez drzwi, którymi dziewczynka przed chwilą wbiegła. Kiedy wszedł do środka, wstrząsnęło nim.
-Czy tutaj była jakaś wichura?!- krzyknął, patrząc na poprzewracane półki, a książki leżały dosłownie wszędzie. Niebiesko-włosa uśmiechnęła się, a Dowódcy przyszło na myśl to, w czym miał jej pomóc.
-Dziękuję, że zgodziłeś się mi pomóc- powiedziała z uprzejmym wzrokiem. -Potrzebowałam kogoś silnego, żeby pomógł mi ogarnąć ten bajzel i aby podniósł wszystkie półki.
-Okej, zabierzmy się do roboty, Levy- odparł, całkowicie zapominając o ważnym spotkaniu, jakie go czekało.
  Półgodziny później mieli już wysprzątane. Pozostało tylko ułożyć cieżką figurkę na najwyższą część szafki.
-Gajeel, podsadzisz mnie?- zaproponowała dziewczyna. Generał tylko przytaknął i wziął malutką na barki, przez co dosięgała na szczyt. Gdy tylko figurka otarła się o półkę, dziewczyna przechyliła się niezgrabnie i wylądowała na książkach, co spowodowało ich upadek.
-Levy!!!- krzyknął czarnowłosy, szukając jej pośród książek.
-Tu jestem...- powiedziała, wyłaniając rękę. Mężczyzna automatycznie ją odkopał i wyciągnął stamtąd. Westchnął i ponownie zaczął układać księgi. Po kolejnych siedemnastu minutach biblioteka lśniła czystością.
-Dzięki! Do zobaczenia później!- krzyknęła, wypychając go z sali i zamykając przed nim drzwi. On zaś wzruszył ramionami i odszedł w ciszy.
Schodząc po długich i betonowych schodach, generał ujrzał w oddali powiewającą na wietrze pelerynę króla. Zaczął coraz szybciej iść w jego stronę.
-Już jestem, Królu- rzekł dumnie Gajeel, kłaniając się przed swoim panem. On zaś spojrzał na niego spod byka. -Spóźniłeś się, Dowódco! Jak śmiałeś tak postąpić przed obliczem króla?!- zdenerwowany rzekł zaciskając ponownie zęby. Jego oczy przepełniały się gniewem, a jego wyraz twarzy był bezlitosny.
-P-panie... Bardzo przepraszam, to się już nie powtórzy. Podobno wzywałeś mnie tutaj, abym poznał pana nowego doradcę- powiedział, podnosząc się z małym grymasem na twarzy.
-Racja. To przełóżmy na później. Poznaj Jellala Fernanades'a- odpowiedział Jude Heartfilia, Król Magnolii z nagłym uśmiechem na twarzy. Kolejny doradca, wszystkich ciekawiło, co się z nimi działo, skoro słuch po pozostałych zaginął.
-Witaj, Gajeel'u Redfox, miło mi cię poznać- niebiesko włosy podał Dowódcy rękę, a jego uśmiech był widoczny zanim odsłonił swoją twarz. Czarnowłosy przywitał formalnie Jellala, po czym odszedł. Musiał jeszcze obmówić sprawę wojska ze swoim zastępcą, którą był nie kto inny, jak Erza Scarlet.
-Baczność!- krzyknęła dziewczyna, widząc podchodzącego I Dowódce Armii Królewskiej. Sześć szeregów szarych żołnierzy wykonało rozkaz szkarłatnowłosej. Woleli z nią nie zadzierać, ponieważ gdy robiła się zła, wyglądała jak demon w ludzkiej skórze.
-Witaj, generale!- krzyknęła, także stając na baczność z ręką przy głowie.
-Spocznij- powiedział oschle Gajeel, po czym podrapał się po głowie.
-Spotkanie u Króla?- zapytała. -Tak, o mały włos i cierpiałbym katusze w lochach, za spóźnienie...- odpowiedział. Ubrał hełm, gotowy do codziennych patroli poza królestwem, lecz szkarłatnowłosa zadała pytanie.
-A co go powstrzymało przed tym?- spytała zaciekawiona.
-Król poprosił mnie o spotkanie, abym poznał nowego doradcę, tak, kolejnego- westchnął. -Ale powiem ci szczerze, że ten smarkacz wygląda mi podejrzanie.
-Czyli jak?- zaciekawiła się jeszcze bardziej.
-Ten jego uśmiech... Jakby sztuczny, ale taki przerażający- skrócił z niewyraźnym wyrazem twarzy.
-Przerażający? Moja krew!- zaśmiała się Erza, także przygotowując się do marszu.
Po dłuższym patrolowaniu, wrócili do królestwa, a powitał ich niemiły widok. Generałowie automatycznie osłupiali, widząc panikę ludzi z miasta.
-Rząd A, ugasić płomienie! Natychmiast!- rozkazała zbulwersowana Erza.
-Rząd B, wyprowadzić pozostałych ze środka!- krzyknął Gajeel.
-My zajmiemy się sprawcami...- chytre uśmieszki zawitały na twarzy Erzy i Gajeela. Szykowali się do skarcenia sprawców. Nim zdążyli cokolwiek zrobić, dwójka wiernych żołnierzy podbiegła do nich.
-Generale!- pierwszy zwrócił się do czarnowłosego.
-Znaleźliśmy dwoje nieprzytomnych ludzi- powiedział drugi. Po chwili puścili oba ciała. Nie musieli długo czekać, aż ugaszą płomienie. Kiedy panika ucichła, a niebo nie przysłaniał już płomień, ani dym, dwójka nieprzytomnych ocknęła się.
-Co się stało?- zapytał różowo-włosy, patrząc z paniką na doszczętnie zniszczony bar, w którym jeszcze przed chwilą świetnie się bawił z kumplami, do pewnego momentu. Momentu, w którym zaczęła się kłótnia.
-Idioto...- szepnął czarnowłosy. -Zobacz, coś narobił... - po tych słowach Erza stanęła nad dwójką i patrzyła na nich groźnym wzrokiem.
-Słucham?- zaczęła. -Wy to spowodowaliście?!- zapytała stanowczo i szarpnęła nimi tak, że wstali na nogi. Przerażeni chłopcy w panice chcieli uciec, lecz zagrodził im drogę generał.
-To ten idiota!- krzyknęli, wskazując na siebie nawzajem.
-Przedstawcie się- rozkazał podchodzący do nich Gajeel.
-Gray Fullbuster- wskazał na siebie. - A ten głupek to Natsu Dragneel.
-Więc, Natsu, Gray. Idziecie z nami- oznajmiła bez żadnych emocji dziewczyna. Przyjaciele tylko spojrzeli po sobie i przełknęli ślinę, idąc za generałami. Obawiali się najgorszego, ale w pewnym sensie wierzyli w Króla. Przecież takie niewinne zniszczenie baru, nie może być zaliczane do kary śmierci. Natsu po chwili kompletnie nie przejmował się całym zajściem i spacerował radośnie obok Graya. Za to jego kolega nie wierzył, skąd w nim tyle siły. Fullbuster ciężko stąpał po ziemi, przytłoczony wszystkim. Spojrzał w górę i ujrzał słońce w pełnym rozkwicie. Chłopakowi było gorąco, więc zdjął koszulę, aby choć trochę ochłodzić temperaturę swojego ciała. Gdy już zrzucił z siebie ubranie, Gajeel wraz z Erzą odwrócili się w jego stronę.
-Co robisz?! Ubierz się z powrotem!- krzyknęła czerwonowłosa. Podłożyła mu miecz pod gardło i pustym wzrokiem dawała mu do zrozumienia, że powinien założyć coś na siebie z powrotem. Różowo-włosy zaś z rękami na głowie beztrosko powędrował w stronę siedziby Króla. Wtem podbiegł do niego czarnowłosy i złapał za uniesione ramie.
-Zaczekaj na swojego kolegę- burknął, patrząc na niego spod byka.
-Okej, okej- z twarzy zniknął uśmiech Natsu. Dopiero teraz zrozumiał, że stoi przed królewskim zamkiem i sparaliżowany stał jak słup.
-Co ci?- zapytał Dowódca, dotykając go w szczepionkę.
-To nie był żart! My serio tutaj jesteśmy!- obudził się.
-No ba, geniuszu- powiedział Gray, zapinając ostatni guzik koszuli. Wzięli głęboki wdech i weszli do komnaty.
Scarlet prowadziła ich przez długi i ciemny korytarz. Na końcu znajdował się właz, a za nim były lochy. Ponure i wilgotne, a zarazem zimne komnaty, gdzie przetrzymywali wielu więźniów.
-Dzisiejszą noc spędzicie tutaj!- krzyknęła z podłym uśmiechem Erza. Gajeel'owi zaś się to nie podobało. Nawet nie patrzył na zamykającą ich Erzę. Wyszedł, gdy ta skończyła.
-Miłej nocki- powiedział jeden ze strażników. Zamknął ogromne drzwi i usiadł na krześle, wraz ze swoim towarzyszem.
-W co my się wpakowaliśmy?- szepnął Gray.
-No pięknie. Jak my się z tego wydostaniemy?!- krzyknął Natsu i zaczął walić w kraty.
-To jest twoja wina, debilu!- powiedział czarnowłosy, zdejmując ponownie koszulę.
-Coś ty powiedział?! Chcesz znów się bić?- zapytał różowo-włosy z chytrym uśmiechem. Tak zaczęła się kolejna kłótnia. Chłopaki od dzieciństwa się kłócili, z niewiadomych przyczyn. Poznali się na festynie, gdzie Gray, z swoim bratem, Lyonem i matką Ur wędrowali z uśmiechem na twarzy. Mały Gray zgubił się, więc zaczął biec przed siebie. Nie wiedział, że spotka Natsu. Po chwili zwolnił, a jego tętno przyśpieszyło. Zestresowany rozglądał się i przez nieuwagę potrącił małego, różowo-włosego dzieciaka.
-Uważaj jak chodzisz, idioto!- krzyknął narwaniec. Czarnowłosy spojrzał na niego z pytającym wzrokiem.
-To ty mnie potrąciłeś, debilu!- odpowiedział. Zdenerwowany ściągnął koszulkę i szykował się do walki.
-Co robisz? Ubierz się z powrotem!- rozkazał Dragneel, wskazując na upadające ubranie.
-Mam gdzieś twoje rozkazy, różowo-włosy patafianie- zaśmiał się Gray. Po chwili ucichł, gdy usłyszał krzyk Ur. Obrócił się, a Natsu, korzystając z nieuwagi przeciwnika, uderzył go w buzię.
-Ty świnio!- krzyknął.
-Zamknij mordę, gołodupcu- oznajmił Natsu. Gdy szykowali się do walki, natychmiast przeszkodził im Lyon.
-Chłopaki, przestańcie. Nie warto się bić- powiedział biało-włosy. Złapał Graya za ramię i chciał iść.
-Zmywasz się? Pff, jesteś słaby jak moje zeszłoroczne buty- zaśmiał się głośno Natsu. Fullbuster popatrzył na niego z nienawiścią i zacisnął zęby. Lyon odkaszlnął, a jego brat powędrował za nim.
-Jeszcze się z tobą policzę!- krzyknął Gray, podchodząc do matki. Zerknął jeszcze na sekundę za siebie, aby ujrzeć minę różowo-włosego, lecz chłopak rozpłynął się w tłumie, który ich otaczał.
Natsu kierował się do swojego domu, gdzie opiekował się nim Gildarts, ojciec jego przyjaciółki z dzieciństwa, jeszcze zanim został wygnany z królestwa. Chłopak wraz z Caną strasznie przeżywali odejście ich opiekuna, więc od tamtej pory postanowili trzymać się razem. Jako, że dzieci same nie umiałyby przetrwać w mieście, od czasu do czasu dowiedział ich pewien staruszek. Mały, białowłosy starzec. Często przyprowadzał do nich małą i słodką blondynkę. Przynajmniej tyle Natsu z tego pamiętał. Nigdy nie dowiedział się, gdzie mieszka dziewczynka, skąd pochodzi i jakich ma rodziców. Wiedział tylko, że na imię jej było Lucy, ale już od ponad siedmiu lat jej nie widział. Cana tak samo nie pamiętała o niej zbyt dużo.
  Kiedy więźniowie zaczęli się bić, strażnik jak najszybciej podbiegł do krat i swoją włócznią rozdzielił Natsu i Graya.
-Nie walczyć!- rozkazał rudowłosy strażnik, odciągając broń od chłopaków. Natsu zacisnął zęby i usiadł w siadzie skrzyżnym. Gray po chwili zrobił to samo. Siedzieli naprzeciwko siebie, w różnych kątach celi.
-Nudno tutaj- skwitował Dragneel, opierając się o ścianę. Gray spojrzał na niego.
-Musimy przeczekać do jutra- powiedział. Siedzieli w ciszy, nie wiedząc, jak czas szybko płynie.
Rano obudziło ich skrzypienie otwierających się drzwi. Otworzyli oczy i leniwie podnieśli się z podłogi. Wtem ujrzeli szkarłatnowłosą, która jednym ruchem ręki wskazała, aby poszli za nią.
-Dzisiaj Król Jude was osądzi- oznajmiła Erza, prowadząc więźniów przed siebie.
-Osądzi? W jakim sensie?- wypowiedź dziewczyny zaciekawiła chłopaków, lecz to Gray miał odwagę zapytać. Ona wzruszyła ramionami.
-Nie wiem. Może was zabije, a co gorsza wyrzuci z królestwa- stwierdziła. Fullbuster przełknął ślinę.
-Chyba nie do końca czaję twój system wartości- palnął Natsu, drapiąc się po głowie. Erza natomiast uśmiechnęła się i przekazała dwójkę Gajeel'owi, który stał za wrotami.
-Dobra, teraz pójdziecie ze mną- powiedział Dowódca i skierował się do wyjścia z lochów. Dwójka chłopaków stała już przed drzwiami do królewskiego pokoju.
-Serio musimy tam wchodzić?- spytał niepewnie Natsu, patrząc na Dowódcę.
-Nie rozśmieszajcie mnie. Za grzechy musicie zapłacić- powiedział Gajeel wpychając Graya i Natsu do komnaty. Sam powoli wyłonił się zza drzwi, po czym uklęknął przed Judem.
-Po co my tutaj...- urwał, gdy Redfox zaczął przemawiać.
-Witaj, mój Królu. Ci dwaj młodzieńcy poprosili, abyś ich ukarał za ich grzechy- oznajmił, wstając.
-Wcale nie!- wkurzony Natsu wyglądał jak nabuzowane dziecko. Gray tylko schował głowę, klękając. Spodziewał się reakcji Heartfili, więc nie chciał pogarszać całej sytuacji.
-Przesłyszałem się?- Jude wstał z tronu, a Gajeel przestraszył się.
-Królu...- zaczął Dowódca, ale Król jednym ruchem ręki pokazał mu, że rozmawia z różowo-włosym.
-Nie, nie przesłyszałeś- skwitował.
-Dziecko, masz ostatnią szansę, aby poprosić o zadośćuczynienie!- krzyknął donośnym głosem Heartfilia.
-Nikogo o nic nie będę prosił- parsknął. Król natomiast, zdenerwowany jego bezczelnością, usiadł z powrotem i oparł głowę o rękę.
-Redfox! Przyprowadź ich, kiedy zmądrzeją. Możecie im pomóc- zaśmiał się.
Gajeel natychmiastowo złapał młodzieńców za ramiona i wyprowadził za drzwi. Posmutniał i zaczął prowadzić ich z powrotem do lochów.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz