czwartek, 29 września 2016

Rozdział 3- Odkryta prawda

  Błękitna suknia Księżniczki lśniła, gdy przechodziła kolejno przed oknami, patrząc jednocześnie przed siebie i na Generała Gajeela, który najwyraźniej czegoś od niej chciał. Zatrzymała się, a rozkojarzona Juvia wraz z nią. Nie wiedziała w sumie, czego Lucy szuka, bo ciągle myślała o przystojnymi czarnowłosym chłopaku, który został pojmany przez Erzę. Nie obchodziło ją, dlaczego był zakuty. Chciała go tylko znów zobaczyć, a jeśli by się tak stało, to byłby to najlepszy moment w jej życiu. Niebieksowłosa otworzyła oczy i ujrzała przed sobą czarnowłosego Generała, który wyglądał na trochę poddenerwowanego.
-Księżniczko!- ukłonił się przed blondynkom- W zamku jest przeciek!
-Przeciek? Sugerujesz, że mamy kreta?!- oburzyła się. Juvia natychmiastowo się przeraziła. Przecież kret oznacza, że ktoś papla wszystko na prawo i lewo! A co, jak ktoś się dowie o jej miłości? To byłoby straszne i zniszczyłoby jej życie!
-Niestety tak, Księżniczko Lucy... Wczoraj, przechodząc obok pewnego baru, usłyszałem, że jeden z młodych panów mówił, iż miłosierny Król pojmał i wygnał dwojga młodzieńców- powiedział.
Ta informacja zszokowała Heartfilię tak, że miała ochotę zabić swojego ojca. Robił coś wbrew przepisom i wiedzy swojej żony i córki? To było nie do pojęcia. Zdenerwowana i zdeterminowana zostawiła Lockser i Redfox'a z tyłu, a sama ruszyła do swojego pokoju. Według informacji Mirajane- pokojówki Lyali, wynikało, że Królowa jest w pokoju Lucy. Wpadła tam i usiadła zdenerwowana na swoim dużym łóżku.
-Co się stało, córeczko?- uśmiech samej Królowej rozjaśnił otoczenie Lucy, która automatycznie także się uśmiechnęła. Wzdychając opowiedziała to, co usłyszała.
-Mamo, czy tato mówił ci coś o tym, że wygna jakichś chłopaków? Czy mówił ci w ogóle, że kogoś pojmał?- zaczęła dopytywać. Tak naprawdę i ona i Layla były nieświadome niebezpieczeństwa, jakie się czai za rogiem, z powodu błędów Króla.
-Kochanie. Dobrze wiesz, że Jude nigdy nie posunąłby się do takich okropnych rzeczy. Prawda, wspomniał mi, że wyrzucił tych dwóch chłopaków. Nazywali się Natsu i Gray, a wiesz dlaczego tak postąpił? Dlaczego ich wygnał w odmęty Magnolijskich lasów?- spytała z lekkim zniesmaczeniem.
-N-nie wiem... ale myślę, że nawet za najgorsze zło nie musiał dawać takiej kary. Przecież każdy uczy się na błędach! Sama mi tak mówiłaś. Poza tym... eh, nieważne- zasmuciła się. W głębi duszy, gdy jej wzrok spotkał się z różowowłosym skazańcem, wiedziała, że nie mógłby zrobić nic strasznego. Przynajmniej tak twierdziła, ale czyt to było prawdą?
-Jude powiedział, że ta dwójka chciała cię zabić. Tak, to prawda,co powiedziałaś, ale każdy człowiek ma w sobie choć odrobinkę zła. Przyznaje, popełnia się błędy, ale nie za cenę życia. Nie mogłabyś umrzeć, Lucy. Jesteś zbyt ważna dla nas i Królestwa!- wyciągnęła ręce, po czym złapała blondynkę i zaczęła tańczyć po całym pokoju, wyśpiewując ulubioną melodię. Lucy nie mogła uwierzyć, że oni chcieli ją zabić. Mieli zbyt łagodne oczy. Za duży strach na twarzy, ja na łajdaków. Poza tym, Natsu nie mógłby jej zranić, po tym, co przeżyli razem. Tak, to Lucy była tajemniczą blondynką, która zjawiała się z Królewskim Czarnoksiężnikiem- Makarovem, a wieczorami znikała w odmętach ciemności. To za nią Cana i Natsu w dzieciństwie tak bardzo tęsknili. Znikła już na stałe, kiedy jej ojciec zrozumiał, jakie niebezpieczeństwo może czyhać na jego córkę. Zamknął ją w zamku, nie mogła wychodzić na zewnątrz. Oczywiście Królowa nie zgadzała się na takie postępowanie, ale sama nie chciała stracić Lucy, więc dała spokój. Dokładnie jedenaście lat nie widziała swoich przyjaciół z dzieciństwa. Martwiła się o nich, wieczorami modliła o ich bezpieczeństwo, a czasem płakała za nimi i wolnością. Za zapachem rosy, za śmiechem dzieci i codziennymi lekcjami magii z najbliższym jej wtedy Makarovem.

 W Magnolijskich lasach skowronki ćwierkotały, ciepły wiatr w rytmie obijał się od zielonych liści, a w oddali było słychać szum pięknego wodospadu. Błyszczące słonce odbijało się od czarnych oczu dwojga chłopaków, którzy leniwie patrzyli w płynące po niebie chmury. Nie odzywali się do siebie ani słowem, bo nie potrzebowali ich, aby zrozumieć, że są głodni. Co chwilę słychać było burczenie w ich brzuchach. W końcu różowowłosy nie wytrzymał i szybko zerwał się na nogi, rozglądając się za jakimiś jagodami. Głęboko westchnął i zaczął szperać w krzakach. Zrezygnowany brakiem jakiegokolwiek pożywienia, usiadł i znów podparł się o pień.
-Może ruszyłbyś tyłek i poszukał trochę dalej żarcia?- zaproponował Gray, który czuł okropny ból w żołądku. Ze skwaszoną miną oddychał głęboko.
-Myślisz, że pójdę sam? Chyba...- urwał, gdy zobaczył jeszcze kogoś.
-Co jest?- rozkojarzony Fullbuster wstał i próbował cokolwiek wypatrzeć. Nie trwało to długo, ponieważ już w pierwszych sekundach po wstaniu ujrzał zakapturzonego mężczyznę, który z każdą chwilą był coraz bliżej nich. Cofnął się trochę i w panice zaczął przygotowywać się do ucieczki.
-Nie bójcie się mnie...- zaśmiała się owa postać, stojąc już u boku Natsu, który z założonymi rękoma udawał, że nic go to nie ruszyło. -Chcę wam tylko pomóc- uśmiechnął się. Zakapturzony nie chciał robić żadnych pochopnych ruchów, więc na początek zdjął kaptur. Spod niego wyłoniły się brązowe i głębokie oczy, a także niebieska czupryna, spadająca na czoło. Także wyróżniającą go rzeczą był jego ,,wrodzony” znak na prawym poliku. Z tajemniczym uśmiechem zaproponował chłopakom współpracę z Powstańcami.
-Chwila! To ty nas wygnałeś!- krzyknął różowowłosy, wskazując wprost na Gerarda.
-Zgadza się. Jestem Jellal, Doradca Króla, który zaproponował wygnanie was, a teraz przychodzę z prośbą o dołączenie do mojej armii, która walczy przeciwko tyranii Króla-wyznał.
-Tyranii Króla? Chyba sobie żarty stroisz, koleś. Niby co takiego Jude Heartfilia zrobił, że aż tak go nienawidzicie i chcecie obalić z tonu?!- krzyknął oburzony Gray. Niebieskowłosy westchnął i włożył ręce do kieszeni. Zamknął oczy i zaczął tłumaczyć.
-Jeśli myślicie, że wy jesteście jedynymi, którzy zostali wygnani przez Juda, to się mylicie. Wygnańców są dziesiątki, może nawet setki! Co gorsza, kiedyś, kiedy Księżniczka była młoda, a Królowa zajmowała się tylko nią, Król bawił się życiem ludzkim. Za małe przewinienie wtrącał do lochów, wyprowadzał z Królestwa i dopiero wtedy zabijał, lub robił to samo, co z wami! Zdajecie sobie sprawę, jak ci ludzie byli przerażeni? Bali się swojego cienia! Ja, wraz z moim bratem, ich przygarnąłem i zasiedliliśmy się w tych lasach, bo dobrze wiemy, że nikt tutaj nie przychodzi. Codziennie mamy treningi i uczymy się Czarnej, Mrocznej, Zakazanej Magii- to to samo. Ale, jeśli mi nie wierzycie, możecie iść do tych biednych ludzi i zapytać się ich. Proszę bardzo, droga wolna.
Po tych słowach Natsu i Gray zrozumieli powagę sytuacji i poszli wraz z Doradcą Króla do wioski, aby przyłączyć się do Powstańców i uczyć się magii przeciwko Królowi. Gdy już dotarli, ujrzeli Midnighta, Stinga, Yukino, Ulthear i Melody, którzy już prawie obudzili w sobie moc. Sting jednak uczył się jednej z starożytnych i niebezpiecznych magii Smoczego Zabójcy Światła. Tylko jeden człowiek mógł się nią posługiwać, ponieważ każdego nieodpowiedniego maga ona zabijała. Tak samo Jellal poszukiwał jeszcze sześciu magów tej dziedziny. Pradawnego i najsilniejszego maga, któremu została przeznaczona magia Smoczego Zabójcy Ognia. Majestatycznego i uzdrowicielskiego maga, który został wskazany na Smoczego Zabójcę Wiatru. Pewnego siebie i zuchwałego czarodzieja, którego nie zabiłaby magia Smoczego Zabójcy Metalu. Mrocznego i przeraźliwego wybrańca, który miał mieć magię Smoczego Zabójcy Ciemności, a także były jeszcze dwa, nieodkryte rodzaje magii Smoczych. Podobno oni nie mieli swoich Smoków, ale byli zapisani w księdze. Mianowicie Smoczy Zabójca Piorunów, czy też Smoczy Zabójca Trucizny.
-Sting, myślisz, że to ty jesteś wybrańcem?- zapytał Gerard, podchodząc bliżej.
-Nie mam pojęcia! Najlepiej mi się to czyta i mówi, więc sobie to wybrałem- zaśmiał się.
-Masz pojęcie, że to może cię zabić?!- Gerarda zszokowało to, co powiedział, więc zabrał mu księgę i podał Natsu. Blondyn zaś wyrwał różowowłosemu swoją własność.
-Dobrze. Ucz się tego, jeśli chcesz, ale nie miej do mnie pretensji, jeśli zginiesz- uśmiechnął się i odszedł, zakładając ponownie kaptur. Natsu obrócił się i zdezorientowany zaczął szukać wzrokiem Graya, który gdzieś zniknął.
-Nowy tutaj?- zapytała Yukino, podając mu rękę.
-Taa... Gray, idioto, gdzie jesteś?!- zignorował białowłosą, po czym zaczął szukać przyjaciela. Przeszukał wszystkie namioty, były puste. Pytał się każdego, nikt nic nie wiedział. Czując głód, skierował się do miejsca, w którym pewien mężczyzna rozpalał ognisko. Podszedł i usiadł na jednej z ławek. Wzdychając i martwiąc się o kolegę, myślał o wszystkim, co się zdarzyło po przypadkowym podpaleniu baru. Jak zostali pojmani, jak spotkał Księżniczkę, jak został jednym z Powstańców. To był dopiero początek, a on już miał dość.
-Zmęczony?-z przyjemnym uśmiechem rozpalający odłożył zapałki i przysiadł się.
-Tak, a jakby tego było mało, zgubiłem przyjaciela- z ręką podpierającą brodę wzdychał powoli.
-Zgubiłeś? Ale jak można zgubić człowieka?- dopytywał.
-No normalnie! Jest, a potem go nie ma... Poza tym, jak masz na imię?- zapytał zgorączkowany.
-Jestem Cobra, gotuje tutaj, a ty?- uśmiechnął się szerzej i dodał rozpałki do ogniska.
-Nat... Kucharz?! Błagam, daj mi coś do jedzenia!- poprosił różowowłosy, wstając z ławki.
-Chodź za mną, Nat- zaśmiał się i zaprowadził Dragneela do swojego namiotu. Ku zdziwieniu, Natsu tylko tam nie szukał, a okazało się, że Fullbuster siedział tam i spożywał zupę. Różowowłosy natychmiast odbiegł do czarnowłosego i żądał wyjaśnień. Gray za to milczał jak grób i tylko uśmiechał się tajemniczo. Natsu przewrócił oczami, zjadł to samo, co kolega i skierował się do lasu.

W tym samym czasie Erza zastanawiała się, czy powinna powiedzieć Gajeelowi o niedawnym zajściu z niebieskowłosym chłopakiem. Wiedziała, że zrobi źle, jeśli tego nie powie, ale co wtedy stałoby się z Doradcą? Nie chciała go skrzywdzić, więc nie zamierzała wyjawić całej prawdy. Ubierając zbroję myślała o tym wszystkim, a następnie skierowała się na trening, gdzie powinien być Dowódca. Gdy wyłoniła się zza kolumn, ujrzała po raz kolejny Zakapturzonego, który wkłada do skrzyni swój płaszcz. Podeszłą do niego w nadziei, że wytłumaczy jej to wszystko.
-To ty wczoraj wymknąłeś mi się z zamku?- zapytała łagodnie, acz stanowczo. Znów jej serca zadrżało, kiedy ujrzała głębokie oczy niebieskowłosego, który ukłonił się i chwycił jej dłoń.
-Przepraszam, nie przedstawiłem się. Jestem Jellal Fernanades- ucałował jej rękę, po czym wstał. Szkarłatnowłosa zarumieniła się,ale zaraz postawiła się do pionu.
-Erza Scarlet, Zastępca Dowódcy I Armii Królewskiej! Wytłumacz się, Fernanades- rozkazała.
-Dobrze, Erzuniu... Mogę tak do ciebie mówić? I tak będę. Wczoraj musiałem wyrzucić pewną księgę. Król mi kazał, możesz się zapytać go, Erzuniu- zaśmiał się.
-Okej! Idź już! Tylko więcej tak do mnie nie mów!- zdenerwowana odeszła do Armii, gdzie Gajeel rozmawiał ze swoim wiernym żołnierzem- Rogue. Odwróciła się i ujrzała uśmiechniętego Gerarda, który dyskretnie posłał jej buziaka. Zarumieniła się i szybkim krokiem podeszła do swojego kolegi.
-Melduję się- szepnęła, ukrywając swoje czerwone poliki.
-Rozumiem. Masz raport?- zapytał, widząc rozkojarzenie szkarłatnowłosej.
-Nie, ale... mam pewną bardzo ważną wiadomość!- otrząsnęła się i zachowywała się już normalnie. Gajeel usiadł na krześle, które zawsze stało na jego stanowisku, i zaczął słuchać.-Wczoraj, kiedy pilnowałam wyjścia, przez przypadek ktoś chyba przemknął do lasu- powiedziała brązowooka.
-Dlaczego nie powiedziałaś mi tego wcześniej?- zapytał, zdeterminowany do rozwiązania zagadki. Nie wiedział jednak, że Erza już wiedziała, dlaczego Jellal wtedy poszedł do lasów.
-Jakoś nie miałam do tego głowy, poza tym miałam wiele innych rzeczy do zrobienia- usprawiedliwiła się. Gajeel uśmiechnął się nerwowo i wstał. Jak najszybciej chciał spotkać się z Królem, aby poinformować go o wszystkim.

Królowa z uniesioną głową kierowała się do swojego męża. Po rozmowie z córką, to, co mówił Jud wydawało się jedną wielką i absurdalną fikcją. Przecież, gdyby to, że chcieli uśmiercić Lucy, byłoby prawdą, to jaki mieliby powód? Po co chcieliby ją zabić? Layla chciała dowiedzieć się prawdy. Z hukiem otworzyła drzwi do sali tronowej. Jude siedział zaskoczony, a Królowa podeszła bliżej i zdenerwowana patrzyła na męża spod byka.
-Jud! Powiedz mi prawdę!- krzyknęła. W zwyczaju nie miała unoszenia głosu, ale jeśli chodziło o reputację Królestwa to zrobiłaby dla niej wszystko.
-O co chodzi, żono? Dlaczego na mnie krzyczysz?- pytał.
-Nie udawaj, że nie wiesz. Powiedz, dlaczego ich wygnałeś? Tylko szczerze- rozkazała.
-Mówiłem ci już. Chcieli za...
-Nie kłam!- wtrąciła się. -Nie mieliby żadnego powodu, dla którego by tak postąpili. Mężu, proszę, powiedz- uśmiechnęła się, w nadziei, że do Juda w końcu dotrze, że nie powinien tak traktować jej, Królestwa i ich córki. Powinien jednak żyć, mówiąc prawdę wszystkim. Wliczając w to rodzinę.
-Layla! Nie kłamię. Chcieli zabić naszą córkę, więc ich wygnałem! Możesz odejść, mam ważne sprawy do omówienia- skłamał, gdyż myślał, że nic się nie wyda. Niestety, jak na złość losu, rodzina dowie się o wszystkim. Blondynka wyszła bez słowa, w przekonaniu, że to prawda, choć sama w to nie wierzyła. W ciszy skierowała się do jej pokoju, gdzie czekała już na nią Mirajane. Przed drzwiami spotkała Juvię i Lucy, które najwyraźniej coś od niej chciały.
-Mamo, jakby co, idziemy zrobić sobie piknik. Może chcesz iść z nami?- zapytała Lucy.
-Przepraszam, ale potrzebuje teraz kąpieli, Lucy. Idźcie same- uśmiechnęła się a dziewczyny odwzajemniły gest. Szczęśliwe zaczęły biec w stronę wyjścia z zamku, aby odetchnąć powietrzem.
-Juvia! Chodźmy do lasu!- zaproponowała blondynka, zatrzymując się.
-Jest Księżniczka pewna? Przecież ostatnio ktoś chciał panienkę zabić- podsumowała.
-Nie przejmuj się tym, Juviś. Nikt tak naprawdę nie zamierzał mnie zabijać- rzekła, mocniej zaciskając rękę, w której trzymała koszyk z jedzeniem. Obydwie ruszyły przed siebie, w nadziei, że nic się nie stanie, kiedy na chwilę uciekną od rzeczywistości. Biegły przed siebie, mijając kolejnych ludzi na ulicy, a kiedy już znalazły się poza Królestwem, widziały pustkę. Żadnego człowieka, żadnego zwierzęcia. Może w lesie były jakieś stada, ale szczerze w to wątpiły. Szły spokojnie i w ciszy. Błękitne niebo przysłaniały burzowe chmury, a z południa zrywał się powoli silny wiatr. Dziewczyny za wszelką cenę chciały zrobić piknik, lecz wiedziały, że to głupota. Oczywiście było to przykrywką, ponieważ chciały się dowiedzieć, czy to, co mówili w barze było prawdą. Chciały się dowiedzieć, czy to, co mówił ojciec Lucy było prawdą. Naprawdę chcieli ją zabić? Absurdalne.
-Myślisz, że zbiera się na burze?- zapytała blondyna, patrząc na ciemne chmury.
-Nie jestem tego pewna, ale może powinnyśmy wrócić?- zaproponowała Juvia, uśmiechając się.
-Może powinnyśmy, ale chcę się dowiedzieć...- zasmuciła się. Lockser chwyciła za jej łokieć i pociągnęła ją w głąb lasu.
-Kiedy byłam tutaj pierwszy raz, doszłam do bardzo pięknego wodospadu!- krzyknęła. Zaczęły biec i po paru minutach były już przed pięknym, błękitnym wodospadem, którego woda obijała się od skał, obrośniętych zieloną roślinnością. Heartfilia jeszcze nigdy nie była w tak pięknym miejscu. Uklękła i zaczęła bawić się w wodzie, puszczając tam liście, które opadły na ziemię. Dziewczyny śmiały się i wygłupiały, przyciągając uwagę chłopaka, który także miał zamiar iść w tamto miejsce. Ukrył się w krzakach i podsłuchiwał rozmowę Księżniczki i Juvii. Różowowłosy obrócił się i po raz kolejny ujrzał Królewską piękność, którą kojarzył. Miał głęboką świadomość, że już ją widział, rozmawiał z nią.
-Nie... to niemożliwe! Czy ona może być..?- nagle w jego głowie pojawiło się pełno pytań, a on sam nie mógł wstać. Przerażająca prawda przeszyła go na wylot i uświadomił sobie, że zakochał się w Księżniczce. -Jeśli to prawda, że ona jest tą dziewczynką to czy ja się w niej kocham?- zaśmiał się. To było takie absurdalne, ale mogło być prawdą. Serce Natsu gwałtownie przyśpieszyło, tętno było nie do opanowania. Myślał, że uda mu się niezauważonym przejść i wrócić do wioski, lecz zahaczył o wystającą gałąź i przewrócił się.
-Co to było? Kto tam jest?- Niebieskowłosa szybko zareagowała i podbiegła do krzaków. Ukucnęła i obserwowała czarnookiego. -Księżniczko! Czy to nie ten chłopak, którego wygnali?
-Jak masz na imię?- dopytywała blondynka, także klękając blisko nieznajomego.
-J-jestem Natsu... Natsu Dragneel- powiedział, podnosząc się. Złapał się za głowę i z przymrużonymi oczami patrzył na dziewczyny.
-Więc to ty! Chciałeś mnie zabić?- palnęła, gwałtownie upadając na kolana. Podniosła głowę, a jej jasne włosy muskały ją od powiewu wiatru. Wpatrując się w czarne oczy chłopaka, myślała, czy nadal ją pamięta. Natsu także zadawał sobie to pytanie. Kiedy zrozumiał, jak blisko niego jest Królewna, zarumienił się i odsunął.
-Nie chciałem cię zabić- rzekł, krzyżując ręce. Lucy zaś szybko wstała i ucieszyła się.
-Tak! Mamy dowód, Juviś!- krzyczała, skacząc w kółko. Widać było, że ten fakt ją cieszył, ale dlaczego?
-Nie rozumiem- skwitował Natsu, wstając i otrzepując swoją białą koszulkę.
-Wytłumaczę. Mój ojciec, Król, powiedział, że ty i...- ucięła, próbując przypomnieć sobie imię drugiej wygnanej osoby.
-Gray- uprzedziła ją Juvia. Blondynka uśmiechnęła się szeroko i kontynuowała.
-Więc powiedział, że ty i Gray chcieliście mnie zabić i to dlatego was wygnał- powiedziała.
-Co? Czy go porąbało? Idiota- parsknął Natsu. Po wzroku Księżniczki odczytał, że nie za bardzo spodobało jej się to określenie, więc trochę przyhamował.
-Może i tak, ale nadal mówisz o Królu, wygnańcu- powiedziała Juvia, z wzrokiem diabła.
-Spokojnie, Juvia. Gdzie jest twój kolega?- zapytała, rozglądając się na boki.
-Nie ma go akurat tutaj. Jest w tamtej wio...- uciął. Dotarło do niego, że Gerard mówił, iż nikt z Królestwa nie może się dowiedzieć o Powstańcach.
-W tamtej wio? Co to znaczy?- dopytywała Lucy. Lockser natomiast usiadła na pobliskim kamieniu, wzdychając do swojej miłości. Nie miała pojęcia, że niedługo Natsu miał przyprowadzić Graya.

-Z-znaczy jest niedaleko! Tak! Pójdę po niego, ale nie idźcie za mną!- rozkazał. Blondynka wzruszyła ramionami i usiadła koło swojej pokojówki, licząc na to, że różowowłosy jak najszybciej przyprowadzi drugiego wygnańca.  

poniedziałek, 19 września 2016

Rozdział 2- Wygnanie

  Odgłos kroków było słychać w całej sali. Niebiesko-włosy mężczyzna z szaleńczym uśmiechem na twarzy maszerował przed siebie. Nagle stanął. Zajrzał przez szparę w drzwiach i ujrzał Dowódcę, a wraz z nim Króla. Nachylił głowę i zaczął nasłuchiwać.
-Mój Królu! Oni są jeszcze młodzi i sprawni! Nie ma sensu ich karać. Mogą się przecież przydać w przyszłości. Chcę, abyś przemyślał całą sprawę- czarnowłosy uklęknął, a jego włosy powoli opadały na podłogę. Jude zamachnął się i z grymasem na twarzy odpowiedział:
-Idź już. Przemyślę to- parsknął. Gajeel przytaknął i zaczął odchodzić. Wyszedł z komnaty i szczelnie zamknął drzwi. Gdy zerknął przed siebie, ujrzał Jellal'a.
-Co ty tutaj robisz?- zapytał stojącego przed nim Doradcę. On zaś uśmiechnął się i wzruszył ramionami. -Podsłuchiwałeś?- dociekał.
-Nie ośmielił bym się podsłuchiwać Króla, Redfox- skłamał. Chłopaka zaciekawiła ich rozmowa i miał zamiar coś w niej zadziałać, aby przypodobać się Judowi.
-Nie wierzę ci- Dowódca szorstko odpowiedział i odszedł w ciszy. Fernanades natomiast z uśmieszkiem przeszedł przez drzwi, po czym co chwilę spoglądał na Heartfilię.
-Chciałeś o czymś porozmawiać?- Król twardym tonem zaczął rozmowę.
-Cóż, można tak powiedzieć. Przypadkiem słyszałem rozmowę Króla z Redfox'em i zaciekawiłem się sprawą. Krócej mówiąc; mam pewną propozycję, co do kary- skrócił i usiadł koło Juda.
-Naprawdę? Jaką?- zaciekawił się.
-Co ty na to, aby ich wyrzucić z Królestwa? Przecież to nie będzie twój pierwszy raz, Królu.
-Skąd o tym wiesz? Hmm, w sumie racja. Im mniej takich ludzi w Królestwie, tym jesteśmy bezpieczniejsi, a oni niech zdechną- zaśmiał się. Królowi spodobał się tok myślenia Gerarda, a on wiedział, że zdobywa zaufanie Juda, które będzie mu potrzebne.
-Więc postanowione!- krzyknął. Tak naprawdę miał bardzo dobry plan. Zaśmiał się i zaczął omawiać z Heartfilią plany dotyczące bliskich urodzin księżniczki Lucy.

  Blondynka radośnie przemierzała ulice miasta, poszukując jakiejś nowej książki. Wchodząc do opustoszałej księgarni zaczęła szperać. Odkopała różne książki. Od cenionych horrorów, do najbardziej absurdalnych fantasty.
-Cześć, księżniczko Lu!- krzyknęła podbiegająca do niej Levi. Na buziach obydwóch dziewczyn zagościł uśmiech.
-Dzień dobry, Levi-chan- oznajmiła Lucy, lekko się kłaniając.
-Czego szukasz?- zaciekawiła się niebiesko-włosa, gładząc swoją sukienkę.
-Tak właściwie, to nie wiem. Może polecisz mi coś?-spytała księżniczka, odchodząc od pułki.
-Oczywiście, Lu-chan!- dziewczynka zaczęła poszukiwać czegoś. -Jest!- krzyknęła, wyjmując piękną książkę, której okładka przypominała kolor nocnego nieba. Księżniczka chwyciła opowieść i zachwyciła się okładką, a także tytułem.
-„Zdrada Królestwa”- zaczęła Lucy. -Brzmi ciekawie!- podekscytowała się. Razem z Levi podeszła do starca z białą brodą i położyła na blacie.
-Ile płacę?- zapytała uśmiechnięta Lucynka, podnosząc już torebkę z pieniędzmi. Lekko ją otworzyła, ujawiniając jej ulubione czasopismo, a także portmonetkę.
-Królewna?! Proszę, to w prezencie!- krzyknął, kłaniając się. Heartfilia uśmiechnęła się nerwowo i spakowała powieść do torebki. Wyszła z Levi i skierowały się do kawiarni. Przechodząc obok ślepego zaułka usłyszały szloch. Kobiecy płacz, dochodzący stamtąd.
-Leviś, słyszysz to?!- zapytała Lucy, zbliżając się do ciemnego miejsca. -Czy ktoś tu jest?
-T-tutaj...- odezwał się łagodny i bardzo zdarty głos. Dziewczyny zaczęły wchodzić głębiej i głębiej, aż natrafiły na kobietę, na oko nie starszą od nich, i pomogły jej wstać.
-Co się stało?- dociekała Heartfilia. McGarden stała z tyłu i przerażona nie wiedziała, co ma zrobić.
-Zaatakowały mnie... Jakieś zbiry i pobiły...- ledwo co wydusiła z siebie te słowa.
-Dobrze. Zajmę się tobą, a ty się nie przemęczaj- rozkazała księżniczka. Granatowowłosa zaś przytaknęła i mocno zacisnęła oczy z bólu.
Półtora godziny później dziewczyna obudziła się w dużym pomieszczeniu, na łożu szpitalnym. Usiadła na nim i zaczęła się rozglądać. Nikogo nie było. Z okropnym bólem wstała i wyjrzała przez okno. W okamgnieniu uświadomiła sobie, że jest w jednym z pomieszczeń Królestwa. Usłyszawszy kroki zza drzwi, położyła się z powrotem na łóżko, udając, że śpi. Do sali weszła Lucy, wraz z dziewczynką, która miała około dwunastu lat. Była ubrana w fartuch lekarski i miała statoskop powieszony przez szyję. Wyglądała niczym typowy lekarz.
-Czy będzie z nią w porządku?- zapytała zmartwiona Lu, przykrywając bardziej poszkodowaną.
-Raczej tak. Pacjentka ma liczne siniaki i zadrapania, poza tym nie ma większych obrażeń. Kiedy się obudzi, będzie mogła spokojnie wrócić do domu- oznajmiła lekarka.
-Dzięki ci, Wendy. Sądzisz, że to był napad?- dociekała blondynka.
-Nie wiem- oznajmiła. Podbiegła do dziewczyny, gdy ta zaczęła się budzić. -Słyszysz mnie?
-T-tak... Gdzie ja jestem?- zapytała niebieskooka.
-Ja jestem Lucy Heartfilia, a to jest Wendy Marvell, to ona cię opatrzyła- księżniczka uśmiechnęła się, po czym usiadła koło pacjentki.
-Ja nazywam się Juvia Lockser, czy ty czasami nie jesteś córką Króla Juda?- zapytała.
-Tak, czy coś nie tak?- zaniepokoiła się wyrazem twarzy Juvii. Wyglądała na bardzo zakłopotaną.
-Księżniczko... Byłam w podróży i twój ojciec zaproponował mi posadę. Jestem od teraz twoją pokojówką- uśmiechnęła się. Czekoladowe oczy Lucy spojrzały na dziewczyny spokojnym wzrokiem. Odwzajemniła uśmiech i podała rękę Lockser.
-Więc spędzimy dużo czasu razem, Juvio- dziewczyna złapała Lucy za rękę i powoli wstała z łóżka. Chwyciła się barka Heartfilii i zniknęły za drzwiami.

  Gray siedział zły na Natsu za niedawną konwersację z Królem. Ciągłe szeptał coś pod nosem i obrzucał złowrogimi spojrzeniami kolegę. Różowo-włosy zaś spoglądał za kraty i tęsknił za wolnością. Niby byli tutaj uwięzieni przez niecałą dobę, ale chłopak myślał, że to były lata.
-Nudno tu...- powiedział, cofając się pod ścianę. -Nadal jesteś zły?
-A jak nie mam być? Zrujnowałeś jedyną szansę na przebaczenie- Gray wstał i zaczął kombinować, jak się wydostać. W prawdzie byli tylko zwykłymi mieszkańcami. Nagle do lochów dumnie weszła Erza i szybkim krokiem podeszła do chłopaków.
-Ja znów do was. Król Jude chcę, abyście do niego przyszli- oznajmiła, otwierając im celę. Po chwili byli zakuci w kajdany i wraz z szkarłatnowłosą ruszyli do Heartfilii.
  W tym samym czasie Lucy pokazywała progi zamku Juvii. Jej pokój, królewską kuchnię, tarasy, salę balową, dziedziniec, pokój pokojówek. Zostało jeszcze jedno ważne pomieszczenie. Mianowicie sala tronowa. Jasna, z wielkimi oknami. Na środku niej leży wielki i czerwony dywan, a kolumny są ozdobione szafirem i złotem. Natomiast piękny, złoty tron stoi na środku sali, błyszcząc jak słońce. Obok tego skarbu był jeszcze kolejny mini-tron dla doradcy.
-Kiedy już wszystko ci pokażę, pójdziemy urządzić piknik!- podekscytowała się Lucy.
-Brzmi nieźle- odpowiedziała koleżanka. Nagle się zatrzymała.
-Coś się stało?- zaciekawiła się Heartfilia, widząc minę Juvii.
-Panienko, spójrz...- wskazała na dwojga przechodzących chłopaków, których prowadziła Erza.
-Co tu się dzieje?- zapytała zaniepokojona Lucy, podchodząc dumnym krokiem do nich.
-Księżniczko!- krzyknęła szkarłatnowłosa, kłaniając się jej. Blondynka zaś zauważyła, że Natsu i Gray są zakuci w kajdanki.
-Aresztowałaś ich? Dlaczego?- dopytywała zła Heartfilia. Czarnowłosy zaś zaniepokojony patrzył na Juvię, która automatycznie miała motylki w brzuchu.
-Takie było polecenie Króla Juda. Proszę się nie martwić, Księżniczko!- rozkazała wstając. Po chwili Lucy odeszła zła. Nie wiedziała, do czego jej ojciec zmierzał, ani co takiego robił w tajemnicy przed nią i mamą. Postanowiła pójść z wszystkimi pytaniami do Królowej Layli.
-Ta niebiesko-włosa była... straszna!- przeraził się Gray, szturchając Natsu, który stracił nagle humor. Szedł powolnie, zwalniając co chwilę. Jego twarz przybrała kolor śniegu. Chyba wreszcie dotarło do niego, co się dzieje.
-Taa...- powiedział, a jego głos drżał. Gray martwił się o niego, ale tak naprawdę, to nie wiedział, co mogło spowodować ten nagły stres. Drzwi do sali tronowej otworzyły się, a tętno zaczęło im przyśpieszać. Wchodząc do pomieszczenia ujrzeli siedzącego Króla z groźną miną i postać siedzącą obok. Miał niebieskie włosy i uśmiech, który był przeraźliwy.
-Zastępca Generała melduje się na rozkaz!- krzyknęła Erza, stojąc w żołnierskiej pozie.
-Dziękuję, Erzo. Możesz już iść- oznajmił Jude. Szkarłatnowłosa na początku chciała zostać, ale za rozkazem Króla wyszła z sali karnej. Jednym, co ją zaciekawiło, to chłopak siedzący obok Heartfilii. Uśmiechnęła się i odeszła w ciszy.
-Młodzieńcy- zwrócił się do stojących przed nim przyjaciół. -Popełniliście czyn karalny i musicie za to ponieść konsekwencje. Najpierw dam wam szansę. Jakie jest wasze wytłumaczenie?
Gray miał zamiar coś powiedzieć, lecz zabrakło mu tchu. Dyskretnie obserwował Natsu, który stał jak wryty, obserwując doradcę Króla. Gerard słuchał, jak pomyślnie idą jego plany i uśmiechał się.
-Nikt nie ma nic do powiedzenia?- zdenerwował się Jude. -Waszą karą będzie wygnanie. Zniknijcie z Królestwa jeszcze dziś. Jeśli tego nie zrobicie, spędzicie resztę życia w lochach za nie wykonywanie poleceń Króla- powiedział i z lekkim szczęściem machnął ręką na znak, że mają wyjść za drzwi. Zszokowany Gray nie wiedział, co ma zrobić. Do końca życia być poza murami zamku? Przecież nigdy by nie pomyślał, że kiedykolwiek musiałby opuścić zamek. A co gorsza, na zawsze. Natsu ledwo powstrzymywał się od awantury. Na pięcie odwrócił się i wyszedł jak najszybciej, nie czekając nawet na Graya.

  Po raz kolejny Zakapturzony kierował się poza teren Królestwa. Wybierał się do Powstańców, aby zacząć uczyć ich magii. Nagle zauważył czerwonowłosą dziewczynę, ubraną w zbroje, stojącą i pilnującą bram. Zastanawiał się przez chwilę, jak może jej uniknąć, ale zdecydował się użyć swojego uroku osobistego, aby ją oczarować. Powolnym krokiem podszedł do dziewczyny.
-Kim jesteś? Masz zezwolenie na wyjście z Królestwa?- dopytywała. Zakapturzony zaś przyłożył jej palec wskazujący do ust i ukazał swoje ciemne oczy.
-Ciii...- szepnął i zniknął za rogiem. Erza przez chwilę jeszcze stała, ogarniając to, co się stało. Uświadomiła sobie, że ktoś wyszedł, ale nie to ją obchodziło. Jego oczy zahipnotyzowały ją i nie mogła się otrząsnąć. Głęboko westchnęła i oczarowana wróciła do armii. Nieznajomy po raz kolejny z uśmiechem kierował się do Magnolijskich lasów. Wilgotne, ciemne i zamieszkane przez wygnańców. Ciągle maszerował przed siebie, coraz bardziej oddalając się od Erzy i zamku.
-Ściemnia się...- szepnął sam do siebie, patrząc na ujawniające się gwiazdy. -Co to ma być?- zakpił, widząc dwóch przygłupów, którzy rękoma próbowali złowić rybę. Jeden z nich patrzył na drugiego, najwyraźniej kibicując mu. Wyglądało to głupio i było głupie. Nie tracąc na nich czasu przewrócił oczami i skierował się do wioski. Jaskrawe słońce zachodziło z każdą minutą, a mroczny księżyc uśmiechał się wschodząc. Nocny mrok opanował mieszkańców, którzy próbowali zasnąć. W jednym z namiotów paliło się światło. Zakapturzony więc wszedł do środka i ujrzał białowłosą dziewczynę, czytającą książki, które przyniósł.
-Wszyscy śpią?- zapytał, a dziewczyna zniesmaczona zachowaniem nieznajomego odłożyła lekturę i wyszła z namiotu. Machnęła ręką, a on poszedł w ślady dziewczyny.
-Dzisiaj niektórzy świętują- powiedziała, kierując się w stronę niedalekiego ogniska.
-Sting!!!- krzyknęła na całe gardło. Nagle zza krzaków wyłonił się wspomniany chłopak.
-Yukino, co się stało? Co on tu robi?- pytał.
-Przybyłem, by was uczyć Magii- zaśmiała się postać w płaszczu.
-Kim ty tak właściwie jesteś?- wzburzył się blondyn.
-Kim jestem?- zaśmiał się Zakapturzony, siadając na krześle. -Chyba już kiedyś o tym mówiłem. Chcę zniszczyć Króla, a do tego jesteście potrzebni mi wy, Sting- wytłumaczył.
-Tyle każdy wie! Dlaczego chcesz to zrobić?- wtrąciła się biało-włosa dziewczyna. Mężczyzna w płaszczu wstał z krzesła i zaczął okrążać powoli dwójkę Powstańców.
-Każdy ma jakiś powód. Was wygnał, innych zabił, lub próbował. Jak dla mnie nie ma znaczenia, jaki jest powód. Ważne, by już innych nie krzywdził.
-Wkurzasz mnie już, koleś. Ale skoro Yukino chce ci pomagać, to ja też tak zrobię. Możesz już zacząć uczyć nas tej swojej Mrocznej Magii, czy czegoś tam...- oznajmił Sting, wychodząc z namiotu. Dziewczyna zaś pomogła wynieść księgi stamtąd i ułożyła je zgodnie z alfabetem. Zakapturzony otworzył jedną z nich i zaczął nauczać lud. Wśród nich, na szarym końcu, siedział czarnowłosy chłopak, ubrany w czarne szaty, a przez ramie wisiała biała szarfa. Nazywał się Zeref i był tym, który zapoczątkował Powstanie. Brat Zakapturzonego, a w dodatku także umiał magię. Królestwo nie miało jak na razie szans na wygraną. Ale kto wie..? Wszystko mogło się zmienić.



piątek, 9 września 2016

Rozdział 1 - Pojmanie

  Maszerując spokojnie po zamku, Gajeel nadal rozmyślał nad zakapturzoną postacią, znikającą w gąszczu pięknych i wilgotnych lasów. Nagle stanęła przed nim mała niebiesko-włosa dziewczynka, wpatrująca się w podłogę. Wskazała na bibliotekę i rzekła;
-Cześć, pomógłbyś mi?- zapytała nieśmiało, drapiąc się lekko po głowie.
-Ta, jasne- powiedział, wchodząc przez drzwi, którymi dziewczynka przed chwilą wbiegła. Kiedy wszedł do środka, wstrząsnęło nim.
-Czy tutaj była jakaś wichura?!- krzyknął, patrząc na poprzewracane półki, a książki leżały dosłownie wszędzie. Niebiesko-włosa uśmiechnęła się, a Dowódcy przyszło na myśl to, w czym miał jej pomóc.
-Dziękuję, że zgodziłeś się mi pomóc- powiedziała z uprzejmym wzrokiem. -Potrzebowałam kogoś silnego, żeby pomógł mi ogarnąć ten bajzel i aby podniósł wszystkie półki.
-Okej, zabierzmy się do roboty, Levy- odparł, całkowicie zapominając o ważnym spotkaniu, jakie go czekało.
  Półgodziny później mieli już wysprzątane. Pozostało tylko ułożyć cieżką figurkę na najwyższą część szafki.
-Gajeel, podsadzisz mnie?- zaproponowała dziewczyna. Generał tylko przytaknął i wziął malutką na barki, przez co dosięgała na szczyt. Gdy tylko figurka otarła się o półkę, dziewczyna przechyliła się niezgrabnie i wylądowała na książkach, co spowodowało ich upadek.
-Levy!!!- krzyknął czarnowłosy, szukając jej pośród książek.
-Tu jestem...- powiedziała, wyłaniając rękę. Mężczyzna automatycznie ją odkopał i wyciągnął stamtąd. Westchnął i ponownie zaczął układać księgi. Po kolejnych siedemnastu minutach biblioteka lśniła czystością.
-Dzięki! Do zobaczenia później!- krzyknęła, wypychając go z sali i zamykając przed nim drzwi. On zaś wzruszył ramionami i odszedł w ciszy.
Schodząc po długich i betonowych schodach, generał ujrzał w oddali powiewającą na wietrze pelerynę króla. Zaczął coraz szybciej iść w jego stronę.
-Już jestem, Królu- rzekł dumnie Gajeel, kłaniając się przed swoim panem. On zaś spojrzał na niego spod byka. -Spóźniłeś się, Dowódco! Jak śmiałeś tak postąpić przed obliczem króla?!- zdenerwowany rzekł zaciskając ponownie zęby. Jego oczy przepełniały się gniewem, a jego wyraz twarzy był bezlitosny.
-P-panie... Bardzo przepraszam, to się już nie powtórzy. Podobno wzywałeś mnie tutaj, abym poznał pana nowego doradcę- powiedział, podnosząc się z małym grymasem na twarzy.
-Racja. To przełóżmy na później. Poznaj Jellala Fernanades'a- odpowiedział Jude Heartfilia, Król Magnolii z nagłym uśmiechem na twarzy. Kolejny doradca, wszystkich ciekawiło, co się z nimi działo, skoro słuch po pozostałych zaginął.
-Witaj, Gajeel'u Redfox, miło mi cię poznać- niebiesko włosy podał Dowódcy rękę, a jego uśmiech był widoczny zanim odsłonił swoją twarz. Czarnowłosy przywitał formalnie Jellala, po czym odszedł. Musiał jeszcze obmówić sprawę wojska ze swoim zastępcą, którą był nie kto inny, jak Erza Scarlet.
-Baczność!- krzyknęła dziewczyna, widząc podchodzącego I Dowódce Armii Królewskiej. Sześć szeregów szarych żołnierzy wykonało rozkaz szkarłatnowłosej. Woleli z nią nie zadzierać, ponieważ gdy robiła się zła, wyglądała jak demon w ludzkiej skórze.
-Witaj, generale!- krzyknęła, także stając na baczność z ręką przy głowie.
-Spocznij- powiedział oschle Gajeel, po czym podrapał się po głowie.
-Spotkanie u Króla?- zapytała. -Tak, o mały włos i cierpiałbym katusze w lochach, za spóźnienie...- odpowiedział. Ubrał hełm, gotowy do codziennych patroli poza królestwem, lecz szkarłatnowłosa zadała pytanie.
-A co go powstrzymało przed tym?- spytała zaciekawiona.
-Król poprosił mnie o spotkanie, abym poznał nowego doradcę, tak, kolejnego- westchnął. -Ale powiem ci szczerze, że ten smarkacz wygląda mi podejrzanie.
-Czyli jak?- zaciekawiła się jeszcze bardziej.
-Ten jego uśmiech... Jakby sztuczny, ale taki przerażający- skrócił z niewyraźnym wyrazem twarzy.
-Przerażający? Moja krew!- zaśmiała się Erza, także przygotowując się do marszu.
Po dłuższym patrolowaniu, wrócili do królestwa, a powitał ich niemiły widok. Generałowie automatycznie osłupiali, widząc panikę ludzi z miasta.
-Rząd A, ugasić płomienie! Natychmiast!- rozkazała zbulwersowana Erza.
-Rząd B, wyprowadzić pozostałych ze środka!- krzyknął Gajeel.
-My zajmiemy się sprawcami...- chytre uśmieszki zawitały na twarzy Erzy i Gajeela. Szykowali się do skarcenia sprawców. Nim zdążyli cokolwiek zrobić, dwójka wiernych żołnierzy podbiegła do nich.
-Generale!- pierwszy zwrócił się do czarnowłosego.
-Znaleźliśmy dwoje nieprzytomnych ludzi- powiedział drugi. Po chwili puścili oba ciała. Nie musieli długo czekać, aż ugaszą płomienie. Kiedy panika ucichła, a niebo nie przysłaniał już płomień, ani dym, dwójka nieprzytomnych ocknęła się.
-Co się stało?- zapytał różowo-włosy, patrząc z paniką na doszczętnie zniszczony bar, w którym jeszcze przed chwilą świetnie się bawił z kumplami, do pewnego momentu. Momentu, w którym zaczęła się kłótnia.
-Idioto...- szepnął czarnowłosy. -Zobacz, coś narobił... - po tych słowach Erza stanęła nad dwójką i patrzyła na nich groźnym wzrokiem.
-Słucham?- zaczęła. -Wy to spowodowaliście?!- zapytała stanowczo i szarpnęła nimi tak, że wstali na nogi. Przerażeni chłopcy w panice chcieli uciec, lecz zagrodził im drogę generał.
-To ten idiota!- krzyknęli, wskazując na siebie nawzajem.
-Przedstawcie się- rozkazał podchodzący do nich Gajeel.
-Gray Fullbuster- wskazał na siebie. - A ten głupek to Natsu Dragneel.
-Więc, Natsu, Gray. Idziecie z nami- oznajmiła bez żadnych emocji dziewczyna. Przyjaciele tylko spojrzeli po sobie i przełknęli ślinę, idąc za generałami. Obawiali się najgorszego, ale w pewnym sensie wierzyli w Króla. Przecież takie niewinne zniszczenie baru, nie może być zaliczane do kary śmierci. Natsu po chwili kompletnie nie przejmował się całym zajściem i spacerował radośnie obok Graya. Za to jego kolega nie wierzył, skąd w nim tyle siły. Fullbuster ciężko stąpał po ziemi, przytłoczony wszystkim. Spojrzał w górę i ujrzał słońce w pełnym rozkwicie. Chłopakowi było gorąco, więc zdjął koszulę, aby choć trochę ochłodzić temperaturę swojego ciała. Gdy już zrzucił z siebie ubranie, Gajeel wraz z Erzą odwrócili się w jego stronę.
-Co robisz?! Ubierz się z powrotem!- krzyknęła czerwonowłosa. Podłożyła mu miecz pod gardło i pustym wzrokiem dawała mu do zrozumienia, że powinien założyć coś na siebie z powrotem. Różowo-włosy zaś z rękami na głowie beztrosko powędrował w stronę siedziby Króla. Wtem podbiegł do niego czarnowłosy i złapał za uniesione ramie.
-Zaczekaj na swojego kolegę- burknął, patrząc na niego spod byka.
-Okej, okej- z twarzy zniknął uśmiech Natsu. Dopiero teraz zrozumiał, że stoi przed królewskim zamkiem i sparaliżowany stał jak słup.
-Co ci?- zapytał Dowódca, dotykając go w szczepionkę.
-To nie był żart! My serio tutaj jesteśmy!- obudził się.
-No ba, geniuszu- powiedział Gray, zapinając ostatni guzik koszuli. Wzięli głęboki wdech i weszli do komnaty.
Scarlet prowadziła ich przez długi i ciemny korytarz. Na końcu znajdował się właz, a za nim były lochy. Ponure i wilgotne, a zarazem zimne komnaty, gdzie przetrzymywali wielu więźniów.
-Dzisiejszą noc spędzicie tutaj!- krzyknęła z podłym uśmiechem Erza. Gajeel'owi zaś się to nie podobało. Nawet nie patrzył na zamykającą ich Erzę. Wyszedł, gdy ta skończyła.
-Miłej nocki- powiedział jeden ze strażników. Zamknął ogromne drzwi i usiadł na krześle, wraz ze swoim towarzyszem.
-W co my się wpakowaliśmy?- szepnął Gray.
-No pięknie. Jak my się z tego wydostaniemy?!- krzyknął Natsu i zaczął walić w kraty.
-To jest twoja wina, debilu!- powiedział czarnowłosy, zdejmując ponownie koszulę.
-Coś ty powiedział?! Chcesz znów się bić?- zapytał różowo-włosy z chytrym uśmiechem. Tak zaczęła się kolejna kłótnia. Chłopaki od dzieciństwa się kłócili, z niewiadomych przyczyn. Poznali się na festynie, gdzie Gray, z swoim bratem, Lyonem i matką Ur wędrowali z uśmiechem na twarzy. Mały Gray zgubił się, więc zaczął biec przed siebie. Nie wiedział, że spotka Natsu. Po chwili zwolnił, a jego tętno przyśpieszyło. Zestresowany rozglądał się i przez nieuwagę potrącił małego, różowo-włosego dzieciaka.
-Uważaj jak chodzisz, idioto!- krzyknął narwaniec. Czarnowłosy spojrzał na niego z pytającym wzrokiem.
-To ty mnie potrąciłeś, debilu!- odpowiedział. Zdenerwowany ściągnął koszulkę i szykował się do walki.
-Co robisz? Ubierz się z powrotem!- rozkazał Dragneel, wskazując na upadające ubranie.
-Mam gdzieś twoje rozkazy, różowo-włosy patafianie- zaśmiał się Gray. Po chwili ucichł, gdy usłyszał krzyk Ur. Obrócił się, a Natsu, korzystając z nieuwagi przeciwnika, uderzył go w buzię.
-Ty świnio!- krzyknął.
-Zamknij mordę, gołodupcu- oznajmił Natsu. Gdy szykowali się do walki, natychmiast przeszkodził im Lyon.
-Chłopaki, przestańcie. Nie warto się bić- powiedział biało-włosy. Złapał Graya za ramię i chciał iść.
-Zmywasz się? Pff, jesteś słaby jak moje zeszłoroczne buty- zaśmiał się głośno Natsu. Fullbuster popatrzył na niego z nienawiścią i zacisnął zęby. Lyon odkaszlnął, a jego brat powędrował za nim.
-Jeszcze się z tobą policzę!- krzyknął Gray, podchodząc do matki. Zerknął jeszcze na sekundę za siebie, aby ujrzeć minę różowo-włosego, lecz chłopak rozpłynął się w tłumie, który ich otaczał.
Natsu kierował się do swojego domu, gdzie opiekował się nim Gildarts, ojciec jego przyjaciółki z dzieciństwa, jeszcze zanim został wygnany z królestwa. Chłopak wraz z Caną strasznie przeżywali odejście ich opiekuna, więc od tamtej pory postanowili trzymać się razem. Jako, że dzieci same nie umiałyby przetrwać w mieście, od czasu do czasu dowiedział ich pewien staruszek. Mały, białowłosy starzec. Często przyprowadzał do nich małą i słodką blondynkę. Przynajmniej tyle Natsu z tego pamiętał. Nigdy nie dowiedział się, gdzie mieszka dziewczynka, skąd pochodzi i jakich ma rodziców. Wiedział tylko, że na imię jej było Lucy, ale już od ponad siedmiu lat jej nie widział. Cana tak samo nie pamiętała o niej zbyt dużo.
  Kiedy więźniowie zaczęli się bić, strażnik jak najszybciej podbiegł do krat i swoją włócznią rozdzielił Natsu i Graya.
-Nie walczyć!- rozkazał rudowłosy strażnik, odciągając broń od chłopaków. Natsu zacisnął zęby i usiadł w siadzie skrzyżnym. Gray po chwili zrobił to samo. Siedzieli naprzeciwko siebie, w różnych kątach celi.
-Nudno tutaj- skwitował Dragneel, opierając się o ścianę. Gray spojrzał na niego.
-Musimy przeczekać do jutra- powiedział. Siedzieli w ciszy, nie wiedząc, jak czas szybko płynie.
Rano obudziło ich skrzypienie otwierających się drzwi. Otworzyli oczy i leniwie podnieśli się z podłogi. Wtem ujrzeli szkarłatnowłosą, która jednym ruchem ręki wskazała, aby poszli za nią.
-Dzisiaj Król Jude was osądzi- oznajmiła Erza, prowadząc więźniów przed siebie.
-Osądzi? W jakim sensie?- wypowiedź dziewczyny zaciekawiła chłopaków, lecz to Gray miał odwagę zapytać. Ona wzruszyła ramionami.
-Nie wiem. Może was zabije, a co gorsza wyrzuci z królestwa- stwierdziła. Fullbuster przełknął ślinę.
-Chyba nie do końca czaję twój system wartości- palnął Natsu, drapiąc się po głowie. Erza natomiast uśmiechnęła się i przekazała dwójkę Gajeel'owi, który stał za wrotami.
-Dobra, teraz pójdziecie ze mną- powiedział Dowódca i skierował się do wyjścia z lochów. Dwójka chłopaków stała już przed drzwiami do królewskiego pokoju.
-Serio musimy tam wchodzić?- spytał niepewnie Natsu, patrząc na Dowódcę.
-Nie rozśmieszajcie mnie. Za grzechy musicie zapłacić- powiedział Gajeel wpychając Graya i Natsu do komnaty. Sam powoli wyłonił się zza drzwi, po czym uklęknął przed Judem.
-Po co my tutaj...- urwał, gdy Redfox zaczął przemawiać.
-Witaj, mój Królu. Ci dwaj młodzieńcy poprosili, abyś ich ukarał za ich grzechy- oznajmił, wstając.
-Wcale nie!- wkurzony Natsu wyglądał jak nabuzowane dziecko. Gray tylko schował głowę, klękając. Spodziewał się reakcji Heartfili, więc nie chciał pogarszać całej sytuacji.
-Przesłyszałem się?- Jude wstał z tronu, a Gajeel przestraszył się.
-Królu...- zaczął Dowódca, ale Król jednym ruchem ręki pokazał mu, że rozmawia z różowo-włosym.
-Nie, nie przesłyszałeś- skwitował.
-Dziecko, masz ostatnią szansę, aby poprosić o zadośćuczynienie!- krzyknął donośnym głosem Heartfilia.
-Nikogo o nic nie będę prosił- parsknął. Król natomiast, zdenerwowany jego bezczelnością, usiadł z powrotem i oparł głowę o rękę.
-Redfox! Przyprowadź ich, kiedy zmądrzeją. Możecie im pomóc- zaśmiał się.
Gajeel natychmiastowo złapał młodzieńców za ramiona i wyprowadził za drzwi. Posmutniał i zaczął prowadzić ich z powrotem do lochów.