Odgłos kroków było słychać w
całej sali. Niebiesko-włosy mężczyzna z szaleńczym uśmiechem na
twarzy maszerował przed siebie. Nagle stanął. Zajrzał przez
szparę w drzwiach i ujrzał Dowódcę, a wraz z nim Króla. Nachylił
głowę i zaczął nasłuchiwać.
-Mój Królu! Oni są jeszcze młodzi i
sprawni! Nie ma sensu ich karać. Mogą się przecież przydać w
przyszłości. Chcę, abyś przemyślał całą sprawę- czarnowłosy
uklęknął, a jego włosy powoli opadały na podłogę. Jude
zamachnął się i z grymasem na twarzy odpowiedział:
-Idź już. Przemyślę to- parsknął.
Gajeel przytaknął i zaczął odchodzić. Wyszedł z komnaty i
szczelnie zamknął drzwi. Gdy zerknął przed siebie, ujrzał
Jellal'a.
-Co ty tutaj robisz?- zapytał
stojącego przed nim Doradcę. On zaś uśmiechnął się i wzruszył
ramionami. -Podsłuchiwałeś?- dociekał.
-Nie ośmielił bym się podsłuchiwać
Króla, Redfox- skłamał. Chłopaka zaciekawiła ich rozmowa i miał
zamiar coś w niej zadziałać, aby przypodobać się Judowi.
-Nie wierzę ci- Dowódca szorstko
odpowiedział i odszedł w ciszy. Fernanades natomiast z uśmieszkiem
przeszedł przez drzwi, po czym co chwilę spoglądał na
Heartfilię.
-Chciałeś o czymś porozmawiać?-
Król twardym tonem zaczął rozmowę.
-Cóż, można tak powiedzieć.
Przypadkiem słyszałem rozmowę Króla z Redfox'em i zaciekawiłem
się sprawą. Krócej mówiąc; mam pewną propozycję, co do kary-
skrócił i usiadł koło Juda.
-Naprawdę? Jaką?- zaciekawił się.
-Co ty na to, aby ich wyrzucić z
Królestwa? Przecież to nie będzie twój pierwszy raz, Królu.
-Skąd o tym wiesz? Hmm, w sumie racja.
Im mniej takich ludzi w Królestwie, tym jesteśmy bezpieczniejsi, a
oni niech zdechną- zaśmiał się. Królowi spodobał się tok
myślenia Gerarda, a on wiedział, że zdobywa zaufanie Juda, które
będzie mu potrzebne.
-Więc postanowione!- krzyknął. Tak
naprawdę miał bardzo dobry plan. Zaśmiał się i zaczął omawiać
z Heartfilią plany dotyczące bliskich urodzin księżniczki Lucy.
Blondynka radośnie przemierzała
ulice miasta, poszukując jakiejś nowej książki. Wchodząc do
opustoszałej księgarni zaczęła szperać. Odkopała różne
książki. Od cenionych horrorów, do najbardziej absurdalnych
fantasty.
-Cześć, księżniczko Lu!- krzyknęła
podbiegająca do niej Levi. Na buziach obydwóch dziewczyn zagościł
uśmiech.
-Dzień dobry, Levi-chan- oznajmiła
Lucy, lekko się kłaniając.
-Czego szukasz?- zaciekawiła się
niebiesko-włosa, gładząc swoją sukienkę.
-Tak właściwie, to nie wiem. Może
polecisz mi coś?-spytała księżniczka, odchodząc od pułki.
-Oczywiście, Lu-chan!- dziewczynka
zaczęła poszukiwać czegoś. -Jest!- krzyknęła, wyjmując piękną
książkę, której okładka przypominała kolor nocnego nieba.
Księżniczka chwyciła opowieść i zachwyciła się okładką, a
także tytułem.
-„Zdrada Królestwa”- zaczęła
Lucy. -Brzmi ciekawie!- podekscytowała się. Razem z Levi podeszła
do starca z białą brodą i położyła na blacie.
-Ile płacę?- zapytała uśmiechnięta
Lucynka, podnosząc już torebkę z pieniędzmi. Lekko ją otworzyła,
ujawiniając jej ulubione czasopismo, a także portmonetkę.
-Królewna?! Proszę, to w prezencie!-
krzyknął, kłaniając się. Heartfilia uśmiechnęła się nerwowo
i spakowała powieść do torebki. Wyszła z Levi i skierowały się
do kawiarni. Przechodząc obok ślepego zaułka usłyszały szloch.
Kobiecy płacz, dochodzący stamtąd.
-Leviś, słyszysz to?!- zapytała
Lucy, zbliżając się do ciemnego miejsca. -Czy ktoś tu jest?
-T-tutaj...- odezwał się łagodny i
bardzo zdarty głos. Dziewczyny zaczęły wchodzić głębiej i
głębiej, aż natrafiły na kobietę, na oko nie starszą od nich, i
pomogły jej wstać.
-Co się stało?- dociekała
Heartfilia. McGarden stała z tyłu i przerażona nie wiedziała, co
ma zrobić.
-Zaatakowały mnie... Jakieś zbiry i
pobiły...- ledwo co wydusiła z siebie te słowa.
-Dobrze. Zajmę się tobą, a ty się
nie przemęczaj- rozkazała księżniczka. Granatowowłosa zaś
przytaknęła i mocno zacisnęła oczy z bólu.
Półtora godziny później
dziewczyna obudziła się w dużym pomieszczeniu, na łożu
szpitalnym. Usiadła na nim i zaczęła się rozglądać. Nikogo nie
było. Z okropnym bólem wstała i wyjrzała przez okno. W
okamgnieniu uświadomiła sobie, że jest w jednym z pomieszczeń
Królestwa. Usłyszawszy kroki zza drzwi, położyła się z powrotem
na łóżko, udając, że śpi. Do sali weszła Lucy, wraz z
dziewczynką, która miała około dwunastu lat. Była ubrana w
fartuch lekarski i miała statoskop powieszony przez szyję.
Wyglądała niczym typowy lekarz.
-Czy będzie z nią w porządku?-
zapytała zmartwiona Lu, przykrywając bardziej poszkodowaną.
-Raczej tak. Pacjentka ma liczne
siniaki i zadrapania, poza tym nie ma większych obrażeń. Kiedy się
obudzi, będzie mogła spokojnie wrócić do domu- oznajmiła
lekarka.
-Dzięki ci, Wendy. Sądzisz, że to
był napad?- dociekała blondynka.
-Nie wiem- oznajmiła. Podbiegła do
dziewczyny, gdy ta zaczęła się budzić. -Słyszysz mnie?
-T-tak... Gdzie ja jestem?- zapytała
niebieskooka.
-Ja jestem Lucy Heartfilia, a to jest
Wendy Marvell, to ona cię opatrzyła- księżniczka uśmiechnęła
się, po czym usiadła koło pacjentki.
-Ja nazywam się Juvia Lockser, czy ty
czasami nie jesteś córką Króla Juda?- zapytała.
-Tak, czy coś nie tak?- zaniepokoiła
się wyrazem twarzy Juvii. Wyglądała na bardzo zakłopotaną.
-Księżniczko... Byłam w podróży i
twój ojciec zaproponował mi posadę. Jestem od teraz twoją
pokojówką- uśmiechnęła się. Czekoladowe oczy Lucy spojrzały na
dziewczyny spokojnym wzrokiem. Odwzajemniła uśmiech i podała rękę
Lockser.
-Więc spędzimy dużo czasu razem,
Juvio- dziewczyna złapała Lucy za rękę i powoli wstała z łóżka.
Chwyciła się barka Heartfilii i zniknęły za drzwiami.
Gray siedział zły na Natsu za
niedawną konwersację z Królem. Ciągłe szeptał coś pod nosem i
obrzucał złowrogimi spojrzeniami kolegę. Różowo-włosy zaś
spoglądał za kraty i tęsknił za wolnością. Niby byli tutaj
uwięzieni przez niecałą dobę, ale chłopak myślał, że to były
lata.
-Nudno tu...- powiedział, cofając się
pod ścianę. -Nadal jesteś zły?
-A jak nie mam być? Zrujnowałeś
jedyną szansę na przebaczenie- Gray wstał i zaczął kombinować,
jak się wydostać. W prawdzie byli tylko zwykłymi mieszkańcami.
Nagle do lochów dumnie weszła Erza i szybkim krokiem podeszła do
chłopaków.
-Ja znów do was. Król Jude chcę,
abyście do niego przyszli- oznajmiła, otwierając im celę. Po
chwili byli zakuci w kajdany i wraz z szkarłatnowłosą ruszyli do
Heartfilii.
W tym samym czasie Lucy pokazywała
progi zamku Juvii. Jej pokój, królewską kuchnię, tarasy, salę
balową, dziedziniec, pokój pokojówek. Zostało jeszcze jedno ważne
pomieszczenie. Mianowicie sala tronowa. Jasna, z wielkimi oknami. Na
środku niej leży wielki i czerwony dywan, a kolumny są ozdobione
szafirem i złotem. Natomiast piękny, złoty tron stoi na środku
sali, błyszcząc jak słońce. Obok tego skarbu był jeszcze kolejny
mini-tron dla doradcy.
-Kiedy już wszystko ci pokażę,
pójdziemy urządzić piknik!- podekscytowała się Lucy.
-Brzmi nieźle- odpowiedziała
koleżanka. Nagle się zatrzymała.
-Coś się stało?- zaciekawiła się
Heartfilia, widząc minę Juvii.
-Panienko, spójrz...- wskazała na
dwojga przechodzących chłopaków, których prowadziła Erza.
-Co tu się dzieje?- zapytała
zaniepokojona Lucy, podchodząc dumnym krokiem do nich.
-Księżniczko!- krzyknęła
szkarłatnowłosa, kłaniając się jej. Blondynka zaś zauważyła,
że Natsu i Gray są zakuci w kajdanki.
-Aresztowałaś ich? Dlaczego?-
dopytywała zła Heartfilia. Czarnowłosy zaś zaniepokojony patrzył
na Juvię, która automatycznie miała motylki w brzuchu.
-Takie było polecenie Króla Juda.
Proszę się nie martwić, Księżniczko!- rozkazała wstając. Po
chwili Lucy odeszła zła. Nie wiedziała, do czego jej ojciec
zmierzał, ani co takiego robił w tajemnicy przed nią i mamą.
Postanowiła pójść z wszystkimi pytaniami do Królowej Layli.
-Ta niebiesko-włosa była...
straszna!- przeraził się Gray, szturchając Natsu, który stracił
nagle humor. Szedł powolnie, zwalniając co chwilę. Jego twarz
przybrała kolor śniegu. Chyba wreszcie dotarło do niego, co się
dzieje.
-Taa...- powiedział, a jego głos
drżał. Gray martwił się o niego, ale tak naprawdę, to nie
wiedział, co mogło spowodować ten nagły stres. Drzwi do sali
tronowej otworzyły się, a tętno zaczęło im przyśpieszać.
Wchodząc do pomieszczenia ujrzeli siedzącego Króla z groźną miną
i postać siedzącą obok. Miał niebieskie włosy i uśmiech, który
był przeraźliwy.
-Zastępca Generała melduje się na
rozkaz!- krzyknęła Erza, stojąc w żołnierskiej pozie.
-Dziękuję, Erzo. Możesz już iść-
oznajmił Jude. Szkarłatnowłosa na początku chciała zostać, ale
za rozkazem Króla wyszła z sali karnej. Jednym, co ją zaciekawiło,
to chłopak siedzący obok Heartfilii. Uśmiechnęła się i odeszła
w ciszy.
-Młodzieńcy- zwrócił się do
stojących przed nim przyjaciół. -Popełniliście czyn karalny i
musicie za to ponieść konsekwencje. Najpierw dam wam szansę. Jakie
jest wasze wytłumaczenie?
Gray miał zamiar coś powiedzieć,
lecz zabrakło mu tchu. Dyskretnie obserwował Natsu, który stał
jak wryty, obserwując doradcę Króla. Gerard słuchał, jak
pomyślnie idą jego plany i uśmiechał się.
-Nikt nie ma nic do powiedzenia?-
zdenerwował się Jude. -Waszą karą będzie wygnanie. Zniknijcie z
Królestwa jeszcze dziś. Jeśli tego nie zrobicie, spędzicie resztę
życia w lochach za nie wykonywanie poleceń Króla- powiedział i z
lekkim szczęściem machnął ręką na znak, że mają wyjść za
drzwi. Zszokowany Gray nie wiedział, co ma zrobić. Do końca życia
być poza murami zamku? Przecież nigdy by nie pomyślał, że
kiedykolwiek musiałby opuścić zamek. A co gorsza, na zawsze. Natsu
ledwo powstrzymywał się od awantury. Na pięcie odwrócił się i
wyszedł jak najszybciej, nie czekając nawet na Graya.
Po raz kolejny Zakapturzony kierował
się poza teren Królestwa. Wybierał się do Powstańców, aby
zacząć uczyć ich magii. Nagle zauważył czerwonowłosą
dziewczynę, ubraną w zbroje, stojącą i pilnującą bram.
Zastanawiał się przez chwilę, jak może jej uniknąć, ale
zdecydował się użyć swojego uroku osobistego, aby ją oczarować.
Powolnym krokiem podszedł do dziewczyny.
-Kim jesteś? Masz zezwolenie na
wyjście z Królestwa?- dopytywała. Zakapturzony zaś przyłożył
jej palec wskazujący do ust i ukazał swoje ciemne oczy.
-Ciii...- szepnął i zniknął za
rogiem. Erza przez chwilę jeszcze stała, ogarniając to, co się
stało. Uświadomiła sobie, że ktoś wyszedł, ale nie to ją
obchodziło. Jego oczy zahipnotyzowały ją i nie mogła się
otrząsnąć. Głęboko westchnęła i oczarowana wróciła do armii.
Nieznajomy po raz kolejny z uśmiechem kierował się do
Magnolijskich lasów. Wilgotne, ciemne i zamieszkane przez wygnańców.
Ciągle maszerował przed siebie, coraz bardziej oddalając się od
Erzy i zamku.
-Ściemnia się...- szepnął sam do
siebie, patrząc na ujawniające się gwiazdy. -Co to ma być?-
zakpił, widząc dwóch przygłupów, którzy rękoma próbowali
złowić rybę. Jeden z nich patrzył na drugiego, najwyraźniej
kibicując mu. Wyglądało to głupio i było głupie. Nie tracąc na
nich czasu przewrócił oczami i skierował się do wioski. Jaskrawe
słońce zachodziło z każdą minutą, a mroczny księżyc uśmiechał
się wschodząc. Nocny mrok opanował mieszkańców, którzy
próbowali zasnąć. W jednym z namiotów paliło się światło.
Zakapturzony więc wszedł do środka i ujrzał białowłosą
dziewczynę, czytającą książki, które przyniósł.
-Wszyscy śpią?- zapytał, a
dziewczyna zniesmaczona zachowaniem nieznajomego odłożyła lekturę
i wyszła z namiotu. Machnęła ręką, a on poszedł w ślady
dziewczyny.
-Dzisiaj niektórzy świętują-
powiedziała, kierując się w stronę niedalekiego ogniska.
-Sting!!!- krzyknęła na całe gardło.
Nagle zza krzaków wyłonił się wspomniany chłopak.
-Yukino, co się stało? Co on tu
robi?- pytał.
-Przybyłem, by was uczyć Magii-
zaśmiała się postać w płaszczu.
-Kim ty tak właściwie jesteś?-
wzburzył się blondyn.
-Kim jestem?- zaśmiał się
Zakapturzony, siadając na krześle. -Chyba już kiedyś o tym
mówiłem. Chcę zniszczyć Króla, a do tego jesteście potrzebni mi
wy, Sting- wytłumaczył.
-Tyle każdy wie! Dlaczego chcesz to
zrobić?- wtrąciła się biało-włosa dziewczyna. Mężczyzna w
płaszczu wstał z krzesła i zaczął okrążać powoli dwójkę
Powstańców.
-Każdy ma jakiś powód. Was wygnał,
innych zabił, lub próbował. Jak dla mnie nie ma znaczenia, jaki
jest powód. Ważne, by już innych nie krzywdził.
-Wkurzasz mnie już, koleś. Ale skoro
Yukino chce ci pomagać, to ja też tak zrobię. Możesz już zacząć
uczyć nas tej swojej Mrocznej Magii, czy czegoś tam...- oznajmił
Sting, wychodząc z namiotu. Dziewczyna zaś pomogła wynieść
księgi stamtąd i ułożyła je zgodnie z alfabetem. Zakapturzony
otworzył jedną z nich i zaczął nauczać lud. Wśród nich, na
szarym końcu, siedział czarnowłosy chłopak, ubrany w czarne
szaty, a przez ramie wisiała biała szarfa. Nazywał się Zeref i
był tym, który zapoczątkował Powstanie. Brat Zakapturzonego, a w
dodatku także umiał magię. Królestwo nie miało jak na razie
szans na wygraną. Ale kto wie..? Wszystko mogło się zmienić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz