Zdesperowana Lucy siedziała, nie
mogąc uwierzyć w to, co usłyszała od porywacza. Czyżby Jellal
miał potajemne sprawy w tym miejscu? Tego mogła się tylko
domyślać, ponieważ nie miała konkretnych informacji. Zastanawiała
się tylko, czy Yukino rzeczywiście zrobi to, co obiecała. Miała
uratować ją, zanim ktokolwiek z wioski zażąda okupu. Zestresowana
ponownie zaczęła wyglądać przez dziurkę w namiocie.
-Natsu!- krzyknęła, widząc
różowowłosego, stojącego zaledwie parę metrów od jej więzienia.
-Lucy...?- powiedział sam do siebie.
Blondynka widziała, że patrzy wprost na nią, lecz on najwyraźniej
nic nie zauważył w ciemnościach, jakie panowały w namiocie. Gdy
chciała po raz kolejny krzyknąć, ktoś zawołał jej przyjaciela.
Dziewczyna średniego wzrostu o białych i krótkich włosach, a
także błękitnych oczach. Zdaniem Lucy była naprawdę ładna, a do
tego bardzo przypominała służkę Mirajane. Zmartwiona spuściła
głowę i zaczęła myśleć. Jej jedyną nadzieją była Yukino.
Westchnęła głęboko i ponownie patrząc w szczelinę zobaczyła
odchodzącego chłopaka, wraz z nowo poznaną dziewczyną. Cofnęła
się i zaczęła płakać.
-Co jeśli mój ojciec nie zapłaci za
mnie? Zabiją mnie?- rzekła. -Do tego Gerard... Co miał na myśli
ten blondyn? Czy chodzi nam o tą samą osobę? Wszystko mi się
miesza!
Przetarła swoje oczy. Siedząc
bezustannie w ciszy usłyszała dźwięk kroków zbliżającej się
osoby. Miała dylemat. Mógłby to być Sting, ale także i Natsu.
Osobiście wolała tą drugą wersję, ponieważ nic chciała być
ponownie traktowana jak więzień. Przez odpięte wejście
niezgrabnie weszła białowłosa Yukino z uśmiechem na twarzy.
-Lucy-san! Muszę cię szybko
rozwiązać- oznajmiła dziewczyna.
-Dziękuję, dziękuję, dziękuję!-
mówiła panicznie Lucy, szarpiąc się lekko. Białowłosa chwyciła
za sztylet, który miała umieszczony w lewym bucie i przecięła
sznury. Wybiegły szybko z namiotu, patrolując, czy nigdzie nie
widać Stinga. Wtem ujrzały blondyna stojącego i zagadującego
jakąś dziewczynę. Natychmiast schowały się za szałas.
-Lucy, posłuchaj. Musisz założyć tą
pelerynę i wyjść zwyczajnie z obozu. Pomyślą, że to ja, więc
nikt cię nie zaczepi- powiedziała spokojnym tonem.
-Nie idziesz?- zmartwiła się Lucy.
-Nie mogę. Muszę tutaj zostać na
wypadek, gdyby Sting się zorientował. Uciekaj do domu... Pozdrów
swoją mamę ode mnie, dobrze?- rzekła Yukino. Ręce dziewczyn
drżały, ale blondynka postanowiła uciec stąd i nigdy nie wracać.
Założyła kaptur, związała włosy i przekraczając bramę obozu
uświadomiła sobie swoje zadanie.
-Racja, Natsu, Gray!- krzyknęła,
nagle skręcając na główny plac. Przedzierając się przez gąszcz
świętujących ludzi, miała nadzieję, że Natsu nie świętuje
razem z nimi. Przemaszerowała jeszcze kilka metrów uważnie się
rozglądając. W ułamku sekundy dojrzała różową czuprynę, więc
zaczęła biec w jej kierunku. Gdy już stanęła, ujrzała
rozweselonego Dragneela i nieznajomą dziewczynę, siedzących i
pijących rozmaite napoje. Podeszła nieśmiało do przyjaciela.
-N-Natsu...- zaczęła. Różowowłosy
obrócił się w jej stronę, lecz nadal nie wiedział, kto stoi tuż
przed nim. -To ja, Lucy.
-No racja, Lucy! Wiedziałem, że tu
byłaś!- krzyknął, wstając i przytulając blondynkę.
-Ciszej, Natsu. Chodź, musimy znaleźć
Graya- rozkazała Heartfilia, poprawiając pelerynę.
-Po co? Nie możemy iść sami?-
narzekał. -Lisanna, przepraszam. Muszę już iść.
-Będę czekać, Natsu- uśmiechnęła
się białowłosa.
-To się nie doczekasz...- szepnęła
zła Lucy, kierując się w kierunku baru. Różowowłosy dogonił ją
i naśladując swoją koleżankę ukucnął przed drzwiami.
-Czemu kucamy? Co my robimy?- zapytał
Dragneel, rozglądając się na boki.
-Jak już pewnie wiesz, jestem
księżniczką. Jeśli ktokolwiek mnie tutaj ujrzy, złapią mnie jak
pewien Sting i będą żądać okupu- wyznała, odgarniając włosy
za ucho.
-Sting cię porwał?!- oburzył się
chłopak wstając. Zapewne miał zamiar wszcząć kłótnię z
blondynem, czego Lucy wolała uniknąć.
-Tak, ale teraz musimy znaleźć
Graya!- rozkazała, zatrzymując różowowłosego ręką. On zaś
westchnął głęboko i z zniesmaczeniem na twarzy wszedł do środka.
Potrącał on człowieka za człowiekiem, nawet nie zawahał się
popchnąć dziewczyny. Gdy dotarł na sam środek, chwycił
czarnowłosego kolegę za mankiet, mówiąc coś. Fullbuster
natychmiast zareagował, biegnąc w stronę wyjścia.
-Lucy! Co ty tutaj robisz?- zapytał
zaciekawiony.
-Cisza! Nie mów tak, bo odkryją, że
uciekłam! Musimy wrócić do królestwa, ale... Najpierw coś załóż
na siebie!- rozkazała. Zdenerwowana zaczęła prowadzić przyjaciół
w stronę wyjścia. Nagle stanęła, widząc, kto nadciąga do
wioski. Były to Juvia i Wendy. Blondynka lekko się zgarbiła,
ponieważ mogłaby być dostrzeżona przez sokoli wzrok Lockser.
Machnęła do chłopaków ręką, na znak, że mają iść wciąż za
nią. Tak też zrobili. Mijając rozkojarzone dziewczyny, jedyne, co
mogli dosłyszeć to to, że Sting zaczął rozmowę z nimi. Nie
myśląc o przyjaciółkach zaczęli biec do zamku, gdzie mieli
spotkać się z Królem.
-Witam, drogie panie. Co robicie w tych
mrocznych lasach?- zapytał, obserwując poczynania kobiet.
-Szukamy Lucy Heartfilii. Jesteś
podejrzany o uprowadzenie i skrzywdzenie Księżniczki! Oddaj ją po
dobroci, a będzie ci dane żyć w więzieniu- rozkazała Juvia.
-Księżniczki...? Nigdy jej nie
widziałem, w końcu jestem wygnany- podsumował. Przyjaciółki nie
były w stanie dostrzec kłamstwa w słowach blondyna.
-Możemy w takim razie przeszukać
wioskę?- zapytała nieśmiało Marvell, odkładając broń.
-Z przyjemnością was oprowadzę po
naszej małej mieścinie- zaśmiał się. Nieświadomy niczego zaczął
oprowadzać dziewczyny kolejno po namiotach.
W tym samym czasie, w Królestwie,
zaczęły rozbrzmiewać trąby i bębny. Do Króla i Królowej
przyjechał ojczym Lokiego. Ichiya- Król siedmiu wzgórz, dwóch
wysp a także pobliskich jego królestwu mieścin. Jego imperium-
Blue Pegasus, było bardzo zamożnym i potężnym Królestwem, więc
połączenie Lucy i Lokiego byłoby najlepszym rozwiązaniem dla obu
stron. Małżeństwo wyszło z zamku w szatach wyjściowych, aby
przywitać nadjeżdżającego. Wtem piękna biała katera wjechała
na główny plac, przyciągając jednocześnie uwagę mieszczan. W
niemniej niż pięć minut na placu powstało wielkie koło, a woź
wraz z Rodziną Królewską i Ichayą w środku. Straż oddzielała
mieszkańców daleko od Króla, ponieważ brzydził się on plebsem.
-Witam, Królu, Królowo- powiedział
szarmancko rudy, mały i niezbyt przystojny mężczyzna.
-Witaj, twój syn jest już u nas
rozgoszczony- rzekł Jud, zerkając to na gościa, to na żonę.
-Wejdź, zapraszamy w nasze małe
progi- dokończyła Layla, odgarniając swoją suknię.
-Gdzie księżniczka?- zapytał
uradowany Ichiya.
-L-Lucy? Ona...- zaczęła blondynka.
-Się przygotowuje!- skłamał
Heartfilia. Z uśmiechem na twarzy wszedł wraz ze swoim druhem do
zamku. Maszerowali przez piękne, srebrne korytarze ze złotymi
kolumnami.
-Piękna ta wasza córka- oznajmił
Król Blue Pegasus, wpatrzony w portret Lucy. -Men!
Jud zostawił to bez komentarza, nadal
maszerując przed siebie. Layla uśmiechnęła się szeroko,
towarzysząc gościowi krok w krok. Wchodząc do sali gościnnej
zauważyli Lokiego rozmawiającego z nauczycielką Lucy- Aries. Było
widać, że z nią flirtuje, więc Ichiya podszedł do syna i zaczął
poważną rozmowę. Po kwadransie bezsensownej, według Juda,
konfrontacji Króla z synem wszyscy poszli do sali tronowej, gdzie
niedługo miała zjawić się Lucy.
-Żono, myślisz, że one ją tu
sprowadzą?- zapytał zirytowany Heartfilia.
-Oby tak. Nie każmy im dłużej
czekać- podsumowała Layla, proponując gościom jedzenie.
-Nie będę nic jadł. Pragnę tylko
ujrzeć Królewnę Lucy, men!- rzekł uradowany Ichiya. Nagle do
pomieszczenia wbiegli Natsu i Lucy. Jud zerwał się z tronu i
zdenerwowany podszedł do córki.
-Kogo żeś tutaj wprowadziła?!-
krzyknął. Blondynka stała przerażona obok Dragneela.
-Odejdź od niej- rozkazał
różowowłosy. Stanął pomiędzy ojcem a córką i skierowany w
stronę Juda rzekł z miną groźniejszą od Króla:
-Nie waż się jej tknąć. Odsuń się.
-Masz pojęcie, do kogo mówisz,
smarkaczu?!- rozzłościł się Heartfilia.
-Wiem, że jesteś królem, ale nawet
ktoś takiego sortu nie ma prawa dotykać Lucy!- krzyknął. Obaj
stali, nie zamierzali odpuścić. Ich krwawe spojrzenia zetknęły
się. Wszyscy w sali podejrzewali, że jeśli ktoś ich nie
powstrzyma, to skoczą sobie do gardeł. Jedyny rozsądny w tym
pokoju podszedł do tej dwójki i rozdzielił ich.
-Królu, nie warto. Czy nie jest teraz
ważniejszy ślub? Nie powinienem poznać mojej przyszłej żony?-
zapytał Loki, uśmiechając się do Lucy.
-ŻONY?!- głos Natsu i Lucy zlał się
w jedno. Stali wspólnie wmurowani w podłogę. Niby to nie Natsu
miał ożenić się z nim, ale czuł się okropnie. Tak jakby to on
usiał poślubić Lokiego.
-Tak- rudowłosy, popychając stojącego
mu na drodze Dragneela podszedł do Lucy. -Zostaniesz moją żoną,
Lucy. Cieszysz się?
Dziewczyna nie wiedziała, co powinna
powiedzieć, aby mu odmówić. Nie znała chłopaka, nie kochała go,
nie spodobał jej się, a do tego nie była gotowa na wejście w
dorosłe życie. Zdenerwowana chciała porozmawiać bardzo szczerze
ze swoimi rodzicami.
-Ona ma wyjść za takiego błazna?!-
zaczął Natsu. -Nigdy!!!
-Kogo nazwałeś błaznem? To ty nim
jesteś!- odpowiedział Loki. Zaczęła się kolejna potężna
kłótnia, której nikt nie chciał zatrzymać.
-Ojcze... Proszę, musimy porozmawiać-
rzekła poddenerwowana Lucy. Król, zostawiając chłopaków z tyłu,
pomaszerował za swą córką.
-Co się stało, Lucy?- zapytał udając
zmartwienie.
-Nie mówiłeś mi nigdy, że będę
musiała za kogoś wychodzić. Zawsze powtarzałeś, że mam znaleźć
tą jedyną miłość, jak ty i mama. Dlaczego zmieniłeś zdanie?
-Byłaś wtedy dzieckiem, skarbie.
Teraz jesteś prawie dorosła i możesz pomyśleć o związku, który
połączy królestwa- przekonywał ją pewny siebie Jude.
-Więc znów chodzi o pieniądze?-
wtrąciła. Nim Król zdążył odpowiedzieć, kontynuowała:
-Nie ożenię się z nim! Znajdę
osobę, która będzie warta mojej miłości i tronu, ojcze. Nie
zmusisz mnie, żebym pokochała Lokiego. Nigdy- powiedziała
stanowczo.
-Z-Zastanów się! Przemyśl to
jeszcze, skarbie...- rzekł mężczyzna, ponownie wchodząc do sali.
Lucy stała nie mając pojęcia, co powinna zrobić. Odwróciła się
i ujrzała Graya, który gdzieś znikł parę minut temu. Uśmiechnęła
się, aby go nie zmartwić.
-Gdzie byłeś?- zaczęła.
-Nie ważne. Nie pytaj, proszę. Natsu
też nie ma?- zapytał, rozglądając się na boki.
-Wejdź- zaśmiała się i otworzyła
drzwi. Czarnowłosy wpadł do środka. Wtem zauważył Natsu,
kłócącego się z Księciem. Podbiegł do nich i odsunął kolegę.
-Znów się z kimś bijesz? Starczy,
Natsu. Kto to w ogóle jest? Dlaczego tutaj stoi Królowa i Król?
Coś znów wymyślił? Mów!- rozkazał.
-Właśnie nic. Rozumiesz, że Lucy ma
wyjść za tego przydupasa?- oburzył się.
-To lepsze, niż taki niewychowany
wieśniak, jak ty!- dopiekł Loki.
-Nie zaczynajcie znowu. Lucy, czy to
prawda?- Gray zwrócił się do stojącej za nim blondynki.
-Ona nie musi się wam ze wszystkiego
spowiadać! Wyjdźcie stąd!- rozkazał wkurzony Heartfilia.
-Nie wyjdę stąd bez Lucy- powiedział
Dragneel, chwytając dziewczynę za ramię.
-Natsu...- zaczęła blondynka.
-Ona nigdzie z tobą nie pójdzie,
smarkaczu!- krzyknął wiecznie protestujący Król Magnolii.
-Mężu, pozwól bawić się dzieciom.
Możecie iść- uśmiechnęła się Layla. Lucy i reszta wybiegli z
sali tronowej, kierując się do jej pokoju.
Czerwonowłosa dobiegła do
najstarszego drzewa w lesie, koło którego się zatrzymała. Jellal
zrobił to samo, tyle że parę metrów dalej. Kobieta nie mogła go
zobaczyć, ponieważ myślała, że Fernandes już dawno odpuścił i
wrócił do Królestwa. Odetchnęła chwilę i ruszyła dalej. Tak
naprawdę toczyła kółka, które raz za razem pogłębiała.
-W takim tempie nigdy ich nie dogonię!
Muszę przyspieszyć tępo, ale czy ja... Czy ja nie krążę w
kółko?! Przecież widzę te suche drzewo już czwarty raz-
powiedziała to tak głośno, że Jellal bez problemu wszystko
usłyszał. Wyszedł zza krzaków, podszedł do niej ostrożnie i nim
się obejrzał dziewczyny już nie było. Zdezorientowany rozglądał
się na boki i zobaczył ją, włażącą na drzewo.
-Co ty tam robisz, Erzunia?!- zaczął.
-Zejdź, bo spadniesz!
-Nadal tu jesteś? Myślałam, że
wróciłeś do Króla!- krzyknęła, rozglądając się.
-Pomyślałe m, że możesz sobie
tutaj nie poradzić i poszedłem za tobą!- wytłumaczył się,
podchodząc bliżej drzewka. Był dokładnie pod strażniczką.
-Jest!- uradowała się, widząc
wioskę. Szybko zeszła z drzewa i ignorując niebieskowłosego
pobiegła w tamtą stronę. Kiedy do Gerarda doszło, gdzie
dziewczyna chce dotrzeć, przeszyły go dreszcze. Musiał znaleźć
się szybciej w wiosce od niej, więc użył magii teleportacji. W
mgnieniu oka znalazł się w pobliżu Zerefa.
-Bracie! Mamy poważny problem-
oznajmił, podbiegając do czarnowłosego.
-Jaki, braciszku?- zaciekawił się.
-Pewna czerwonowłosa strażniczka
przysłana od Króla Magnolii odnalazła naszą wioskę. Musimy coś
zrobić, bracie- oznajmił niebieskowłosy, poprawiając swoją
pelerynę.
-Mam już plan- na buzi Zerefa zagościł
podejrzany uśmiech. Jellal chciał dowiedzieć się, co jest powodem
nagłej uciechy jego brata.
-Twa wypowiedź zaciekawiła mnie,
drogi bracie- uśmiechnął się, licząc na wytłumaczenia Zerefa.