poniedziałek, 19 września 2016

Rozdział 2- Wygnanie

  Odgłos kroków było słychać w całej sali. Niebiesko-włosy mężczyzna z szaleńczym uśmiechem na twarzy maszerował przed siebie. Nagle stanął. Zajrzał przez szparę w drzwiach i ujrzał Dowódcę, a wraz z nim Króla. Nachylił głowę i zaczął nasłuchiwać.
-Mój Królu! Oni są jeszcze młodzi i sprawni! Nie ma sensu ich karać. Mogą się przecież przydać w przyszłości. Chcę, abyś przemyślał całą sprawę- czarnowłosy uklęknął, a jego włosy powoli opadały na podłogę. Jude zamachnął się i z grymasem na twarzy odpowiedział:
-Idź już. Przemyślę to- parsknął. Gajeel przytaknął i zaczął odchodzić. Wyszedł z komnaty i szczelnie zamknął drzwi. Gdy zerknął przed siebie, ujrzał Jellal'a.
-Co ty tutaj robisz?- zapytał stojącego przed nim Doradcę. On zaś uśmiechnął się i wzruszył ramionami. -Podsłuchiwałeś?- dociekał.
-Nie ośmielił bym się podsłuchiwać Króla, Redfox- skłamał. Chłopaka zaciekawiła ich rozmowa i miał zamiar coś w niej zadziałać, aby przypodobać się Judowi.
-Nie wierzę ci- Dowódca szorstko odpowiedział i odszedł w ciszy. Fernanades natomiast z uśmieszkiem przeszedł przez drzwi, po czym co chwilę spoglądał na Heartfilię.
-Chciałeś o czymś porozmawiać?- Król twardym tonem zaczął rozmowę.
-Cóż, można tak powiedzieć. Przypadkiem słyszałem rozmowę Króla z Redfox'em i zaciekawiłem się sprawą. Krócej mówiąc; mam pewną propozycję, co do kary- skrócił i usiadł koło Juda.
-Naprawdę? Jaką?- zaciekawił się.
-Co ty na to, aby ich wyrzucić z Królestwa? Przecież to nie będzie twój pierwszy raz, Królu.
-Skąd o tym wiesz? Hmm, w sumie racja. Im mniej takich ludzi w Królestwie, tym jesteśmy bezpieczniejsi, a oni niech zdechną- zaśmiał się. Królowi spodobał się tok myślenia Gerarda, a on wiedział, że zdobywa zaufanie Juda, które będzie mu potrzebne.
-Więc postanowione!- krzyknął. Tak naprawdę miał bardzo dobry plan. Zaśmiał się i zaczął omawiać z Heartfilią plany dotyczące bliskich urodzin księżniczki Lucy.

  Blondynka radośnie przemierzała ulice miasta, poszukując jakiejś nowej książki. Wchodząc do opustoszałej księgarni zaczęła szperać. Odkopała różne książki. Od cenionych horrorów, do najbardziej absurdalnych fantasty.
-Cześć, księżniczko Lu!- krzyknęła podbiegająca do niej Levi. Na buziach obydwóch dziewczyn zagościł uśmiech.
-Dzień dobry, Levi-chan- oznajmiła Lucy, lekko się kłaniając.
-Czego szukasz?- zaciekawiła się niebiesko-włosa, gładząc swoją sukienkę.
-Tak właściwie, to nie wiem. Może polecisz mi coś?-spytała księżniczka, odchodząc od pułki.
-Oczywiście, Lu-chan!- dziewczynka zaczęła poszukiwać czegoś. -Jest!- krzyknęła, wyjmując piękną książkę, której okładka przypominała kolor nocnego nieba. Księżniczka chwyciła opowieść i zachwyciła się okładką, a także tytułem.
-„Zdrada Królestwa”- zaczęła Lucy. -Brzmi ciekawie!- podekscytowała się. Razem z Levi podeszła do starca z białą brodą i położyła na blacie.
-Ile płacę?- zapytała uśmiechnięta Lucynka, podnosząc już torebkę z pieniędzmi. Lekko ją otworzyła, ujawiniając jej ulubione czasopismo, a także portmonetkę.
-Królewna?! Proszę, to w prezencie!- krzyknął, kłaniając się. Heartfilia uśmiechnęła się nerwowo i spakowała powieść do torebki. Wyszła z Levi i skierowały się do kawiarni. Przechodząc obok ślepego zaułka usłyszały szloch. Kobiecy płacz, dochodzący stamtąd.
-Leviś, słyszysz to?!- zapytała Lucy, zbliżając się do ciemnego miejsca. -Czy ktoś tu jest?
-T-tutaj...- odezwał się łagodny i bardzo zdarty głos. Dziewczyny zaczęły wchodzić głębiej i głębiej, aż natrafiły na kobietę, na oko nie starszą od nich, i pomogły jej wstać.
-Co się stało?- dociekała Heartfilia. McGarden stała z tyłu i przerażona nie wiedziała, co ma zrobić.
-Zaatakowały mnie... Jakieś zbiry i pobiły...- ledwo co wydusiła z siebie te słowa.
-Dobrze. Zajmę się tobą, a ty się nie przemęczaj- rozkazała księżniczka. Granatowowłosa zaś przytaknęła i mocno zacisnęła oczy z bólu.
Półtora godziny później dziewczyna obudziła się w dużym pomieszczeniu, na łożu szpitalnym. Usiadła na nim i zaczęła się rozglądać. Nikogo nie było. Z okropnym bólem wstała i wyjrzała przez okno. W okamgnieniu uświadomiła sobie, że jest w jednym z pomieszczeń Królestwa. Usłyszawszy kroki zza drzwi, położyła się z powrotem na łóżko, udając, że śpi. Do sali weszła Lucy, wraz z dziewczynką, która miała około dwunastu lat. Była ubrana w fartuch lekarski i miała statoskop powieszony przez szyję. Wyglądała niczym typowy lekarz.
-Czy będzie z nią w porządku?- zapytała zmartwiona Lu, przykrywając bardziej poszkodowaną.
-Raczej tak. Pacjentka ma liczne siniaki i zadrapania, poza tym nie ma większych obrażeń. Kiedy się obudzi, będzie mogła spokojnie wrócić do domu- oznajmiła lekarka.
-Dzięki ci, Wendy. Sądzisz, że to był napad?- dociekała blondynka.
-Nie wiem- oznajmiła. Podbiegła do dziewczyny, gdy ta zaczęła się budzić. -Słyszysz mnie?
-T-tak... Gdzie ja jestem?- zapytała niebieskooka.
-Ja jestem Lucy Heartfilia, a to jest Wendy Marvell, to ona cię opatrzyła- księżniczka uśmiechnęła się, po czym usiadła koło pacjentki.
-Ja nazywam się Juvia Lockser, czy ty czasami nie jesteś córką Króla Juda?- zapytała.
-Tak, czy coś nie tak?- zaniepokoiła się wyrazem twarzy Juvii. Wyglądała na bardzo zakłopotaną.
-Księżniczko... Byłam w podróży i twój ojciec zaproponował mi posadę. Jestem od teraz twoją pokojówką- uśmiechnęła się. Czekoladowe oczy Lucy spojrzały na dziewczyny spokojnym wzrokiem. Odwzajemniła uśmiech i podała rękę Lockser.
-Więc spędzimy dużo czasu razem, Juvio- dziewczyna złapała Lucy za rękę i powoli wstała z łóżka. Chwyciła się barka Heartfilii i zniknęły za drzwiami.

  Gray siedział zły na Natsu za niedawną konwersację z Królem. Ciągłe szeptał coś pod nosem i obrzucał złowrogimi spojrzeniami kolegę. Różowo-włosy zaś spoglądał za kraty i tęsknił za wolnością. Niby byli tutaj uwięzieni przez niecałą dobę, ale chłopak myślał, że to były lata.
-Nudno tu...- powiedział, cofając się pod ścianę. -Nadal jesteś zły?
-A jak nie mam być? Zrujnowałeś jedyną szansę na przebaczenie- Gray wstał i zaczął kombinować, jak się wydostać. W prawdzie byli tylko zwykłymi mieszkańcami. Nagle do lochów dumnie weszła Erza i szybkim krokiem podeszła do chłopaków.
-Ja znów do was. Król Jude chcę, abyście do niego przyszli- oznajmiła, otwierając im celę. Po chwili byli zakuci w kajdany i wraz z szkarłatnowłosą ruszyli do Heartfilii.
  W tym samym czasie Lucy pokazywała progi zamku Juvii. Jej pokój, królewską kuchnię, tarasy, salę balową, dziedziniec, pokój pokojówek. Zostało jeszcze jedno ważne pomieszczenie. Mianowicie sala tronowa. Jasna, z wielkimi oknami. Na środku niej leży wielki i czerwony dywan, a kolumny są ozdobione szafirem i złotem. Natomiast piękny, złoty tron stoi na środku sali, błyszcząc jak słońce. Obok tego skarbu był jeszcze kolejny mini-tron dla doradcy.
-Kiedy już wszystko ci pokażę, pójdziemy urządzić piknik!- podekscytowała się Lucy.
-Brzmi nieźle- odpowiedziała koleżanka. Nagle się zatrzymała.
-Coś się stało?- zaciekawiła się Heartfilia, widząc minę Juvii.
-Panienko, spójrz...- wskazała na dwojga przechodzących chłopaków, których prowadziła Erza.
-Co tu się dzieje?- zapytała zaniepokojona Lucy, podchodząc dumnym krokiem do nich.
-Księżniczko!- krzyknęła szkarłatnowłosa, kłaniając się jej. Blondynka zaś zauważyła, że Natsu i Gray są zakuci w kajdanki.
-Aresztowałaś ich? Dlaczego?- dopytywała zła Heartfilia. Czarnowłosy zaś zaniepokojony patrzył na Juvię, która automatycznie miała motylki w brzuchu.
-Takie było polecenie Króla Juda. Proszę się nie martwić, Księżniczko!- rozkazała wstając. Po chwili Lucy odeszła zła. Nie wiedziała, do czego jej ojciec zmierzał, ani co takiego robił w tajemnicy przed nią i mamą. Postanowiła pójść z wszystkimi pytaniami do Królowej Layli.
-Ta niebiesko-włosa była... straszna!- przeraził się Gray, szturchając Natsu, który stracił nagle humor. Szedł powolnie, zwalniając co chwilę. Jego twarz przybrała kolor śniegu. Chyba wreszcie dotarło do niego, co się dzieje.
-Taa...- powiedział, a jego głos drżał. Gray martwił się o niego, ale tak naprawdę, to nie wiedział, co mogło spowodować ten nagły stres. Drzwi do sali tronowej otworzyły się, a tętno zaczęło im przyśpieszać. Wchodząc do pomieszczenia ujrzeli siedzącego Króla z groźną miną i postać siedzącą obok. Miał niebieskie włosy i uśmiech, który był przeraźliwy.
-Zastępca Generała melduje się na rozkaz!- krzyknęła Erza, stojąc w żołnierskiej pozie.
-Dziękuję, Erzo. Możesz już iść- oznajmił Jude. Szkarłatnowłosa na początku chciała zostać, ale za rozkazem Króla wyszła z sali karnej. Jednym, co ją zaciekawiło, to chłopak siedzący obok Heartfilii. Uśmiechnęła się i odeszła w ciszy.
-Młodzieńcy- zwrócił się do stojących przed nim przyjaciół. -Popełniliście czyn karalny i musicie za to ponieść konsekwencje. Najpierw dam wam szansę. Jakie jest wasze wytłumaczenie?
Gray miał zamiar coś powiedzieć, lecz zabrakło mu tchu. Dyskretnie obserwował Natsu, który stał jak wryty, obserwując doradcę Króla. Gerard słuchał, jak pomyślnie idą jego plany i uśmiechał się.
-Nikt nie ma nic do powiedzenia?- zdenerwował się Jude. -Waszą karą będzie wygnanie. Zniknijcie z Królestwa jeszcze dziś. Jeśli tego nie zrobicie, spędzicie resztę życia w lochach za nie wykonywanie poleceń Króla- powiedział i z lekkim szczęściem machnął ręką na znak, że mają wyjść za drzwi. Zszokowany Gray nie wiedział, co ma zrobić. Do końca życia być poza murami zamku? Przecież nigdy by nie pomyślał, że kiedykolwiek musiałby opuścić zamek. A co gorsza, na zawsze. Natsu ledwo powstrzymywał się od awantury. Na pięcie odwrócił się i wyszedł jak najszybciej, nie czekając nawet na Graya.

  Po raz kolejny Zakapturzony kierował się poza teren Królestwa. Wybierał się do Powstańców, aby zacząć uczyć ich magii. Nagle zauważył czerwonowłosą dziewczynę, ubraną w zbroje, stojącą i pilnującą bram. Zastanawiał się przez chwilę, jak może jej uniknąć, ale zdecydował się użyć swojego uroku osobistego, aby ją oczarować. Powolnym krokiem podszedł do dziewczyny.
-Kim jesteś? Masz zezwolenie na wyjście z Królestwa?- dopytywała. Zakapturzony zaś przyłożył jej palec wskazujący do ust i ukazał swoje ciemne oczy.
-Ciii...- szepnął i zniknął za rogiem. Erza przez chwilę jeszcze stała, ogarniając to, co się stało. Uświadomiła sobie, że ktoś wyszedł, ale nie to ją obchodziło. Jego oczy zahipnotyzowały ją i nie mogła się otrząsnąć. Głęboko westchnęła i oczarowana wróciła do armii. Nieznajomy po raz kolejny z uśmiechem kierował się do Magnolijskich lasów. Wilgotne, ciemne i zamieszkane przez wygnańców. Ciągle maszerował przed siebie, coraz bardziej oddalając się od Erzy i zamku.
-Ściemnia się...- szepnął sam do siebie, patrząc na ujawniające się gwiazdy. -Co to ma być?- zakpił, widząc dwóch przygłupów, którzy rękoma próbowali złowić rybę. Jeden z nich patrzył na drugiego, najwyraźniej kibicując mu. Wyglądało to głupio i było głupie. Nie tracąc na nich czasu przewrócił oczami i skierował się do wioski. Jaskrawe słońce zachodziło z każdą minutą, a mroczny księżyc uśmiechał się wschodząc. Nocny mrok opanował mieszkańców, którzy próbowali zasnąć. W jednym z namiotów paliło się światło. Zakapturzony więc wszedł do środka i ujrzał białowłosą dziewczynę, czytającą książki, które przyniósł.
-Wszyscy śpią?- zapytał, a dziewczyna zniesmaczona zachowaniem nieznajomego odłożyła lekturę i wyszła z namiotu. Machnęła ręką, a on poszedł w ślady dziewczyny.
-Dzisiaj niektórzy świętują- powiedziała, kierując się w stronę niedalekiego ogniska.
-Sting!!!- krzyknęła na całe gardło. Nagle zza krzaków wyłonił się wspomniany chłopak.
-Yukino, co się stało? Co on tu robi?- pytał.
-Przybyłem, by was uczyć Magii- zaśmiała się postać w płaszczu.
-Kim ty tak właściwie jesteś?- wzburzył się blondyn.
-Kim jestem?- zaśmiał się Zakapturzony, siadając na krześle. -Chyba już kiedyś o tym mówiłem. Chcę zniszczyć Króla, a do tego jesteście potrzebni mi wy, Sting- wytłumaczył.
-Tyle każdy wie! Dlaczego chcesz to zrobić?- wtrąciła się biało-włosa dziewczyna. Mężczyzna w płaszczu wstał z krzesła i zaczął okrążać powoli dwójkę Powstańców.
-Każdy ma jakiś powód. Was wygnał, innych zabił, lub próbował. Jak dla mnie nie ma znaczenia, jaki jest powód. Ważne, by już innych nie krzywdził.
-Wkurzasz mnie już, koleś. Ale skoro Yukino chce ci pomagać, to ja też tak zrobię. Możesz już zacząć uczyć nas tej swojej Mrocznej Magii, czy czegoś tam...- oznajmił Sting, wychodząc z namiotu. Dziewczyna zaś pomogła wynieść księgi stamtąd i ułożyła je zgodnie z alfabetem. Zakapturzony otworzył jedną z nich i zaczął nauczać lud. Wśród nich, na szarym końcu, siedział czarnowłosy chłopak, ubrany w czarne szaty, a przez ramie wisiała biała szarfa. Nazywał się Zeref i był tym, który zapoczątkował Powstanie. Brat Zakapturzonego, a w dodatku także umiał magię. Królestwo nie miało jak na razie szans na wygraną. Ale kto wie..? Wszystko mogło się zmienić.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz